Tak krótko, a tak długo

Wczoraj minęły 3 tygodnie bez Bliźniaka. Po przedwczorajszym bólu głowy, takim, że aż mnie ścięło z nóg, wczorajszy dzień był istnym błogosławieństwem. No, ale co się dziwić. Bliźniak se pozamiatał otoczenie i może być o mnie spokojny :D
Nadal nie wiem dlaczego wydaje mi się, że minęło już strasznie dużo czasu od jego wyjazdu, a przecież to zaledwie kilka tygodni. No i nie wiem czemu jestem codziennie tak mega zmęczona, jakbym nie wiem co robiła w ciągu dnia. Przychodzę z pracy, padam i budzę się w nocy. Czegoś takiego jeszcze nie miałam… Tak jakby ktoś wciskał przycisk OFF i koniec.
Wczoraj włączyła mi się tęsknota, ale zamiast płakać i użalać się nad tym wszystkim, to po prostu mówiłam sobie w myślach, że tęsknię, wysyłałam tą wiadomość we Wszechświat. Mówiłam za czym konkretnie tęsknię. Wymieniłam między innymi jego głos. Bo tęsknię strasznie za tym brzmieniem. I wiecie co? Śniło mi się dziś, że do mnie zadzwonił!
Słyszę dzwonek telefonu, patrzę na wyświetlacz i widzę, że to ON. Chwilę siedzę na łóżku i uśmiechając się z lekkim niedowierzaniem, patrzę. Telefon dzwoni i dzwoni i prawie w ostatnim momencie odbieram. Milczenie, ale wiem, że jest po drugiej stronie, więc milczę z nim. I za chwilę on zaczyna do mnie mówić:
- Nigdy nie chciałem żebyś pomyślała, że mi nie zależy, bo tak naprawdę, to mi zależy…
Zaczęłam się uśmiechać i miałam łzy w oczach. I potem to już nawet nie wiem, co mówił, jakby zmienił język polski, na jakiś inny :D Ale delektowałam się jego głosem i czułam się tak cudownie, że go słyszę. To wszystko było tak realne, że aż nawet teraz wydaje mi się, że jego głos brzęczy mi w głowie :) Kocham jego głos :)