Obiecaj…

drzwi

 

To tyczy się obojga nas, bo teraz tak naprawdę może się zacząć prawdziwy taniec Bliźniaczych Płomieni… Istna przepychanka. Krok w przód, dwa w tył. I to zarówno z jego, jak i z mojej strony.
Na dzień dzisiejszy czuję w sercu spokój, ale jak to będzie po rozmowie? Nie wiem. Spodziewam się wszystkiego. Może być tak, że powiem mu prawdę (bo powiem tak, czy siak), ale on akurat w tym momencie nie będzie na tą prawdę gotowy i zaprzeczy wszystkiemu, nawet temu, co czuje w głębi. Może usłyszę, że to szaleństwo, że zwariowałam. Poza tym pewnie też usłyszę coś w tylu „ale ja przecież jestem księdzem, mi nie wolno”. Bla bla bla. O czym muszę pamiętać, to jest to, żeby nie brać jego negatywnych słów do siebie, bo tak naprawdę on wcale tak nie myśli. On tylko chce się bronić przed tym, bo nie wierzy, że można AŻ TAK KOCHAĆ. A o tym, że można, musi sam się przekonać. I może to potrwać kilka lat. W międzyczasie ja, jeśli jest mi to pisane, ułożę sobie życie z jakąś bratnią duszą, która akurat ze mną i przy mnie, będzie miała jakieś zadanie do wykonania. Oczywiście, ja na tę chwilę nie czuję czegoś takiego, że chciałabym, czy mogłabym być z kimś innym, ale kto wie, co tam Pan Bóg dla mnie przygotował. Tak czy siak muszę się wykazać niesamowitymi pokładami miłosierdzia, zrozumienia, cierpliwości i siły, żeby to wszystko przetrwać i żeby swoją odpowiedzialną i dojrzałą postawą, pomóc mojemu Bliźniaczemu Płomieniowi. Ale nie myślcie sobie, że będę go nagabywać telefonami, czy wizytami itp. Jak będzie trzeba, jeśli on tego będzie chciał, to ja zniknę całkowicie z zasięgu jego wzroku. Usunę się z jego życia, może nawet zmienię parafię… Oczywiście nie chciałabym tego i wolałabym żyć z nim w jakiejś symbiozie, ale tu nie chodzi tylko o mnie i moje dobro, ale dobro nas obojga i o tym przede wszystkim muszę pamiętać.
Jeśli mogę, to proszę Was o modlitwę za nas. Nieważne czy wierzycie, czy nie wierzycie i w co wierzycie jeśli wierzycie. Kilka słów do „siły wyższej” w czyjejś intencji zawsze się przyda i będzie pięknym aktem miłosierdzia :)

P.S. A tak w ogóle to dziś mija ROK i 3 MIESIĄCE od naszego „pierwszego spotkania” :)