Związki – przed Bliźniakiem i z Bliźniakiem w tle

Od lat coś skutecznie blokowało moje życie uczuciowe. Od października 2005 r. jestem sama, a co za tym idzie, w celibacie ;) To tylko ciut krócej niż mój Bliźniak ;D Ale nie o celibacie chcę dziś pisać. A właściwie, to bardziej liczę kochani na Wasze pisanie :)
Chcę dziś poruszyć kwestie:

1) nie wiedziałem o Bliźniaku i byłem w związku – Wasze odczucia, czy czuliście, że to nie to, czy czuliście, że gdzieś tam jest ktoś tam i czeka na Was, a Wy na niego?

2) wiem o Bliźniaku i jestem w związku z inną osobą – co się wtedy w Was dzieje, jak się z tym czujecie, jakie macie myśli, czy według Was można kochać innego mężczyznę, czy inną kobietę, którzy nie są naszymi Bliźniakami?

Temat rzeka kochani ;)
Ja nie wiem, jak to jest kochać Bliźniaka i jednocześnie być w związku z kimś innym. Szczerze mówiąc dla mnie to jest nie do pojęcia. Gdy pojawił się mój Bliźniak, wszystko co było przed nim zostało odcięte niewidzialnym tasakiem i zostało daleko w tyle. A teraz? Teraz nie wyobrażam sobie, że mogłabym pokochać kogoś innego. I w sumie „POKOCHAĆ”? Wiedząc jak wielka i wyjątkowa jest miłość do Bliźniaka, to słowa takie jak „kochać”, „pokochać”, „zakochać” wydają się być niegodne innej osoby. Te słowa zawsze były dla mnie ważne i nie rzucałam ich na wiatr, na lewo i prawo. Tym bardziej teraz są świętością, gdy jest ta miłość Bliźniaczych Płomieni. Miłość, której nie można zastąpić żadnym substytutem itp. Owszem, zdarzają się fascynacje, czy zauroczenia, choć już nawet słowo „zauroczenie” to dość spore słowo. W ciągu półtora roku przydarzyła mi się jedna fascynacja innym mężczyzną, ale to tylko dlatego, że mój wskaźnik pewności,nadziei i wiary względem Bliźniaka opadł do minimum i proszę bardzo! Pojawił się „błyskot” w ładnym papierku z kokardką ;) Dobrze jednak, że już po wszystkim i zostało pozamiatane ;) hehe Ciągle mnie śmieszy ta cała historia :D Ale mniejsza o większość.
Zawsze czułam, że gdzieś tam jest ktoś idealny dla mnie, kto będzie mnie rozumiał bez słów i kochał mimo wszystko. Nawet, gdy spełniło się moje marzenie i się zaręczyłam, to coś jednak było nie tak. Patrzyłam na swój pierścionek i coś mi nie pasowało. I tylko słyszałam w głowie: to nie jest ten właściwy pierścionek… No, ale dobra, jakoś to dalej leciało, ale z każdym dniem coraz gorzej. Pewnego dnia obudziłam się obok mojego ex, spojrzałam na niego i pomyślałam: przecież ja nie mogę budzić się koło tego człowieka, do końca życia… W październiku 2005 podjęłam decyzję o rozstaniu. Decyzję tą ułatwił mi fakt, że nie będzie dziecka, które miało być… Wzięłam to za znak od Boga. Nie ten mężczyzna i dziecko nie z nim… Rozstaliśmy się i poczułam taką mega ulgę. Potem przeżyłam istne załamanie i pół roku nie mogłam się pozbierać. Na szczęście wszystko się ułożyło. Kolejne lata niestety przynosiły kolejne rozczarowania w miłości. Z nikim nie udało mi się stworzyć związku, a jak już coś naprawdę dobrze szło, to z bliżej nieokreślonych przyczyn, zaraz się kończyło. Dwaj mężczyźni, których obdarzyłam ogromnym uczuciem (w bardzo różnych odstępach czasu), mężczyźni, w których naprawdę widziałam życiowego partnera, okazali się być mega pomyłkami. I właściwie schemat był bardzo podobny. Obu poznałam w pracy (ale w różnych firmach). Obaj nie powiedzieli mi, że mają już kogoś. Obaj się ożenili, a ja zostałam na lodzie. Ogólnie jakieś 99% facetów, którzy mi się podobali, byli zajęci albo okazywało się po czasie, że są zajęci. Nic mi nie wychodziło, no dosłownie nic. A najdziwniejsze było to, że mimo iż chciałam czegoś więcej z nimi, to czułam, że to nie TO. Takie uczucie towarzyszyło mi zawsze, zawsze, zawsze. Po tym ostatnim mężczyźnie to już dopadła mnie załamka totalna. Zwątpiłam w miłość, we wszystko, co z nią związane. Otwarcie mówiłam, że nie istnieje… No i BOOM! Pojawił się Bliźniak i w końcu pierwszy raz w życiu poczułam się naprawdę na 100% kochana i że poczułam, że w końcu i ja kocham na 100% :) I tak się czuję do dziś :)
Jest mi dobrze z tą miłością, bo ona po prostu we mnie jest. Jest we mnie tak naturalnie, jak bicie serca, czy oddychanie. No i niech sobie we mnie jest :) Niech rośnie i rozwija się na wszystkie możliwe sposoby. Niech rozprzestrzenia się na moje najbliższe otoczenie i na cały świat :) Kocham kochać :)

Liczę na Wasze opowieści kochani, bo pamiętajcie, że Wasze doświadczenia bardzo mogą pomóc innym. Pomagajmy więc sobie nawzajem :)