Będę na Ciebie czekać

Napisane przed chwilą. Nawet tytułu nie ma… Aczkolwiek…

„Będę na Ciebie czekać”

Będę na Ciebie czekać
od świtu do zmierzchu
i każdej nocy,
co po zmierzchu nadchodzi.
Będę na Ciebie czekać
w każdej sekundzie
i w każdej minucie.
Będę na Ciebie czekać
tam gdzie mnie zostawiłeś,
w tym samym miejscu
pośród twarzy Ci znanych z widzenia.
Będę na Ciebie czekać
po środku tych czterech ścian,
które przez lat kilka domem Ci były.
Będę na Ciebie czekać
w promieniach słońca
i w kroplach deszczu.
Będę na Ciebie czekać
we mgle i gdy puch biały
nasze ulice pokryje.
Będę na Ciebie czekać
w kwiecie wieku
i gdy czas na mym licu ślad zostawi.
Będę na Ciebie czekać
w bezkresnej przestrzeni,
gdzie nic się nigdy nie kończy.
Będę na Ciebie czekać
wszędzie tam, gdzie już Cię nie ma
i gdzie zawsze będziesz.

Zabierają mi Bliźniaka…

Drodzy…
Już niebawem zasilę liczne grono tych, którzy żyją z dala od swoich Bliźniaków. Za kilka dni zostanę „sama”. Za chwilę skończy się prawie codzienne widzenie Bliźniaka, spotykanie go „przypadkiem” na ulicy, w sklepie. Skończy się patrzenie na siebie bezustannie… Rozdzielają nas… Przenoszą go gdzieś… Najgorsza z możliwych opcji się ziszcza… Najgorszy z możliwych koszmarów… Rozdzielenie fizyczne…
Czy będzie tak, jak w zeszłym roku w lipcu, gdy wyjechał na miesiąc, czy może gorzej… Nie wiem, ale od niedzieli non stop się wzruszam, płaczę… Wczoraj popłakałam się na mszy… A on nie pozostał na to obojętny… Jego też to dławi i dusi. To jest silniejsze od nas… Niestety… Pierwsze dni będą najgorsze, bo jak wrócić do codzienności, gdy ukochana, najdroższa połówka będzie daleko? Jak wrócić do codzienności wiedząc, że ta połówka cierpi równie mocno, co Ty, a może nawet i bardziej… Jak żyć? No pytam… Jak???
Wierzę, że to wszystko ma jakiś cel i zaprowadzi nas do czegoś naprawdę dobrego. Ja coś zrozumiem, on coś zrozumie. Może miną miesiące, może lata, ale wiem, że wyjdzie nam to na dobre.
Dziś jednak boję się bólu fizycznego, który towarzyszy takim rozdzieleniom. Boję się, że będzie tak samo jak w zeszłym roku… Ja jeszcze jakoś dam radę, ale bardzo bym chciała jemu tego oszczędzić. Nie chcę żeby cierpiał, ale wiem, że już cierpi. On nie chce mnie zostawiać! WIEM TO.
Co prawda, nie chce na razie usłyszeć prawdy… Nie odpisał mi wczoraj na SMSa, ale OK. Jeśli chce „spokoju”, to mu go dam. Sam się przekona niedługo, że na dłuższą metę nie da rady, że brak kontaktu, jakiegokolwiek kontaktu ze mną, będzie go bolał… Bardziej i bardziej…
Zrobiłam wszystko co mogłam. Teraz zostawiam wszystko Bogu…

FIAT VOLUNTAS TUA.