Mój kamień milowy

Modlę się o to, żebyś (…) wiedziała (…) że jestem bezpieczny i że przede wszystkim gdziekolwiek się znajdę, jesteś ze mną, że nie ma na tym świecie takiej siły ani tak długiego czasu, które by nas rozłączyły. Wrócę. Moja miłość do Ciebie jest prawdziwsza niż cokolwiek, co poznałem w tym długim, bardzo długim życiu.
Mówią, że miłość żąda wszystkiego, ale moja wymaga tylko jednego: byś bez względu na to, co się stanie i jak długo to potrwa, wierzyła we mnie, pamiętała, kim jesteśmy i byś nigdy nie poddała się rozpaczy.

- Ann Brashares – Nigdy i na zawsze

Ten cytat kilka chwil temu napatoczył mi się na Facebooku. Bardzo dobrze go znam, gdyż jest z jednej z moich ulubionych książek o miłości. Wierzę, że nie zobaczyłam go dziś przypadkiem, bo dziś stało się coś bardzo ważnego dla mnie i dla mojego Bliźniaka. Dziś dotarłam do mojego kamienia milowego…
Po moim mrocznym stanie w ostatnich dniach, stopniowo zaczęło przychodzić światło. Przedwczoraj pomodliłam się do Matki Bożej Anielskiej Rozwiązującej Trudne Sprawy i dziś przyszło olśnienie. Zrozumiałam, że w żaden sposób nie mam prawa być zła na Bliźniaka, bo to nie on przez ten cały czas wysyłał mi sprzeczne sygnały… tylko ja jemu! Począwszy od pierwszego SMSa, poprzez późniejsze moje zachowanie. Ono nigdy nie było jednoznaczne! Nigdy nie mówiło jedynie „TAK, KOCHAM CIĘ PONAD WSZYSTKO”. Mówiło też wiele innych rzeczy, a raczej pokazywało… Owszem, kochałam i kocham ponad wszystko, ale moje czyny pokazywały co innego. Cholerne, przebrzydłe ego… Boże… Jak sobie teraz przypomnę te wszystkie moje wąty, te smęcenia, że jaka ja biedna i nieszczęśliwa jestem, a Bliźniak jest be… Boże! Przecież za to jaki on dla mnie był, za to wszystko, za jego cierpliwość, to ja powinnam iść na kolanach do Częstochowy!!! A dosłownie mówiąc „morda w kubeł i nie bulgotać”!!! Jestem taką szczęściarą, a jeszcze miałam czelność narzekać… Teraz siedzę i głowię się, jak ja mogłam… Jak mogłam być tak ślepa? Wszystko nabiera nowego sensu i kamień w końcu spadł mi z serca. Czuję jakbym z pleców zrzuciła jakiś niesamowity ciężar. O mamo… Mam nadzieję, że Bóg mi to wszystko wybaczy, a Matka Boska pomoże rozplątać cały ten węzeł.

Puść to, puść to, puść to

Puść to, puść to, puść to. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Nie ma na to idealnej recepty, co zrobić żeby puścić. Po prostu nie ma. Porady innych owszem, są cenne, ale trzeba znaleźć swoje własne lekarstwo, coś co nie będzie skupiało myśli tylko i wyłącznie na Bliźniaku. Wiem, że jest to strasznie trudne, ale trzeba to zrobić dla własnego dobra.
Wiecie co jest naszym problemem? Dążenie do cholernej fizyczności! Zobaczcie, co większość z nas pisze, czego chce: „żeby po prostu był obok, przytulił”. To nasza zguba. Kiedyś ego chciało, ego miało. Teraz ego mieć nie może więc łapiemy doły. Większość z nas nie skupia się na całym procesie naprawczym nas samych, ale na tym, żeby tylko i wyłącznie być z Bliźniakiem. No i tu Wam powiem, że z takim podejściem, to ja powodzenia nam życzę… Hehe. Kochani, jesteśmy tacy żałośni z tym swoim skomleniem o miłość Bliźniaka ;) Gdy błaga się o czyjąś miłość, to gdzie w tym wszystkim jest miłość do nas samych? A o to tu chodzi. O akceptację siebie, o wiarę w siebie i własne możliwości. Chodzi o to, aby rano obudzić się z nastawieniem „dziś jest świetny dzień, dziś zrobię coś fajnego”. I iść z tą myślą i tym światłem do ludzi. Wnosić jasność, tam gdzie jest ciemność. Jak ktoś sobie chce siedzieć w tej swojej ciemnicy, to proszę bardzo, niech siedzi, nic na siłę. Zrozumienie i ogarnięcie tego wszystkiego samo przyjdzie. Prędzej, czy później, ale przyjdzie. Nie musimy być w związku z kimś tylko po to, aby poczuć spełnienie, ekstazę. Miejcie marzenia, ale niech nie będą one planem, który konsekwentnie realizujecie, a jak się nie uda, to już mogiła. Dbajcie o siebie i o swoje myśli, bo gdy to robicie, to dbacie też o Bliźniaka.
Nikt nam nie da gwarancji na to, że będziemy z Bliźniakiem w tym wcieleniu. W wielu przypadkach jest tak, że spotykamy się tylko po to, aby coś w sobie obudzić i zacząć naprawiać swój świat.
Wiecie co jest naprawdę ważne? Umieć dostrzec swoje niedoskonałości, nazwać je, powiedzieć głośno i prać i naprawiać. Jak ktoś mi mówi, że jest bez skazy, że jest och i ach, no to przepraszam bardzo, ale daleka droga przed takim kimś. Ponadto w prawdziwych Bliźniakach są niespożyte złoża empatii, pokory, a brak jest pychy i wywyższania się. Jeśli zauważyliście to w sobie, no to brawo :) Jesteście na dobrej drodze :) Jaka ta droga będzie, zależy już tylko od Was. Może to będzie pojednanie z kimś, z kim od lat „drzecie koty”, albo nawiązanie kontaktu z kimś, z kim ten kontakt został utracony. Może wybaczenie komuś kto Was zranił, może wybaczenie sobie… Tak czy siak brudy przeszłości mają być wyprane i już, bo bez tego ani rusz. Tak, nie czuję kiedy rymuję :D
Gdy zrozumiałam, że Bliźniak mnie akceptuje, zrozumiałam, że ja sama siebie nie akceptuję! Tak właśnie m.in. działa efekt lustra. Niekoniecznie zawsze będzie to „puszczenie bąka” w tym samym momencie :D :D :D
Będzie dobrze kochane dusze. Kiedyś na pewno…

P.S. Internet wrócił :D

Pranie owszem, ale nie cały czas ;)

Witajcie :)

Czas się ciut wytłumaczyć, żeby nie było, że pranie mnie całkowicie pochłonęło ;) Sprawa wygląda tak, że od 14 sierpnia „walczę” z pewną telewizją kablową, a co za tym idzie nie mam ani internetu, ani TV, ani telefonu stacjonarnego. Błąd leży po stronie wspomnianej telewizji, gdyż i ponieważ ktoś notorycznie odłącza sygnał, który był podłączony jeszcze do jakiejś starej instalacji. Teraz ta stara instalacja jest kompletnie wyłączona z życia, no a skutki tego wszystkiego są takie, jakie są. Szlag mnie nie trafia z powodu braku tego wszystkiego, bo generalnie mi to lata, czy ten net jest, czy nie :D Ale szlag trafia mojego brata, tak więc podjęłam naprawdę konkretne kroki. Chciałam ich uniknąć, ale czasem jednak się nie da. Poleciała skarga i rezygnacja z usług. Nie jest to pierwsza akcja z ich strony, więc zmiana na inną telewizję powinna być korzystna, zwłaszcza, że zrobiłam wywiad na jej temat i okazał się bardzo pozytywny. Nie wiem ile czasu to wszystko zajmie, ale jestem cierpliwa. Mam nadzieję, że mi wybaczycie tą niezależną ode mnie przerwę ;)

A co do sprawy prania, no to powiem, że nie było ciekawie… Napisałam do Bliźniaka… On nie odpisał i BOOM! Dół, dołek, emocjonalny roller coaster. W piątek na wieczór dopadł mnie jakiś totalny szał, płacz i dziwne duszności w klatce piersiowej. Kolorowo nie było. Wiem, że miałam się do niego nie odzywać, ale ja tak cholernie tęsknię… Może to i dobrze, że mi nie odpisał… Sama już nie wiem. Niby czuję, że puściłam to, a tu nagle takie coś, więc o co chodzi…

A na dodatek mam zakwasy od biegania po plaży i wdrapywania się na budkę ratownika :D :D :D

P.S. Byłam na koncercie Justin’a Timberlake’a :) Usłyszeć „MIRRORS” na żywo – BEZCENNE! :)

Żyję ;)

To tak, gdyby się ktoś zastanawiał ;) W skrócie mówiąc – urlop od wszystkiego… Nie wiem kiedy wrócę, bo muszę trochę prania zrobić… ;) No, to to by było na tyle… Trzymajcie się.