Bliźniak już wyjechał…

Poszłam dziś spać o 4 nad ranem, a płakałam jakieś 8 godzin pod rząd… Właściwie, to miałam takie coś, jak bohaterka filmu „Lepiej późno niż później”. Płacz, śmiech, płacz, śmiech… A śmiałam się dlatego, że czytałam stare wpisy z rozmowy z przyjaciółką na Gadu Gadu, z zeszłego roku, gdy wszystko było takie nowe i świeże, a ja coraz bardziej i bardziej byłam przekonana, że to, co łączy mnie z mężczyzną w habicie, to naprawdę coś wyjątkowego. Nic a nic się nie myliłam…
Mój Bliźniak już wyjechał… Już go tu nie ma… Więc teraz rozumiem, co się działo ze mną od piątku… Ale te łzy, ten cały płacz, to mnie trochę oczyściło z negatywnych emocji, z bólu. Jednak wciąż czuję na sercu dziwny ucisk… Muszę się teraz nauczyć być bez niego. Muszę się przystosować do tej rzeczywistości, w której teraz przyjdzie mi żyć. Bez niego… Bez niego… BEZ NIEGO…