Ernest Hemingway – cytat

„Nie czujesz, że moje serce jest twoim sercem?
– Tak. Nie ma żadnej różnicy.
– Dotknij mnie. Ja jestem tobą, ty jesteś mną i każde z nas jest całe drugim. I kocham cię, och, tak cię kocham! Czyż nie jesteśmy naprawdę jednym? Nie czujesz tego?
– Czuję – odpowiedział.
– Naprawdę.
– Dotknij mnie teraz. Nie masz już innego serca poza moim.
– Ani nóg, ani stóp, ani ciała.
– A jednak jesteśmy różni – powiedziała. – Chciałabym, żebyśmy byli zupełnie tacy sami. (…) A ponieważ już jesteśmy różni, cieszę się, ze ty jesteś Roberto, a ja Maria. Ale gdybyś kiedyś chciał się zmienić, zgodzę się z radością. Chętnie stanę się tobą, bo tak cię kocham.
– Wcale nie chcę się zmieniać. Lepiej, żeby każde z nas było tym, czym jest.
– Ale teraz będziemy jednością i już nigdy więcej czymś osobnym. – Potem dodała: – Chcę być tobą, kiedy cię przy mnie nie ma”.

- Ernest Hemingway

Rok i pięć miesięcy

Rok i pięć miesięcy. WOW, kiedy to minęło? Sama nie wiem… Tyle się wydarzyło, tyle zmian zaszło. Rzeczy, które jeszcze rok temu wydawały mi się nieprawdopodobne, właśnie się dzieją. Mówiłam, że nie przeżyję bez Bliźniaka, a jakoś żyję ;) Gdy w zeszłym roku zniknął mi w lipcu, a ja przeżywałam te najgorsze ze wszystkich możliwych momentów, to potem prosiłam Boga żeby to już się więcej nie powtórzyło. A co zrobiłam później? A nawet i kilka tygodni temu, o czym zresztą wiecie, bo pisałam… Że jednak dobrze by nam ta rozłąka zrobiła… Powiem więcej… Mimo wszystko – NIE ZMIENIĘ ZDANIA!
Wiecie Drodzy, natknęłam się dziś na pewien artykuł, gdzie było napisane, że ojciec poprosił internautów, aby przerobili zdjęcie jego zmarłej córeczki tak, aby tych wszystkich szpitalnych rurek nie było widać. Mała bowiem spędziła całe swoje króciutkie życie w szpitalu, podłączona do tych wszystkich aparatur i rodzice nie mieli okazji zrobić jej „normalnego” zdjęcia. Odzew był ogromny i to jest piękne. Dostał przerobione na różne sposoby fotki swojego dziecka, zmarłego już dziecka. Choć tyle…
I wiecie, to już nie pierwszy raz takie coś mnie uderza, że ja tu się przejmuję tym, że mnie głowa boli, że Bliźniak wyjechał, a na świecie takie tragedie się dzieją… Czym jest moje cierpienie i moje marzenie w porównaniu z cierpieniem i marzeniem rodziców tej zmarłej dziewczynki? Niczym! Cierpią, bo stracili dziecko, a ich marzeniem było mieć choć jedno „normalne” zdjęcie, na którym wyglądałaby na zdrową.
Oczywiście nie chcę tym wpisem pokazać, że moje, czy Wasze akcje są mniej ważne… Nie… Ale zechcijcie zauważyć, że te nasze cierpienia, to tak naprawdę nie jest koniec świata. Jak upadniemy, to możemy się podnieść i dalej trwać, wzrastać. A oni? Stracili swój mały świat… Dla nich to jest bezpowrotna strata, z której tak naprawdę nigdy się nie pozbierają, bo gdy traci się dziecko, to pozbierać łatwo się nie da… TO jest tragedia, a nie to, że nie widzimy żadnych ruchów ze strony Bliźniaka. Możemy nie widzieć ich jedynie gołym okiem, bo tak naprawdę one są, tylko że na poziomie duchowym.
Wyobraźcie sobie, że gdy to wszystko do mnie dziś doszło, to ból głowy przestał być tak bardzo uporczywy. Nadal słyszę szum i co jakiś czas czuję uciski, ale nic poza tym. Mało tego, jestem jakby naładowana jakąś energią i pozytywnym myśleniem.

Wprowadzam w swoje życie zasadę trzech „W” ;)
WYTRZYMAM. WYTRWAM. WYGRAM :)

A dookoła same znaki, znaczki, znaczusie ;) Wśród takich, które szczególnie utkwiły mi dziś w głowie był symbol nieskończoności na billboardzie i facet STRASZNIE podobny do Bliźniaka. Ale tak podobny, że aż się za nim obejrzałam! :D Poza tym wracając ze sklepu, mijając dwie starsze panie usłyszałam:
- Tak strasznie ubolewam nad tym, że on odszedł… Był taki dobry! 
Gdy padło imię Bliźniaka, pomyślałam sobie: widzisz, jak wszyscy za Tobą tęsknią…
I ja na czele ich wszystkich… Ech ;)
No, ale nie ma tego złego… ;)

P.S. Właśnie dostałam kolejnego SMSa od nagabywaczki :D „Osoba, którą kochasz, chce zmian!” HAHA :D No cóż, to niech zmienia :D Na zdrowie :D