Podziękowania dla Was

Kochani, po raz kolejny stanęliście na wysokości zadania i tym razem nie ja dla Was, a Wy dla mnie byliście. DZIĘKUJĘ.
Od soboty toczę ze sobą istną walkę, co zresztą widać. Dziś jestem po rozmowie z przemądrą osóbką, którą bez żadnego „ale” mogę nazwać moją przewodniczką duchową. Już nie pierwszy raz jej słowa, że się tak wyrażę, postawiły mnie na nogi. Jutro Wam napiszę, co mądrego mi powiedziała, żebyście też mogli z tej mądrości i wiedzy skorzystać. A póki co jeszcze raz Wam dziękuję, za to, że jesteście. Za to, że zbieracie mnie do kupy, gdy się rozsypuję.
Dobrej nocy Drodzy :) <3

Bunt na pokładzie – ciąg dalszy

Błagam Was na wszystko, nie piszcie do mnie, jak do małej dziewczynki, która nie wie co to wybryki ego. Znam je doskonale. Doskonale też wiem, co się może ze mną stać za kilka dni, miesiąc, rok, 5 czy 10 lat. Wszystko może wrócić ze zdwojoną siłą i dać mi po dupie. Wiem to. Znam schemat. Ale na dzień dzisiejszy, wolę przeżyć całą masę przyziemnych akcji, niż tkwić w tym duchowym niebycie nie wiadomo ile czasu. Wypalam się, gniję. Zamiast się rozwijać, stoję w miejscu… Nie chcę tak żyć. Czasem myślę, że Bóg się pomylił, dając mi taką misję, dając mi Bliźniaka. Przecież ja w ogóle nie jestem silna… ani godna… Co zresztą teraz wychodzi. Nie zasługuję na Bliźniaczy Płomień…
Chciałabym się normalnie zakochać z wzajemnością i żebyśmy zamieszkali razem, gotowali razem, wariowali razem. Żebyśmy po całym dniu mogli usiąść na sofie, popijając wino i rozmawiając o wszystkim. I żeby każda noc była nasza, a każdy poranek był zapewnieniem, że dalej jesteśmy razem i idziemy razem. Może w nieznane, ale razem. Żebyśmy się wspierali, a nawet i kłócili i żebyśmy umieli rozwiązywać nasze problemy. Żeby jedno dla drugiego nie było ciężarem, ale motywatorem do dalszego działania. Żebyśmy zostali rodzicami i żebyśmy mądrze wychowywali nasze pociechy, dając im wszystko, co jest niezbędne do szczęśliwego rozwoju. Chciałabym żebyśmy wyjeżdżali na rodzinne wakacje i szli za rękę ku zachodowi słońca naszego życia.
Nie chcę pławić się w nie wiem jakich pieniądzach, ani szukać szczęścia na korytarzach ogromnego domu. Chcę zwykłej normalności. Najzwyklejszej. Ale najwidoczniej nawet tego nie jestem warta… Ani nawet odpisania mi na SMSa…
Za to warta jestem cierpień i domysłów. O tak, tego jestem naprawdę warta…