I tęsknię i buntuję się i 100 happy days

Osłabienie organizmu…
Cudownie. Jak się dowiem, że ZNOWU mam anemię, to chyba walnę głową w ścianę… Albo nie, od razu walnę Bliźniaka…
Obudziłam się dziś w nocy, a właściwie to zerwałam się ze snu. Usiadłam na łóżku i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego ja się obudziłam i nie idę dalej spać. No i spojrzałam na zegarek, a tam 2:38… Nic dodać, nic ująć…
Moja przyjaciółka w rozmowie ze mną stwierdziła, że jestem przygaszona. Osłabienie i myślówy robią swoje, więc nie dziwne, że jestem przygaszona.
Od poniedziałku jestem w pokoju w pracy sama, bo kolega jest chory. Jedyne, co w pokoju do mnie gadało, to było radio, ale wczoraj przed południem coś kazało mi je wyłączyć i tak też zrobiłam. Wyobraźcie sobie, że dziś w ogóle go nie włączyłam i siedziałam prawie cały dzień w tej ciszy… Cisza do mnie mówi… W ciszy odpoczywam… Potrzebuję ciszy…
A na koniec creme de la creme… Wracam do domu, postanowiłam jeszcze skręcić do sklepu i drogę przecina mi auto, a ja patrząc na kierowcę, zamarłam… Myślałam, że to Bliźniak!!! Facet totalnie z profilu podobny do niego! W oczach momentalnie pojawiły mi się łzy i musiałam wziąć głęboki oddech żeby się tam nie rozpłakać na tej ulicy. I szłam do tego sklepu z trzęsącą się brodą i z mokrymi oczami… a w środku we mnie wszystko krzyczało… Darło wręcz mordę…
Teraz sobie tak siedzę, piszę to, a w prawym oku znowu skroplona tęsknota…
Ale nie chcę się smucić, zwłaszcza, że mam dziś kilka powodów do radości, no a poza tym przedwczoraj zaczęłam taką zabawę „100 HAPPY DAYS” i zamierzam się codziennie cieszyć, a nie dołować :)