Związki – przed Bliźniakiem i z Bliźniakiem w tle

Od lat coś skutecznie blokowało moje życie uczuciowe. Od października 2005 r. jestem sama, a co za tym idzie, w celibacie ;) To tylko ciut krócej niż mój Bliźniak ;D Ale nie o celibacie chcę dziś pisać. A właściwie, to bardziej liczę kochani na Wasze pisanie :)
Chcę dziś poruszyć kwestie:

1) nie wiedziałem o Bliźniaku i byłem w związku – Wasze odczucia, czy czuliście, że to nie to, czy czuliście, że gdzieś tam jest ktoś tam i czeka na Was, a Wy na niego?

2) wiem o Bliźniaku i jestem w związku z inną osobą – co się wtedy w Was dzieje, jak się z tym czujecie, jakie macie myśli, czy według Was można kochać innego mężczyznę, czy inną kobietę, którzy nie są naszymi Bliźniakami?

Temat rzeka kochani ;)
Ja nie wiem, jak to jest kochać Bliźniaka i jednocześnie być w związku z kimś innym. Szczerze mówiąc dla mnie to jest nie do pojęcia. Gdy pojawił się mój Bliźniak, wszystko co było przed nim zostało odcięte niewidzialnym tasakiem i zostało daleko w tyle. A teraz? Teraz nie wyobrażam sobie, że mogłabym pokochać kogoś innego. I w sumie „POKOCHAĆ”? Wiedząc jak wielka i wyjątkowa jest miłość do Bliźniaka, to słowa takie jak „kochać”, „pokochać”, „zakochać” wydają się być niegodne innej osoby. Te słowa zawsze były dla mnie ważne i nie rzucałam ich na wiatr, na lewo i prawo. Tym bardziej teraz są świętością, gdy jest ta miłość Bliźniaczych Płomieni. Miłość, której nie można zastąpić żadnym substytutem itp. Owszem, zdarzają się fascynacje, czy zauroczenia, choć już nawet słowo „zauroczenie” to dość spore słowo. W ciągu półtora roku przydarzyła mi się jedna fascynacja innym mężczyzną, ale to tylko dlatego, że mój wskaźnik pewności,nadziei i wiary względem Bliźniaka opadł do minimum i proszę bardzo! Pojawił się „błyskot” w ładnym papierku z kokardką ;) Dobrze jednak, że już po wszystkim i zostało pozamiatane ;) hehe Ciągle mnie śmieszy ta cała historia :D Ale mniejsza o większość.
Zawsze czułam, że gdzieś tam jest ktoś idealny dla mnie, kto będzie mnie rozumiał bez słów i kochał mimo wszystko. Nawet, gdy spełniło się moje marzenie i się zaręczyłam, to coś jednak było nie tak. Patrzyłam na swój pierścionek i coś mi nie pasowało. I tylko słyszałam w głowie: to nie jest ten właściwy pierścionek… No, ale dobra, jakoś to dalej leciało, ale z każdym dniem coraz gorzej. Pewnego dnia obudziłam się obok mojego ex, spojrzałam na niego i pomyślałam: przecież ja nie mogę budzić się koło tego człowieka, do końca życia… W październiku 2005 podjęłam decyzję o rozstaniu. Decyzję tą ułatwił mi fakt, że nie będzie dziecka, które miało być… Wzięłam to za znak od Boga. Nie ten mężczyzna i dziecko nie z nim… Rozstaliśmy się i poczułam taką mega ulgę. Potem przeżyłam istne załamanie i pół roku nie mogłam się pozbierać. Na szczęście wszystko się ułożyło. Kolejne lata niestety przynosiły kolejne rozczarowania w miłości. Z nikim nie udało mi się stworzyć związku, a jak już coś naprawdę dobrze szło, to z bliżej nieokreślonych przyczyn, zaraz się kończyło. Dwaj mężczyźni, których obdarzyłam ogromnym uczuciem (w bardzo różnych odstępach czasu), mężczyźni, w których naprawdę widziałam życiowego partnera, okazali się być mega pomyłkami. I właściwie schemat był bardzo podobny. Obu poznałam w pracy (ale w różnych firmach). Obaj nie powiedzieli mi, że mają już kogoś. Obaj się ożenili, a ja zostałam na lodzie. Ogólnie jakieś 99% facetów, którzy mi się podobali, byli zajęci albo okazywało się po czasie, że są zajęci. Nic mi nie wychodziło, no dosłownie nic. A najdziwniejsze było to, że mimo iż chciałam czegoś więcej z nimi, to czułam, że to nie TO. Takie uczucie towarzyszyło mi zawsze, zawsze, zawsze. Po tym ostatnim mężczyźnie to już dopadła mnie załamka totalna. Zwątpiłam w miłość, we wszystko, co z nią związane. Otwarcie mówiłam, że nie istnieje… No i BOOM! Pojawił się Bliźniak i w końcu pierwszy raz w życiu poczułam się naprawdę na 100% kochana i że poczułam, że w końcu i ja kocham na 100% :) I tak się czuję do dziś :)
Jest mi dobrze z tą miłością, bo ona po prostu we mnie jest. Jest we mnie tak naturalnie, jak bicie serca, czy oddychanie. No i niech sobie we mnie jest :) Niech rośnie i rozwija się na wszystkie możliwe sposoby. Niech rozprzestrzenia się na moje najbliższe otoczenie i na cały świat :) Kocham kochać :)

Liczę na Wasze opowieści kochani, bo pamiętajcie, że Wasze doświadczenia bardzo mogą pomóc innym. Pomagajmy więc sobie nawzajem :)

38 Komentarze

  1. Ja osobiscie przed poznaniem blizniaczki kompletnie nie potrafilem sobie kogos znalezc, wszystkie proby konczyly sie fiaskiem. Gdy poznalem blizniaczke az nie moglem uwierzyc jak ogromne szczescie mnie w koncu spotkalo no i zniknela, po tem tez probowalem sie spotykac i nic z tego bo myslalem tylko o niej. Teraz gdy odpuscilem calkowicie nawet spotkalem sie z kobieta na probe ale kompletnie nie bylo w tym nawet entuzjazmu. Po prostu z jakiegos powodu czuje ze chce byc sam. No i oczywiscie jak juz wczesniej tutaj pisalem to jak sie tylko z kims umowie to sni mi sie blizniaczka tak jakby mi chcial przypomniec ze ona nadal jest.

    Jednakze jesli poznam jakas wartosciowa kobiete w ktorej moglbym sie zakochac to czemu nie- trzeba byc otwartym na swiat. Z reszta moja blizniaczka jest w zwiazku malzenskim i mam nadzieje ze jej malzenstwo bedzie szczesliwe. Takze moze pewnego dnia poznam kogos innego a moze i nie. Czas pokaze jak to sie mowi :-)

  2. A ja wolę być sama niż z substytutem, namiastką, czy kimś tam innym ;)
    Bo tak naprawdę jest tyle fajnych rzeczy, które można samemu robić, ewentualnie z przyjaciółmi. To wszystko jest fajne, gdy zaakceptuje się ten rodzaj samotności. Tak do końca nigdy nie jesteśmy sami i już nigdy nie będziemy :) TO jest fajne :)

  3. witajcie:)

    od zawsze pamietam jak i bylam inna i ciagle czegos mi brakowalo, oczy mialam zawsze smutne i nawet z tego powodu wyladowalam u psychologa, on tez pierwsze co to powiedzial mi: masz bardzo smutne oczy:(wiadomo ze w oczach mieszka dusza:) problemem byly wlasnie dziwne zwiazki ktore konczyly sie smutkiem:(jednak w glebi duszy czulam ze jest ktos na swiecie, jest moja druga polowka. Potem pewnego dnia godzina 18 zczela byc dl mnie godzina magiczna, ale w negatywnym znaczeniu, zaczelam zachowywac sie bardzo irracjonalnie wlasnie kiedy wybijala godzina 18, odbywalo sie to rowniez kosztem mojego malego dziecka, jednak udawalo mi sie to zatuszowac, mijaly miesiace, lata a ja nadal zachowywalam sie dziwnie nie wiedzac dlaczego. Kiedy wyjechalam z Polski a bylo to 7 lat temu swiat przewrocil mi sie do gory nogam – w doslownym slowa znaczeniu, kiedy odpuscilam wszystkich mezczyzn, zrezygnowana ze w zyciu juz nic sie nie wydarzy, ze milosc nie istnieje, ba! ze ja nie zasluguje na milosc no bo jak? inni sa razem a ja ciagle mam pod gorke! (wiem teraz ze to istny klam!)pojawil sie moj BP! To co zaczelo sie dziac nie ma mozliwosci opisac slowami na ziemi, takie poprostu nie istnieja, wiedza tylko ci co to przezyli, jednak zeby sie nie rozpisywac chcialam tylko wrocic do tej 18, kiedy z BP usiedlismy pierwszego wieczoru i zaczelismy rozmawiac okazalo sie ze on otworzyl swoja firme 9 lat wczesniej, ktora jest do tej pory regularnie zamykana o godzinie 18!Jednak po godzinie 18 zaczynal jazdy:(mimo ze jeszcze wtedy byl zonaty to juz niestety malzestwo byl tylko na papierku a on zabawial sie z „blyskotkami”nasze zycia byly praktycznie do tego czasu identyczne, az ciarki mi przechodza kiedy o tym pisze:)takze wtedy od razu skojarzylam fakt mojego zachowania o godzinie 18 w inny kraju, nie wiedzac jeszcze ze jest moj BP, zyje i czeka na mnie:)
    Scenariusze w zwiazkach z innymi zanim poznalam BP byly chyba standardowe:)czyli oparte na zaleznosci, manipulacji, zawlaszczeniu, zazdrosci itp…wszystkich niskich emocjach. Dzieki BP pozbylam sie toksyn mentalnych i ze „zgarbionej staruszki” zamienilam sie w wyprostowana mloda dziewczyne:)))To byla terapia wstrzasowa – inaczej by nie zadzialalo. Teraz jestem wsrod was, podzielam wasz los jesli chodzi o relacje z BP, nadal sie ucze i doswiadczam i rowniez serce mi czasem krwawi z tesknoty, ale sie nie poddaje, nie trace juz nadzieji bo wiem, ze pewnego dnia znowu bedziemy ze soba, ale inaczej, na zdrowych zasadach, inni, przemienieni, tacy boscy, tacy prawdziwi jakkolwiek to znaczy:)
    pzdr

  4. Ja byłam w długim związku, on chciał sie żenić ja miałam „blokadę”. Pamietam jak byłam z moim obecnym partnerem i koleżanka ze szkoły zapytała, dlaczego nie wychodzę za maz ja sie zamyslilam, spojrzałam w okno i odpowiedziałam bo on nie jest brunetem zielonymi oczami. Raz tez leżałam z nim przytulona i mama obecnego faceta opowiadała o moim BP a ja strasznie sie zamyslilam wtedy. Rozstalismy sie ja zaliczyłam kilka nieudanych „związków” w końcu zwątpiłam w milosc i obiecałam sobie ze zwiąże sie tylko wtedy z kimś jak sie zakocham ze wzajemnością. I po 3 miesiącach przejazdem zjawił sie BP i bum ! Potem bolało, próbowałam zapomnieć w ramionach innych, robiąc mu tez na złość było ich 2 no ale nie udało sie. Nie wychodzą mi związki kompletnie. Teraz np spotykam sie z kimś, oglądaliśmy telewizje i albo widzę kogoś w tv kogoś podobnego do BP, albo spotykam kogoś o jego imieniu albo z otoczenia jego imie. No i śni mi sie, no i ten ktoś tez nosi imie mojego BP.

  5. Przed sekunda mijałem kobietę rozmawiającą przez tel i ona do kogoś powiedziała „P…mówił” wypowiadając tym samym imie mojego BP, tak jest ciagle po kilkanaście razy dziennie. Śmiać mi sie juz chce jak słyszę lub czytam imie.

  6. Ja byłam w związku małżeńskim jak poznałam bliźniaka. On też. Byliśmy w bardzo podobnej sytuacji życiowej, mieliśmy te same problemy.. i w sumie od tego momentu zaczęła się magia. Nasze małżeństwa istniały tylko na papierku. Najpierw wyprowadziła się od niego żona, w ślad za nią poszedł później mój mąż.. nie mogło chyba być inaczej. I tak zostaliśmy niby sami w niby związkach. Wiedząc że i tak należymy tylko do siebie. Zanim poznałam męża byłam z błyskotkiem 5 lat…wszystko niby pięknie się układalo, mieliśmy juz zaplanowaną wspólna przyszłość, myśleliśmy o ślubie..ale czegoś mi brakowało w tym związku, czegoś co poruszy moją duszę i serce dogłębnie, niby kochałam ale jakoś tak bez porywu serca.. i się rozstaliśmy w sumie bez żadnego konkretnego powodu.. 5 lat w plecy.. ale ja byłam pewna ze gdzieś na mnie czeka ktoś kto sprawi że będe latala a nie tylko chodziła po ziemi… i tak po czasie trafilam na tego który stal się moim mężem… lecz on też nie potrafił tego dokonać. I w sumie od początku małżeństwa nam się nie układalo. Dopiero bliźniakowi udało sie tego dokonać. Oszalalam, zwariowalam, straciłam głowe.. poczułam co to znaczy prawdziwie kochać.

    Wiem, że nikt inny tego nie dokona i nikt nie ma takiej mocy jak mój bliźniak. Dlatego też nie próbuję nawet z nikim się umawiać, poznawać, flirtować, randkować… Wolę tak jak Taryn być sama, niż później przeżywać rozczarowanie na które to każdy inny związek byłby z góry skazany.

    Podziwiam Was – tych którym z łatwością przychodzi życie z tą miłością do bliźniaka nie będąc razem z nim. Ja tak nie potrafię, brakuje mi go na każdym kroku, dni i noce nie mają końca.. tęsknię.. bardzo tęsknię. Wszystko jest takie zwykłe i przyziemne. Może czas wrócić do szarej codzienności i cieszyć się tym co jest .. tylko w pojedynkę jakoś nic tak nie cieszy i nie ma to jak radość i codzienność dzielona z BP. A w ogóle dziwnie zareagował na moje zniknięcie, nie goni… tylko powiedział, że poczeka aż mi przejdzie i wrócę. Wrócić – po co? Żeby patrzeć jak próbuje być szczęśliwy z błyskotką, a myśli caly czas tylko o mnie… nie potrafie już dłużej tego znosić. Takie zawieszenie jest najgorsze, jeszcze od kilku dni mam w głowie taką scenkę.. że wychodzę z domu i nagle słyszę jak woła mnie po imieniu.. odwracam się i patrzę że to on… padamy sobie w ramiona a on patrząc mi w oczy mówi że przyszedł po mnie i już na zawsze będziemy nierozłączni….

  7. Witam bliźniaków!

    Jestem mężatką mam 2 dzieci w tym córkę głuchoniemą, swojego BP spotkałam w listopadzie 2012r jest księdzem, wcześniej nie uczęszczałam do kościoła – nie czułam potrzeby byłam nieszczęśliwa, zduszona przerastało mnie wiele rzeczy, moje małżeństwo było na zasadzie być, trzeba, dzieci – duzo by opisywać. Do kościoła poszlam, ponieważ musiałam przygotować dziecko do komunii św aż tu wychodzi ON – moja reakcja – bicie serca, dusznośc zawroty głowy i patrząc na niego pełno myśli skąd ja go znam, itd. przez 7 miesięcy uczęszczania na msze ale już co niedzielę:)))) wgapialiśmy się w siebie jak sroki w gnat i te uczucia kolatania serca duszności narastały uczucia ucisku w sercu i ta chęć bycia blisko, pewnego dnia nie wytrzymał i podszedł do mnie – miałam kluche w gardle wirowało mi w głowie aż myślalam że zemdleję , on coś do mnie mówil a ja tak patrzyłam i patrzyłam a on w pewnym momencie zaczął dyszec i cos mu się głos łamał i odszedł , ja nic nie pamiętalam z tej rozmowy tylko w głowie miałam – musimy porozmawiać, potem po pewnym czasie otrzymałam od niego tel komórkowy i się zaczęło, ukratkiem pisałam smsy – co u mnie się dzieje i z prośbą o spotkanie – a tu z jego strony cisza- szok nic!, po jakimś czasie sam zadzwonił, raz, drugi a ja pisalam nadal sms wiedział o nie wszystko, pisalam mu o odczuciach, o moich stanach ( zmienialam się i duchowo i fizycznie, zmienił mi się jadlospis, zaczęłam biegac odkrywać się na nowo, zaczęłam słuchac muzyki zaczęłam dostrzegać znaki w tekstach piosenek i na ulicy w pracy, nie oglądam telewizji) Umowiłam się z nim na spotkanie ale nie przyjechał, dzwonił, ze nie może i tak w kółko. Spotkań b. krótkich przypadkowych było kilka, rozmów tel. też kilka ( odczucia jakbyśmy się znali od zawsze, od razu mówiliśmy sobie na Ty) W moim małzeństwie nastapił rozłam , mąż się wyprowadził ja złożylam pozew rozwodowy- mąż szalał i wyciągnął bilingi i co!! szok nękał GO mojego BP straszył i jego i mnie, zaszantażował mnie że zniszczy nas więc pozwoliłam na jego powrót, jesteśmy nadal razem- opowiedziałam mojemu mężowi wszystko co i jak ( prawie zemdlał ale jeszcze żyje:))) Mąż był u wróżki i jasnowidza wszyscy mu nas ( mnie i mojego BP) potwierdzili troche wytlumaczyli że wszystko będzie dobrze że możemy iśc przez to razem ( mąż i ja) że musi mnie wspierać bo będe przechodzić zmiany duchowe ze przebudzenie moje może być uciążliwe ale musi tak być, ze mój BP również poprzez te spotkanie ma sporo do przepracowania że dajemy i dawać będziemy z siebie dużo i dla siebie dużo dla uzrowienia naszej duszy, że poprzez moje doświadczenia spotkania mojego BP zmieni się nasze życie. Najbardziej meża boli to że ja mam z moim BP połączenia ( energie czułam od samego początku, powoli się rozwijała i jest nadal , odczucia mam takie jak większość BP, czuję go, wszystko,wibracje, podniecenia, wiem kiedy ma zły dzień a kiedy jest OK) czasami są dni że czuję go całe dnie a czasami zanika odczucie wtedy źle się czuję jakby czegoś było brak – ale wiem o co w tym chodzi więc jest łatwiej zrozumieć te cykle. Z mężem staram się o tym wszystkim nie rozmawiac, nie zordrabniać, wiem, że na chwile obecną mąż chce zrozumieć ale nie rozumie , musi mieć czas, wiem że się boi ze go zostawię dla BP, uspokajam go jak mogę bo czuję że nie dane mi w tym wcieleniu być z moim BP, staram się budować to co było zniszczone, nie wiem jak będzie dalej z nami ze mną i z mężem ale da się żyć w związku małżeńskim wiedząc o istnieniu BP i o naszych uczuciach do siebie. Jedyne co mi pozostało to wiara w Boga i jego plan, jak będzie jest wszystko w rękach BOGA.

  8. Co do pytania nr 2.

    Miłość którą spotkałam BP jest jedyna – moja na zawsze duchowo na zawsze!!! bez LUK

    Miłość małżeńska to zupełnie inna sprawa- tu wgląd na życie ma czas bycia z małżonkiem, dzieci, problemy, zdrowie i świadomość odpowiedzialności!!!!!
    Spotkanie BP ma dać nowe życie i Jemu i Mi wraz z mężem ja tak to czuję.

    Ten czas spędzam z mężem i nie czuję w głebi zmian co do zostawienia go i zranienia go i dzieci.

    Mój BP jest mój i zawsze tak będzie, mam go w sercu w duszy i chcę żyć będąc szczęsliwa – dając mu tym samym szczęście.
    Mój BP ma posługę kapłańską ( fakt to też ważne!) więc jakby musi trwać przy Bogu – tym samym dając mi miłość i ufność w Bogu.

    To jest bardzo trudny związek, wybory.

    W tej chwili nie mamy ze sobą kontaktu- tym bardziej jest to trudne. Od momentu powiedzenia mężowi prawdy nie chodzę tam do kościoła nie utrzymuję z nim kontaktu, mój BP tez nie kontaktuje się ze mną – wie ze maż wrócił i wie dlaczego nie ma mnie na mszach.
    A jeszcze nie długo odchodzi z tej parafii więc będzie mi i jemu ciężko.
    Ale mam nadzieje że DAM RADĘ:))))

  9. Jeszcze jedno, bardzo czesto gdy go nie wiedzę i nie mam z nim kontaktów to odczuwam lęk, strach, mam mdłości często płaczę, jest mi duszno, ogólnie jestem w rozsypce duchowej i fizycznej. Jest to cierpienie nie do opisania. Boję się o siebie o swoje zdrowie o moje emocje, mam dni że nie chce mi się zyć. To jest ogromnie trudne.
    Bedąc w związku małżeńskim – chcę nie ranić nikogo a tak naprawdę chyba ranię siebie.

  10. :) tak dokladnie mam te same uczucia , nachodza mnie niespodziewanie i to jest okrutne:( poza tym ja czuje cos takiego, ze bedziemy szczesliwe z nimi wtedy kiedy nastapi polaczenie i duchowe i fizyczne:) bez nich nie doswiadczymy szczescia w calosci – niestety!Jestesmy w pewien sposob wyroznieni, BP to wielki dar od boga, tutaj musi nastapic zespolenie na kazdym poziomie, nie pokocha sie nokogo innego tak jak kocha sie BP, wiec stale bedzie brakowac tego ogniwa ktore bedzie tworzyc pustke emocjonalna….ale coz:) wszystko sie toczy zgodnie z planami boga bo my mozemy miec jedynie marzenia:)
    pzdr

  11. Kiedy spotykamy Bliźniaka i możemy iśc z nim dalej przez życie? Kiedy oboje przerobimy wszystkie lekcje dostępne w pojedynkę, zrozumienie duchowych lekcji osiągnie najwyzszy stopień dostępny w wersji single player wtedy przechodzimy na multiplayer że się tak wyraże :) Kiedy do dalszego rozwoju potrzebny jest Bliźniak to wtedy się zjawia i nie mamy sami pojęcia ani wglądu w to kiedy to nastąpi. Posłużyłem się tu levelami o których często piszecie i porównałem do gry. Jesteście na pewnym levelu do którego ukończenia potrzebna jest niezliczona ilośc misji i doswiadczeń inaczej mówiąc zrozumienia sensu pewnych spraw. Kiedy już wszystko przerobimy sami wtedy mamy dostęp do wyzszego levelu który przechodzimy razem z Bliźniakiem i zapewne potem są następne levele o których nikt z nas tu piszących nie ma bladego pojęcia. Teraz jeśli twierdzicie że spotkaliście Bliżniaka i mimo tego co macie wspólnie do przerobienia on nadal chce iśc sam to albo to nie Bliźniak tylko osoba dająca wam lekcje rozpoznania iluzji albo— według zasady synchronicznosci nie jesteście lepsi ani gorsi od Bliżniaka jesteście na takim samym stopniu rozwoju duchowego jak on więc piszac i biadoląc na niego jaki to on niedobry i kawał sku…. Wy jesteście tacy sami, nie macie prawa narzekac na niego/nią bo równie dobrze możecie stanąc przed lustrem i nawrzucac sobie. Nie połączycie sie na dobre dopóki jest w Was cokolwiek co woła żeby jeszcze zrobic w pojedynkę. Tak wygląda trudna prawda.

    Można to tez porównac do szkoły załóżmy gimnazjum przechodzimy sami ale wyzsza szkoła jest już dostepna tylko po ukończeniu gimnazjum i zdaniu testów gotowości do dalszej drogi z Bliźniakiem. I nie ma tak ze ja wiem coś więcej a Bliźniak mniej że ja już zrozumiałam/em i teraz tylko czekam na niego. Nie czekasz…zasuwaj do szkoły bo widocznie nie przerobiłeś jakiejś lekcji lub musisz powtórzyc klase. Jak on tak i Ty nie ma innej opcji.

    Bliźniaczy Płomień to jest wielka odwzajemniona miłośc nad którą oboje nie muszą pracowac bo to jest dla nich oczywiste jak oddychanie – kiedy już idą razem fizycznie przez życie. I ta miłośc jest tylko tłem do zreozumienia kolejnych jeszcze głębszych poziomów.

    czyli jeszcze raz – kiedy juz nie masz nic do przerobienia tu na ziemi jako idący sam wtedy pojawia się Bliźniak abyście wzajemnie sobie pomagali w dalszej drodze a nie dręczyli się wzajemnie.

  12. Mój BP jest niestety maminsynkiem, matka jego lata do wróżki i manipuluje nim, o tym ze sie zaręczył dowiedziałam sie dzięki niej bo o to zadbała. Szkoda gadać…

  13. Dzięki, dzięki :) Wreszcie ktoś to wyartykułował! Kochani – Efekt lustra jest kwintesencją tych związków! Dopóki krytykujemy BP – dopóty jesteśmy w bliźniaczym żłobku!!
    Kochani! Wczoraj po kilkunastu latach zrozumiałam jak strasznie się pomyliłam w ocenie BP! To co on przeszedł nie mieści się w głowie! A ja widziałam tylko siebie i swój koszmar! Ania i Arek – macie 100% racji – tak długo jak nie jesteśmy gotowi, tak długo jesteśmy głusi i ślepi!
    Dodatkowo – jeśli BP coś przeżywa – my na bank też! Żyjemy równolegle i koniec !
    Po tym wszystkim – choć też przeszłam piekło – powinnam założyć jakieś średniowieczne ubrania do samookaleczenia i iść na kolanach do Częstochowy !
    Także Kezi – możesz to sobie i nam powtarzać do znudzenia – a ja Ci mówię, że albo to nie BP, albo jesteście tacy sami !

  14. Taryn, rób w życiu to co uważasz za słuszne i żyj tak byś pod koniec życia niczego nie żałowała.

    Ja rozumuję podobnie do ciebie, choć mam o tyle pod górkę, że pełno ludzi wmawia mi jaki to ja jestem nieszczęśliwy bo jestem sam :-D, a co gorsza czasem bez mojej zgody przedstawiane są mi osobniki płci pięknej z oczekiwaniem, że się zakocham bez pamięci no ale zawsze nic z tego nie wychodzi. :-D.
    Ktoś mi nawet powiedział, że moja bliźniaczka mocno działa, żeby żadna absztyfikantka się koło mnie nie kręciła :-D no ale z racji tego, że jej już nie widziałem wiele lat to lekka przesada :) chyba że jakoś wyczuwa to i blokuje dostęp do mnie umysłem :-D, odkąd powiedziała, że czytamy sobie w myślach to takie coś wcale by mnie nie zdziwiło.

    Podsumowując cieszę się z życia jakie mam obecnie i cały czas staram się aby było jeszcze lepsze, nawet bez tej drugiej połówki i nawet podczas prasowania koszul czego nadal nie potrafię choć robię to już samodzielnie od kilkunastu lat :-D.

  15. Osadzanie widzę przychodzi Ci łatwo, Ty przeszłas „piekło” a u innych to sielanka :) rozbawiłaś mnie teraz. Tak na marginesie kochac bezwarunkowo to kochać bezwarunkowo wszystkich ludzi, nie osadzać, widzieć Boga w każdym człowieku. Jeśli chodzi level to u mnie jest juz początek końca. Twiny ja sie nie boje życia nawet gdyby miało ono byc w pojedynkę, bo nic nie jest nam dane na zawsze i ja o tym wiem. Ania i Arek ogromna mądrość kryje sie za przekazem „słuchaj intuicji” po to by sie nie zatracić i nie pogubić !

  16. Wiem :) Tego się trzymam :)
    I powiem Ci, że opcja z Bliźniakiem blokującym inne osoby (potencjalnych kandydatów do mej ręki ;) ) jest BARDZO realna, co zresztą widać na każdym kroku od lat :D Także w Twoim przypadku jest pewnie tak samo :)
    Kiedyś myślałam, że ze mną jest po prostu coś nie tak, skoro nie mogę sobie ułożyć życia. A tu proszę, sprawcą wszystkiego jest pan ksiądz ;)

  17. Cieszymy sie że to powoli dociera, niestety ego gubi większośc i to są niemiłosiernie trudne lekcje do przerobienia zarazem bardzo sprawiedliwe bo każdy jest równo traktowany wedle zasług i jeśli mocno sobie ego napompował to i mocne lekcje dostanie. Nikt tu też nikogo nie osądza prawda jest trudna i czasem bolesna ale to jedyna droga aby wyjśc z iluzji że ktoś inny jest winny za moje cierpienia. Tylko prawda nas wyzwoli :)
    Ego bardzo potrzebuje iluzji aby się w niej kąpac codziennie dlatego tak łatwo nie odpuści i bedzie wymyślało 1000 powodów aby tylko w niej trwac. Mało tego przekona Was że jeśli sie go pozbedziecie to umrzecie – to ostry zawodnik :) Dlatego potrzebny jest spokój wewnętrzny, rozwój i koncentracja aby tego bandyte wyłapac i zneutralizowac, tu musicie byc bezwzgledni jak płatny morderca, zadnego pobłazania sobie!!! Kto tak potrafi? Kto jest gotowy? Na to odpowiedzcie sobie sami.

  18. Kezi – jeszcze o miłości bezwarunkowej. Na tym etapie na którym jest większośc ludzi nie ma mowy o miłości bezwarunkowej. Jeśli masz dziecko i ono z czasem zaczyna wchodzic Ci na głowe, drapie, pluje krzyczy, płacze i kładzie się przed kazdą wystawą bo chce zabawke i Ty mu ulegasz to z czasem jest coraz gorzej i zaczyna przejmowac nad Tobą kontrolę stajesz się zakładnikiem jego zachcianek. Ego to właśnie takie dziecko. A miłośc bezwarunkowa to nie ślepa małpia miłośc pozwalająca na wszystko. Na tym etapie karmienie ego miłością bezwarunkową to jak strzelic sobie w kolano

  19. Nikogo nie oceniam poza sobą! Właśnie na tym polegał problem bo osądzałam min. mojego BP. Wręcz odwrotnie, mówię, że walę skruchę! I się tym dzielę a Ty akurat jesteś chyba na tym „levelu” na którym poszłam w złym kierunku! Czujesz złość i ją artykułujesz, też to robiłam. Dlatego kieruję to do Ciebie. Jak mogę kogoś oceniać i osądzać skoro sama się tak załatwiłam…

  20. Bliżniacze Płomienie – ludzie którzy doszli do tego etapu to nie sa jakieś popierdułki dające sobie wchodzic na głowe innym u których poziom ego urósł tak że gdyby skoczyli mogliby sie zabic :) To silni, twardzi i odporni ludzie którzy wygrali z ego rozpoznając na czym polega jego działanie. Miłosc bezwarunkowa kierowana w strone egoistów rodzi Tyranów zainteresowanych wyłacznie własnym nosem, własnymi sprawami. Miłosc bezwarunkowa to mądra i stanowcza Matka/Ojciec widzaca we wszystkim i w kazdym przejaw siebie samego i jezeli czasem tupnie to tupie na ego które tej osobie zasłania widok prawdziwego siebie czyli esencji Miłości. I to nie są jakieś wzniosłe formułki nie przekładające sie na codziennosc lub oderwane od zycia frazesy. Tak działa Bóg widzi w nas samego siebie i szlifuje dopóty dopóki my sami nie zauważymy tej Boskości. A kto się denerwuje złości i cierpi — jedynie ego które nie chce oddac kontroli bo jest małym tyranem w nas :)

    Także z wyrazami szacunku i Miłością dla wszystkich

    Ania i Arek ;)

  21. Osoba, która nie umie przyjąć krytyki, która na każdym kroku dopuszcza do głosu ego, na pewno nie jest na początku końca… Do tego jeszcze dochodzi Twój emocjonalny roller coaster, co jedynie w 100% potwierdza ten fakt. Niestety kochana, ale dla Ciebie, to wcale nie jest początek końca.
    Przed Tobą jest jeszcze ciężka harówka w upale w polu, że się tak wyrażę. Ale nie martw się, damy Ci znać, gdy zostanie Ci do przekopania jedynie kawałek ogródka ;)

  22. Aczkolwiek myślę, że sama zauważysz, gdy będziesz już miała piękny ogród i niewiele tam do roboty ;)

  23. Ja również myślałem, że ze mną jest coś nie tak, bałem się samotności, obwiniałem bliźniaczkę, że zostawiła mnie kiedy jej bardzo potrzebowałem i w ogóle byłem zły na to wszystko i zdołowany, dodatkowo nawiązywanie jakiś kontaktów randkowych mi kompletnie nie wychodziło a jeśli tak to po randkach pojawiało się mega silne poczucie winy tak jakbym zdradzał bliźniaczkę. Ale odpuściłem i wziąłem na luz, nie boję się samotności, nie boję się tego, że już nigdy jej mogę nie zobaczyć, nie mam jej za złe wręcz przeciwnie mam nadzieje, że jest i będzie szczęśliwa w małżeństwie, staram się robić rzeczy których się obawiałem i zmieniać swoje życie no i czasami śmieję się bez powodu jak głupi do sera :-D, także humor mi się poprawił o 100%. A nawet jesli zwariowałem to na tym świecie jest jeszcze ponad 7 miliardów wariatów to nie jestem sam :-D

  24. Jeśli Ty się ze sobą dobrze czujesz, to i u niej też tak będzie. Twoja zmiana, to i jej zmiana :)
    A wariaty z nas pozytywne :D Nie ma innej opcji :D

  25. Nic dodać, nic ująć. I moment wygrania z ego nie musi byc zły.sama decyzja ze je porzucamy jest trudna, ale reszta to naprawde fajne przezycie. Wyobrazam sobie Ego jako Goluma siedzacego w kacie jaskinii i szepczacego pod nosem.Uwielbiam moment kiedy patrzy spode łba i łypiąc krztusi się i dławi! Kiedy damy rade je obejsc- pozostaje czysta miłość:) Bez bólu, łez, żalu. Nie wiem moze mam szczescie.Bog dal mi druga szanse! Cofnął czas właściwie.I raz jeszcze podchodzac do tej sytuacji z bp wybieram miłosc – nie strach! Jestem wdzięczna Bogu! To było ciężkie 18 lat! Niech i Was Pan błogosławi!!

  26. witajcie,wiele czytam na tej stronie wcześniej pisałam o sobie ,wymieniłam tu kilka swoich myśli i opisałam co sama przeżywam od kilku lat ,ostatnio jest coraz mi ciężej! wiadomo może BP chociaż ciężko mi w coś takiego uwierzyć!jeżeli jest ktoś kto może mi więcej podpowiedzieć o swoich przeżyciach coś co mi doda wiary a i ja chciałam naprawdę z kimś o tym porozmawiać i powiedzieć więcej wyrzucić proszę oto mój E-mail emili 615 @wp.pl.Pozdrawiam

  27. Droga Emili, skoro to, co my piszemy tu na blogu nie dodaje Ci otuchy, ani wskazówek, ani nic, to ja nie wiem, co mogłoby sprawić żebyś uwierzyła, czy lepiej się poczuła. Nikt z nas nie ma takiej mocy. Jedynie Ty ją masz. Nosisz ją w sobie i musisz ją odkryć. Ucisz ego, a do głosu dopuść duszę.

  28. Nie ma czegoś takiego jak ” jestemy związku i spotkałem BP
    Ton sa spotkania nieoczekiwane, nie mieszcząsie w głowie, a jednak…
    Nigdy nie są to osoby w związku a jeśli tkwią w takim to dawno powinno go nie być, czyli w związku wypalonym,,,gotowym do zmiany

  29. Ale Nadis, nie zawsze Bliźniak pojawia się w naszym życiu żeby zaraz od razu z nim być. Czasem jest tak, że większość lekcji jest do przerobienia z Bratnią Duszą, czyli właśnie ze współmałżonkiem itd. Czasem musi upłynąć dużo wody, zanim będziemy z Bliźniakami. Nawet całe wcielenie…

  30. wydaje mi się , że są to związki wypalone w większosci przypadków i są to kolejne przeszkody do pokonania … ale PRAWDZIWA miłość pokona wszystko ! :)

  31. Ale np. weźmy taką opcje, że Bliźniak jest kompletnie niegotowy na związek, ewidentnie ucieka, a Bliźniaczka jest w związku i co wtedy? Ma zostawić całe swoje dotychczasowe życie? Coś tu jest nie tak. Uważam, że nie zawsze spotkanie Bliźniaka = że zaraz z nim będziemy. A jestem wręcz przekonana, że czasem przez życie musimy przejść z Bratnią Duszą. A jaki jest plan, czy to na chwilę ta Bratnia Dusza, czy już do końca, no to tylko wola Boga. Tak czy siak każdy nasz kolejny krok, to o krok bliżej do Bliźniaka, choć i tak już nie uważam tego za najważniejszą część mojej drogi :)

  32. Ja bedac w zwiazku małżeńskim juz od samego poczatku gdzies tam czułam ze to nie jest to, chodząc na lekcje przedmalzenskie do kościoła pamiętam to jak dziś pewne zdarzenie i moja myśl „cos jest nie tak! Uczucie ze to nie to… nie umiem tego opisac” z perspektywy czasu uwazam ze ślub odbył się tylko i wyłącznie dlatego ze bylam za mlodai za bardzo zagubiona zeby Go przerwac w danej chwili i wogole przecież co ludzie pomyślą. .. po slubie no cóż myslalam że jakos to bedzie… oczywiscie uczucie nie wytlumaczalnej tesknoty smutku powracalo… nie umialam sobie wyobrazić mojej starosci z uwczesnym mężem. .. ale umiejestni staralam sie te uczucia zagluszyc… rzucalam sie w wir pracy… a pozniej zaszłam w ciążę i cala moja glowe mislam zaprzatnieta moja coreczka <3 narodziny corki to byl tez dlamnie taki przelomowy moment bo zaczely wychodzic na jaw brudy miedzy mna a mezem przepascie roznice charakterow pogladow na swiat, ja otwarta na ludzi wrazliwa, wszedzie mnie pelno on zamkniety w sobie typowy smotnik domator…to byl taki pierwszy moment w ktorym zaczelam myslec o rozwodzie. .. czyli 3 lata po ślubie… oczywiscie zaczely się dylematy czy dobrze zrobie kogo zranie a kogo nie zranie, wkoncu mamy dziecko piekny dom , dobry samochod… w końcu w kazdym malzenstwie sa problemy i trzeba je przetrwac.. ale bylo tylko gorzej gorzej pod wzgledem mojej tęsknoty. .. im więcej staralam sie ja uciszyc tym glosniej ona wolala… i gdy juz stracilam nadzieje na wszystko pojawił sie On Mój Blizniak… :-) i wszystko zaczęło sie w zastraszajacym tempie zmieniac i ukladac… moje myśli decyzje :-D oczywiscue jestem dopiero na poczatku drogi do zmian… ale juz czuje tak ogromna pozytywna energie! I caly czas zastanawiam sie jak ja przez 8 lat wytrzymalam w tym piekle…

  33. Aniołka, teraz może być tylko lepiej, choć czasem możesz to odczuwać, jak jakąś tragedię życiową ;)

  34. Mój Bliźniak to ciekawa historia .Jedyne porozumienie między nami to rozmowy” telepatyczne”.Pierwsze odczucia i to co przeżywałam na samym początku były wspaniałe.Te motyle w brzuchu,wibracje na poziomie” Serca”.każde spotkanie i każde rozstanie to były „jazdy”,to coś czego w życiu nie doświadczałam.Takie uczucie kochani dla mnie to dalszy rozwój duchowy,to podniesienie mojej świadomości, to zrozumienie o wiele więcej niż do tej pory rozumiałam,to praca nad sobą,to pozbycie się” EGO”.Mogła bym wymieniać bez końca korzyści płynące z takich doświadczeń.Ale oddalenie fizyczne od Naszego Bliźniaka, kiedy” EGO”jest jeszcze górą,to dla każdego jest bardzo trudne przeżycie.Myślę że to jest dobry czas,aby tu i teraz w pełni i szczerze doświadczać naszego życia.:-)

  35. Byliście razem ze sobą ? Czy spotykaliście sie raczej jako znajomi ?

  36. Co robić dalej? Żyje z żona w związku od14l ljest wszystko ok . Ona mi mówi teraz ze 6 lat temu poznała mojego kolegę i gdy dotknęła się to poczta ze to niesamowite uczucie prądy motylki itp.spotykali się przez te wszystkie czasy stwierdzając ze stanowią bliźniacze dusze przezwające karmiczna milosc. Wiele razy byli sam na sam, twierdzą że zdrady cielesnej nie bylo. Klocili sie odpychali się i przepraszał po czasie. I niby tak cały czas. Znam kolegę myślę że nie jest oddany tej filozofii wiec pewnie się Klocili i rzucal. Aczkolwiek rok temu wypracowali wspólne stanowisko twin flames. Postanowili się odrzucać i tak to trwało

    Teraz do sedna nie wiem czy to naprawdę tak jest czy znalazła sobie energiczne pokręcone tajemniczego chłopa , bo ja to oaza spokoju i rozsądku, tłumie emocji i ulega wobec niej.mam odczucie konkurencji a nie mi styczności. Wszystkie dusze spotykają się w małym miasteczku sic moja to niby bratnia dusza a jego to blixniacza
    Ona ucieka od niego do innych miast unika go zmienia kraj a ja za nią za moją żoną. Dowiedziałem się ze wymieniają wiadomości co jakiś czas ze jedno chce drugie nie ze będą się bronić przed tym co ich laczy .mimo ze nie jestem ideałem to poświęciłem mojej żonie bardzo dużo czasu, Energi, uczucia.mimo to czułem ze dla niej to nie sąm priorytety Nigdy nie chciała mieć dziecka ze mną zawsze uważała ze dziecko to nie dla niej po tej akcji z twin flames poszła do psychiatry. Gdy pytam co was łączy to słyszę tylko ogólnikowo, jedno ucieka obraża drugie go goni wyjaśnia godzą się potemu znów to samo. Interpretuje to ze każde z nich chce miłości do siebie ale nie mogą się dogadać.
    Jednym zdaniem w mój związek wpieprzyl się flames a moja zona teraz nawija mi makaron na uszy.od 6 lat niepotrafili mi tego powiedziec.nie bardzo wierzę że przystojny koleś to akurat astralna blixniacza dusza ale ona tak. Czy ktoś poradzi co robić nie lubię trójkątów w związkach . Czuje ze nie będę tak jej kochał jak on astralna połowa i to mnie zabija nawet jak go zostawi to nie będzie już to samo…. co rozwód. ..

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.