Rok i pięć miesięcy

Rok i pięć miesięcy. WOW, kiedy to minęło? Sama nie wiem… Tyle się wydarzyło, tyle zmian zaszło. Rzeczy, które jeszcze rok temu wydawały mi się nieprawdopodobne, właśnie się dzieją. Mówiłam, że nie przeżyję bez Bliźniaka, a jakoś żyję ;) Gdy w zeszłym roku zniknął mi w lipcu, a ja przeżywałam te najgorsze ze wszystkich możliwych momentów, to potem prosiłam Boga żeby to już się więcej nie powtórzyło. A co zrobiłam później? A nawet i kilka tygodni temu, o czym zresztą wiecie, bo pisałam… Że jednak dobrze by nam ta rozłąka zrobiła… Powiem więcej… Mimo wszystko – NIE ZMIENIĘ ZDANIA!
Wiecie Drodzy, natknęłam się dziś na pewien artykuł, gdzie było napisane, że ojciec poprosił internautów, aby przerobili zdjęcie jego zmarłej córeczki tak, aby tych wszystkich szpitalnych rurek nie było widać. Mała bowiem spędziła całe swoje króciutkie życie w szpitalu, podłączona do tych wszystkich aparatur i rodzice nie mieli okazji zrobić jej „normalnego” zdjęcia. Odzew był ogromny i to jest piękne. Dostał przerobione na różne sposoby fotki swojego dziecka, zmarłego już dziecka. Choć tyle…
I wiecie, to już nie pierwszy raz takie coś mnie uderza, że ja tu się przejmuję tym, że mnie głowa boli, że Bliźniak wyjechał, a na świecie takie tragedie się dzieją… Czym jest moje cierpienie i moje marzenie w porównaniu z cierpieniem i marzeniem rodziców tej zmarłej dziewczynki? Niczym! Cierpią, bo stracili dziecko, a ich marzeniem było mieć choć jedno „normalne” zdjęcie, na którym wyglądałaby na zdrową.
Oczywiście nie chcę tym wpisem pokazać, że moje, czy Wasze akcje są mniej ważne… Nie… Ale zechcijcie zauważyć, że te nasze cierpienia, to tak naprawdę nie jest koniec świata. Jak upadniemy, to możemy się podnieść i dalej trwać, wzrastać. A oni? Stracili swój mały świat… Dla nich to jest bezpowrotna strata, z której tak naprawdę nigdy się nie pozbierają, bo gdy traci się dziecko, to pozbierać łatwo się nie da… TO jest tragedia, a nie to, że nie widzimy żadnych ruchów ze strony Bliźniaka. Możemy nie widzieć ich jedynie gołym okiem, bo tak naprawdę one są, tylko że na poziomie duchowym.
Wyobraźcie sobie, że gdy to wszystko do mnie dziś doszło, to ból głowy przestał być tak bardzo uporczywy. Nadal słyszę szum i co jakiś czas czuję uciski, ale nic poza tym. Mało tego, jestem jakby naładowana jakąś energią i pozytywnym myśleniem.

Wprowadzam w swoje życie zasadę trzech „W” ;)
WYTRZYMAM. WYTRWAM. WYGRAM :)

A dookoła same znaki, znaczki, znaczusie ;) Wśród takich, które szczególnie utkwiły mi dziś w głowie był symbol nieskończoności na billboardzie i facet STRASZNIE podobny do Bliźniaka. Ale tak podobny, że aż się za nim obejrzałam! :D Poza tym wracając ze sklepu, mijając dwie starsze panie usłyszałam:
- Tak strasznie ubolewam nad tym, że on odszedł… Był taki dobry! 
Gdy padło imię Bliźniaka, pomyślałam sobie: widzisz, jak wszyscy za Tobą tęsknią…
I ja na czele ich wszystkich… Ech ;)
No, ale nie ma tego złego… ;)

P.S. Właśnie dostałam kolejnego SMSa od nagabywaczki :D „Osoba, którą kochasz, chce zmian!” HAHA :D No cóż, to niech zmienia :D Na zdrowie :D

8 Komentarze

  1. Taryn lekko cie przebije u mnie minelo 1303 dni :-) ale co ma byc to bedzie, tak jak pisaas na swiecie sa wieksze tragedie.

  2. Tak naprawdę nie ważne ile czasu minęło, ale ile się zrozumiało i czego się nauczyliśmy przez ten czas, który minął :)

  3. Dokladnie tak, te 4 lata byly dla mnie bardzi trudne i dopiero teraz wychodze na prosta i zmieniam wszystko co tylko sie da, a czy staje sie lepszy to juz chyba nie mnie oceniac.

  4. Nie spotkałam jeszcze osoby, która po pojawieniu się w jej życiu Bliźniaka staje się gorsza ;) Wzrastamy kochany, wzrastamy! :)

  5. No to coz nie ma innego wyjscia jak tylko wzrastac :-), ale damy rade?

  6. A co mamy nie dać ;) Słabeusze nie zostały wybrane do tej misji ;)

  7. A co tam mozemy sobie jeszcze poslodzic i oprocz tego ze silni to jeszcze pieki i mlodzi- damy rade :-)

  8. I skromni na dodatek :D
    Pewnie, że damy radę :) Bo jak nie my, to kto ;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.