Z głową w chmurach, ale twardo nogami na ziemi

Nie chcę żeby to źle zabrzmiało, ale Bliźniak powoli przestaje być punktem centralnym mojego życia. Tak było dopóki miałam go pod ręką. Swój dzień właściwie podporządkowywałam temu, aby choć na chwilę go zobaczyć. Od tego zależało wszystko. Absolutnie nie czuję, że w jakiś sposób był to stracony czas, choć pewnie w oczach niektórych osób tak właśnie było. Ten czas z nim „u boku”, który był mi dany, był mimo wszystko najbardziej produktywnym czasem w moim życiu. Dowiedziałam się o sobie tak wiele rzeczy, tak wiele spraw się wyjaśniło, tak wiele zrozumiałam. Wręcz z radością pożegnałam starą mnie, a z jeszcze wiekszą radością pozbywam się resztek, które „po starej” zostały. Zamiatam, szlifuję i za chwilę znowu zamiatam ;)
Nie wiem, czy wszystko uda się poukładać tak, że jeszcze w tym wcieleniu wylądujemy razem. Naprawdę nie wiem. Ale nie spędza mi to snu z powiek. Już nie ;) Jeśli nie będziemy razem, to trudno. Ani słońce nie zgaśnie, ani księżyc nie spadnie, ani świat się nie zawali ;) Życie będzie toczyć się dalej, będziemy wzrastać osobno, jednocześnie pamiętając o sobie i kochając się. Wszystko, co robiliśmy od dnia naszych narodzin i wszystko, co zrobimy w przyszłości, to wszystko coraz bardziej zbliża nas ku sobie. Nawet jeśli nic na to nie wskazuje, to jednak Wszechświat cały czas działa za naszymi plecami.
Tęsknię za nim w każdej sekundzie, ale nie chcę żeby tęsknota przeradzała się w smutek nie do zniesienia, czy w rozgoryczenie i żal do Boga i do wszystkich wokół. Ta tęsknota ma być budująca i ma mi uświadamiać, jak bardzo go kocham i jak prawdziwe jest to uczucie.
Fajna jest ta świadomość, że już nie jestem sama na tym świecie :) Fajne jest to, że wiem, że jest on i że zawsze będzie. Gdzieś tam, ale będzie. Nasza więź nigdy nie zostanie rozerwana, choćby nie wiem co. Myśl o tym dodaje skrzydeł :)
Kiedyś nie sądziłam, że takie coś w ogóle powiem, ale ta rozłąka to na obecny czas najlepsze, co mogło nas spotkać. Dzięki temu ruszymy do przodu i nie będziemy non stop tkwić w tym samym punkcie. Rozwiniemy się na tyle, aby mając głowę w chmurach, stąpać twardo nogami po ziemi :)

Związki – przed Bliźniakiem i z Bliźniakiem w tle

Od lat coś skutecznie blokowało moje życie uczuciowe. Od października 2005 r. jestem sama, a co za tym idzie, w celibacie ;) To tylko ciut krócej niż mój Bliźniak ;D Ale nie o celibacie chcę dziś pisać. A właściwie, to bardziej liczę kochani na Wasze pisanie :)
Chcę dziś poruszyć kwestie:

1) nie wiedziałem o Bliźniaku i byłem w związku – Wasze odczucia, czy czuliście, że to nie to, czy czuliście, że gdzieś tam jest ktoś tam i czeka na Was, a Wy na niego?

2) wiem o Bliźniaku i jestem w związku z inną osobą – co się wtedy w Was dzieje, jak się z tym czujecie, jakie macie myśli, czy według Was można kochać innego mężczyznę, czy inną kobietę, którzy nie są naszymi Bliźniakami?

Temat rzeka kochani ;)
Ja nie wiem, jak to jest kochać Bliźniaka i jednocześnie być w związku z kimś innym. Szczerze mówiąc dla mnie to jest nie do pojęcia. Gdy pojawił się mój Bliźniak, wszystko co było przed nim zostało odcięte niewidzialnym tasakiem i zostało daleko w tyle. A teraz? Teraz nie wyobrażam sobie, że mogłabym pokochać kogoś innego. I w sumie „POKOCHAĆ”? Wiedząc jak wielka i wyjątkowa jest miłość do Bliźniaka, to słowa takie jak „kochać”, „pokochać”, „zakochać” wydają się być niegodne innej osoby. Te słowa zawsze były dla mnie ważne i nie rzucałam ich na wiatr, na lewo i prawo. Tym bardziej teraz są świętością, gdy jest ta miłość Bliźniaczych Płomieni. Miłość, której nie można zastąpić żadnym substytutem itp. Owszem, zdarzają się fascynacje, czy zauroczenia, choć już nawet słowo „zauroczenie” to dość spore słowo. W ciągu półtora roku przydarzyła mi się jedna fascynacja innym mężczyzną, ale to tylko dlatego, że mój wskaźnik pewności,nadziei i wiary względem Bliźniaka opadł do minimum i proszę bardzo! Pojawił się „błyskot” w ładnym papierku z kokardką ;) Dobrze jednak, że już po wszystkim i zostało pozamiatane ;) hehe Ciągle mnie śmieszy ta cała historia :D Ale mniejsza o większość.
Zawsze czułam, że gdzieś tam jest ktoś idealny dla mnie, kto będzie mnie rozumiał bez słów i kochał mimo wszystko. Nawet, gdy spełniło się moje marzenie i się zaręczyłam, to coś jednak było nie tak. Patrzyłam na swój pierścionek i coś mi nie pasowało. I tylko słyszałam w głowie: to nie jest ten właściwy pierścionek… No, ale dobra, jakoś to dalej leciało, ale z każdym dniem coraz gorzej. Pewnego dnia obudziłam się obok mojego ex, spojrzałam na niego i pomyślałam: przecież ja nie mogę budzić się koło tego człowieka, do końca życia… W październiku 2005 podjęłam decyzję o rozstaniu. Decyzję tą ułatwił mi fakt, że nie będzie dziecka, które miało być… Wzięłam to za znak od Boga. Nie ten mężczyzna i dziecko nie z nim… Rozstaliśmy się i poczułam taką mega ulgę. Potem przeżyłam istne załamanie i pół roku nie mogłam się pozbierać. Na szczęście wszystko się ułożyło. Kolejne lata niestety przynosiły kolejne rozczarowania w miłości. Z nikim nie udało mi się stworzyć związku, a jak już coś naprawdę dobrze szło, to z bliżej nieokreślonych przyczyn, zaraz się kończyło. Dwaj mężczyźni, których obdarzyłam ogromnym uczuciem (w bardzo różnych odstępach czasu), mężczyźni, w których naprawdę widziałam życiowego partnera, okazali się być mega pomyłkami. I właściwie schemat był bardzo podobny. Obu poznałam w pracy (ale w różnych firmach). Obaj nie powiedzieli mi, że mają już kogoś. Obaj się ożenili, a ja zostałam na lodzie. Ogólnie jakieś 99% facetów, którzy mi się podobali, byli zajęci albo okazywało się po czasie, że są zajęci. Nic mi nie wychodziło, no dosłownie nic. A najdziwniejsze było to, że mimo iż chciałam czegoś więcej z nimi, to czułam, że to nie TO. Takie uczucie towarzyszyło mi zawsze, zawsze, zawsze. Po tym ostatnim mężczyźnie to już dopadła mnie załamka totalna. Zwątpiłam w miłość, we wszystko, co z nią związane. Otwarcie mówiłam, że nie istnieje… No i BOOM! Pojawił się Bliźniak i w końcu pierwszy raz w życiu poczułam się naprawdę na 100% kochana i że poczułam, że w końcu i ja kocham na 100% :) I tak się czuję do dziś :)
Jest mi dobrze z tą miłością, bo ona po prostu we mnie jest. Jest we mnie tak naturalnie, jak bicie serca, czy oddychanie. No i niech sobie we mnie jest :) Niech rośnie i rozwija się na wszystkie możliwe sposoby. Niech rozprzestrzenia się na moje najbliższe otoczenie i na cały świat :) Kocham kochać :)

Liczę na Wasze opowieści kochani, bo pamiętajcie, że Wasze doświadczenia bardzo mogą pomóc innym. Pomagajmy więc sobie nawzajem :)

Zrozumieć, puścić i kochać ponad wszystko

Im dalej, tym bardziej wszystko puszczam. Nie martwię się, że coś może nie wyjść, czy pójść nie tak, bo nie skupiam się na fizycznym połączeniu z Bliźniakiem. Nie czekam na to. Mam strasznie dużo planów dotyczących mojej osoby i chcę je wszystkie zrealizować. I nie ukrywam, że obecność Bliźniaka trochę by mi to uniemożliwiała z różnych powodów ;) Kocham go ponad wszystko, ale sprawy związane z moją osobą, z tą całą zmianą, hmm, no co tu dużo mówić, muszę przejść przez to „sama”. Muszę stanąć twarzą w twarz z moimi słabościami i z tym, co mnie uwiera, gdy patrzę w lustro. Dopóki to nie będzie załatwione, nic nie będzie załatwione. A niemiłosierny efekt lustra będzie dawał się również we znaki Bliźniakowi. Dlatego tym bardziej, czas na zmianę. Moja akceptacja samej siebie, to jego akceptacja jego osoby.
Nie umniejsza to w żaden sposób tej miłości. Kocham go, to niepodważalny i niezaprzeczalny fakt. Ta miłość jest we mnie i we wszystkim. Jest nieodłączną częścią mojego życia, częścią mnie. Kocham go i już i nie chcę niczego w zamian. Sama świadomość tego, że on istnieje, że jest prawdziwy i że poznałam smak tej prawdziwej, najprawdziwszej miłości, sam ten fakt jest cudem.
Moje obecne podejście do tej całej sytuacji trochę przypomina mi scenę z filmu „Sara:

Leon:
Nie wiem, czy tam dokąd pojedziemy znajdę pracę. Jestem leniwy. Szybko się zniechęcam.
Sara: Nie szkodzi.
Leon: Chyba jestem pijakiem. Będę pił codziennie i będę się z tego cieszył.
Sara: Skoro to lubisz.
Leon: Nie potrafię okazywać uczuć. Rzadko kupuję dziewczynkom kwiaty. Właściwie wcale.
Sara: Dobrze.
Leon: Potrafię ranić ludzi. Najbardziej tych, na których mi zależy.
Sara: Jestem cierpliwa.

I tak to właśnie wygląda :)
A w ogóle, to wiecie jak cudownie czuje się człowiek, który uwalnia się od „CHCĘ, ŻĄDAM, MUSZĘ” i coraz bardziej puszcza lejce, powtarzając, jak mantrę „NIECH SIĘ DZIEJE CO CHCE”? Normalnie WOW! :) Polecam każdemu :)

Tak krótko, a tak długo

Wczoraj minęły 3 tygodnie bez Bliźniaka. Po przedwczorajszym bólu głowy, takim, że aż mnie ścięło z nóg, wczorajszy dzień był istnym błogosławieństwem. No, ale co się dziwić. Bliźniak se pozamiatał otoczenie i może być o mnie spokojny :D
Nadal nie wiem dlaczego wydaje mi się, że minęło już strasznie dużo czasu od jego wyjazdu, a przecież to zaledwie kilka tygodni. No i nie wiem czemu jestem codziennie tak mega zmęczona, jakbym nie wiem co robiła w ciągu dnia. Przychodzę z pracy, padam i budzę się w nocy. Czegoś takiego jeszcze nie miałam… Tak jakby ktoś wciskał przycisk OFF i koniec.
Wczoraj włączyła mi się tęsknota, ale zamiast płakać i użalać się nad tym wszystkim, to po prostu mówiłam sobie w myślach, że tęsknię, wysyłałam tą wiadomość we Wszechświat. Mówiłam za czym konkretnie tęsknię. Wymieniłam między innymi jego głos. Bo tęsknię strasznie za tym brzmieniem. I wiecie co? Śniło mi się dziś, że do mnie zadzwonił!
Słyszę dzwonek telefonu, patrzę na wyświetlacz i widzę, że to ON. Chwilę siedzę na łóżku i uśmiechając się z lekkim niedowierzaniem, patrzę. Telefon dzwoni i dzwoni i prawie w ostatnim momencie odbieram. Milczenie, ale wiem, że jest po drugiej stronie, więc milczę z nim. I za chwilę on zaczyna do mnie mówić:
- Nigdy nie chciałem żebyś pomyślała, że mi nie zależy, bo tak naprawdę, to mi zależy…
Zaczęłam się uśmiechać i miałam łzy w oczach. I potem to już nawet nie wiem, co mówił, jakby zmienił język polski, na jakiś inny :D Ale delektowałam się jego głosem i czułam się tak cudownie, że go słyszę. To wszystko było tak realne, że aż nawet teraz wydaje mi się, że jego głos brzęczy mi w głowie :) Kocham jego głos :)

Dziwny dzień :D

Dzień był naprawdę dziwny i rozbawił mnie wręcz do łez ;) Zaczęło się od tego, że w końcu po 9 miesiącach spotkałam się z moją przedbliźniakową przeszłością ;) Z mojej strony zmieniło się wszystko, bo nic nie czułam. Ale on… On nadal patrzy na mnie, tak jak zawsze patrzył… No i cóż. Tylko tyle mu zostało ;) Gdy drugi raz chciałam pójść tam, gdzie był, natrafiłam na zamknięte drzwi! :D Nie było możliwości przejścia, no chyba, że naokoło ;) A że nie czułam, że koniecznie muszę tam iść, więc tyle mnie tam widzieli ;) hehe To było takie wymowne. Drzwi zamknięte, przejść nie można, a za drzwiami przeszłość… Zrozumiałam aluzję, oj zrozumiałam ;)
A kolejna sprawa jest taka, że M jest nosicielem… obrączki! :D Boże! W końcu się wyjaśniło! :D :D :D I to tak się wyjaśniło, że spośród 1000 zdjęć, które przeglądałam, przeglądarka zacięła mi się akurat na zdjęciu, na którym widać jego obrączkę :D :D :D Także widzicie, mój najdroższy Bliźniak „pozamiatał” dziś aż dwa razy :D I to solidnie :D
Czuję ulgę i to taką mega ulgę, że szok :)

Przedsmak pewnego artykułu

Znalazłam dziś bardzo ciekawą stronkę z naprawdę fajnymi artykułami. Pobieżnie przejrzałam kilka, ale jeden szczególnie mnie zainteresował. Oto jego przedsmak:

„Sometimes Twin Flames choose to come down to the Earth —one in Dark and One in Light.  Sometimes they both come down in the Light for a specific and fantastic mission together but one gets influenced by and chooses a Dark road that is often filled with much sorrow that is caused by drugs, illegal issues, poor choices, closing off to positive opportunities at every turn, especially not reaching out to their Twin in the right way,self hatred, reactions to past abuse and misuse and so on…”

„Czasami Bliźniacze Płomienie schodzą na Ziemię – jeden w Ciemności, a drugi w Świetle. Czasami oboje schodzą w Świetle dla specyficznej i fantastycznej misji, ale jedno ulega wpływom i wybiera drogę Ciemności, która jest często wypełniona ogromem smutku, który powodują narkotyki, nielegalne sprawy, złe wybory, zamykanie się na pozytywne możliwości przy każdej okazji, szczególnie w nie docieraniu do Bliźniaka w sposób właściwy, nienawiści do samego siebie, reakcji na znęcanie się w przeszłości, nadużycia itd. … „

Już niebawem pełne tłumaczenie całego artykułu ;)

Ból głowy, test i tak dalej ;)

Dobry humor mi dopisuje :) Jednak można żyć bez Bliźniaka, kochać go ponad wszystko i nie zatracać się w tym. Aczkolwiek dziś bardzo, bardzo rozbolała mnie głowa, ale mam na to wytłumaczenie ;) To była kara! Tak, kara ;) Kara za to, że pomyślałam przez chwilę o kimś innym :D Kiedyś o nim wspominałam tu na blogu. Pojawił się nagle i od razu coś zaiskrzyło. Ale na pewno nie w takim stopniu, jak z Bliźniakiem. Pff, Bliźniakowi, to on do pięt nie dorasta. No i poza opcjami służbowymi – NIC SIĘ NIE DZIEJE, NIC NAS NIE ŁĄCZY. Jest testerem zesłanym przez Boga żeby sprawdzić moje oddanie Bliźniakowi ;) Coś na zasadzie „a teraz zobaczę, jak bardzo bezgraniczna i bezwarunkowa jest Twoja miłość do Bliźniaka, o której tak mówisz i o której tak zapewniasz” ;) Dobrze wiesz Boże, że jestem twarda :) To Ty mnie taką stworzyłeś, dlatego na mojej drodze może stanąć jeszcze 100 albo i więcej takich M i każdy kolejny może być jeszcze lepszy od poprzedniego…
Wiecie Drodzy, to zadziwiające, że na pewnym etapie Bóg nas tak właśnie sprawdza. Na przynętę rzuca nam taki okaz, że aż się nogi uginają. Okaz ma wszystko: świetny wygląd, fajny charakter i dobrą pozycję. No normalnie cud, miód i orzeszki. I właściwie ma tylko jedną wadę – nie jest Bliźniakiem! I nigdy nie będzie! Uczucie do niego, czy to pożądanie, czy jakieś zauroczenie, fascynacja, te rzeczy są chwilowe. Ile ja się takich historii naczytałam… Wszystkie te osoby pewnego dnia się obudziły i czuły pustkę wewnątrz. Coś jakby duchową śmierć… Dla niektórych było za późno na radykalne zmiany, inni zdołali się z tego wydostać. Chodzi o to, że miłość do Bliźniaka i miłość Bliźniaka, są silniejsze niż cokolwiek innego na tym świecie. Ta miłość przedrze się i przebije się przez wszystko. Nie da o sobie nigdy zapomnieć. Prędzej czy później tak Cię „pertolnie” w łeb, że wszystkie głupie pomysły od razu Ci z niego wybije ;) Nie wiem, jak Wy, ale ja tam wolę nie chodzić posiniaczona i z guzami ;)

A jutro spotkanie (służbowe!) z moją przedbliźniakową przeszłością ;) Czyli test nr 2 :D

P.S. Najdroższy, czekam na Ciebie. Nawet jeśli będę musiała czekać do końca życia, to poczekam, choćby po to, aby wraz z ostatnim wydechem, ostatnią resztką sił powiedzieć, że Cię kocham.

Biblia nie kłamie!

Pnp 2, 8 -10 14-16a; 8, 6-7a

Czytanie z Księgi Pieśni nad Pieśniami.

Cicho! Ukochany mój! to on!
Oto nadchodzi!
Biegnie przez góry,
skacze po pagórkach.
Umiłowany mój podobny do gazeli,
do młodego jelenia.
Oto stoi za naszym murem,
patrzy
przez okno,
zagląda przez kraty.
Miły mój odzywa się
i mówi do mnie:
Powstań, przyjaciółko moja,
piękna moja, i pójdź!
Gołąbko moja, ukryta w zagłębieniach skały,
w szczelinach przepaści,
ukaż mi swą twarz,
daj mi usłyszeć swój głos!
Bo słodki jest głos twój
i twarz pełna wdzięku”.
Mój miły jest mój, a ja jestem jego.
On mi powiedział:
Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu,
jak pieczęć na twoim ramieniu,
bo jak śmierć potężna jest miłość,
a zazdrość jej nieprzejednana jak
Otchłań,
żar jej to żar ognia,
płomień Pana.
Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości,
nie zatopią jej rzeki.

Oto słowo Boże.