Zrozumieć, puścić i kochać ponad wszystko

Im dalej, tym bardziej wszystko puszczam. Nie martwię się, że coś może nie wyjść, czy pójść nie tak, bo nie skupiam się na fizycznym połączeniu z Bliźniakiem. Nie czekam na to. Mam strasznie dużo planów dotyczących mojej osoby i chcę je wszystkie zrealizować. I nie ukrywam, że obecność Bliźniaka trochę by mi to uniemożliwiała z różnych powodów ;) Kocham go ponad wszystko, ale sprawy związane z moją osobą, z tą całą zmianą, hmm, no co tu dużo mówić, muszę przejść przez to „sama”. Muszę stanąć twarzą w twarz z moimi słabościami i z tym, co mnie uwiera, gdy patrzę w lustro. Dopóki to nie będzie załatwione, nic nie będzie załatwione. A niemiłosierny efekt lustra będzie dawał się również we znaki Bliźniakowi. Dlatego tym bardziej, czas na zmianę. Moja akceptacja samej siebie, to jego akceptacja jego osoby.
Nie umniejsza to w żaden sposób tej miłości. Kocham go, to niepodważalny i niezaprzeczalny fakt. Ta miłość jest we mnie i we wszystkim. Jest nieodłączną częścią mojego życia, częścią mnie. Kocham go i już i nie chcę niczego w zamian. Sama świadomość tego, że on istnieje, że jest prawdziwy i że poznałam smak tej prawdziwej, najprawdziwszej miłości, sam ten fakt jest cudem.
Moje obecne podejście do tej całej sytuacji trochę przypomina mi scenę z filmu „Sara:

Leon:
Nie wiem, czy tam dokąd pojedziemy znajdę pracę. Jestem leniwy. Szybko się zniechęcam.
Sara: Nie szkodzi.
Leon: Chyba jestem pijakiem. Będę pił codziennie i będę się z tego cieszył.
Sara: Skoro to lubisz.
Leon: Nie potrafię okazywać uczuć. Rzadko kupuję dziewczynkom kwiaty. Właściwie wcale.
Sara: Dobrze.
Leon: Potrafię ranić ludzi. Najbardziej tych, na których mi zależy.
Sara: Jestem cierpliwa.

I tak to właśnie wygląda :)
A w ogóle, to wiecie jak cudownie czuje się człowiek, który uwalnia się od „CHCĘ, ŻĄDAM, MUSZĘ” i coraz bardziej puszcza lejce, powtarzając, jak mantrę „NIECH SIĘ DZIEJE CO CHCE”? Normalnie WOW! :) Polecam każdemu :)