Odwagi

No i wykrakałam sobie i jestem MEGA chora. No, ale cóż… Mniejsza o to. Tak mi po głowie chodzi ta wczorajsza sytuacja z moim Bliźniaczym Płomieniem. Jeszcze niedawno był w stanie powiedzieć mi „dzień dobry”, a wczoraj już nie. Zabawne to wszystko. Dorosły facet, a zachowuje się, jak dziecko… I tak się zastanawiam ile czasu jeszcze będzie tą gierkę ze mną ciągnął. Potrafi non stop się na mnie gapić, a jak przychodzi, co do czego, to milczy. I założę się, że gdy emocje już opadną, to siedzi sam w swoim pokoju, czy gdziekolwiek i pluje sobie w brodę, że kolejny raz nic nie zrobił. Kolejny raz nie miał odwagi. Nie, nie obwiniam go, bo ja też wielokrotnie nie miałam odwagi nic zrobić, ale jednak kilka razy odważyłam się „wejść do paszczy lwa”.
Ech, kochanie, kochanie :) ODWAGI! :) Ja i tak Cię kocham mój Ty wstydziochu :)

No i masz :D Zdążyłam się wylogować, a tu taki cytat mi się napatoczył:

Wielkie czyny dojrzewają w chwilach milczenia.
- R. W. Emerson

Kocham znaki od Boga :D

4 Komentarze

  1. Też jestem mega chora….łącze się z Tobą w bólu… Taryn;) Tyle się już naczytałam o bliźniaczych płomieniach i wciąż nie mogę się na dziwić jak to nasz Stwórca wszystko wymyślił. Że to wszystko ma jakiś sens, chociaż można by powiedzieć, że nie ma i to tylko gra w kotka i myszkę. Czemu dojrzała stara dusza, bo przecież takie są bliźniacze płomienie, chowa się, ucieka i droczy jak nieznośny mały brzdąc. Wszystko to na granicy absurdu. Czas ucieka, a my kręcimy się w kółko. I tak ma to wyglądać, to jest ten plan duszy, to jest ta błogosławiona miłość….to wszystko jest takie trudne…
    A jeśli chodzi o to jak długo tak można na siebie patrzeć, robić wszystko, żeby się chociaż na chwilę zobaczyć a potem uciekać, aż się kurzy, to uwierz mi można bardzo długo. Tyle, że na tym etapie te krótkie spotkania i spojrzenia w oczy dają tyle adrenaliny i tyle szczęścia, że można się tym zadowolić i tym żyć. Gorzej jak ten okres się kończy. Ja chyba jestem na etapie przedostatnim wszystkich etapów bliźniaczych płomieni- zmieniona, oświecona, wybaczyłam i czekam. A mam za sobą na prawdę koszmarny czas, uwierz. Ale też w końcu nauczyłam się kochać siebie – bo to chyba była moja lekcja. Rok temu przez pewne zdarzenie, nie związane z moim bliźniakiem, zrozumiałam, że nie szanuję siebie. Dotąd kochałam wszystkich tylko nie siebie, wszyscy byli ważniejsi niż ja, chciałam uszczęśliwić cały świat. A potem ten „świat” mnie zostawił, oszukał i pokazał moją głupotę i naiwność. To był prawdziwy szok, punkt zwrotny. Zaraz po tym zdarzeniu zaczęły się znaki dotyczące mojego bliźniaka, co dzień więcej i więcej. I teraz jak czytam o twin flames (wszystko co tylko znajdę w necie…) to te wydarzenia w moim życiu zdają się układać w logiczną całość. Problem w tym, że ja już jestem tym bardzo zmęczona. I tęsknię. Nie mogę sobie „naładować baterii” tą wymianą spojrzeń, bo nie mam pojęcia gdzie On jest i co robi. A może nigdy się nie połączymy, bo on nie jest wciąż gotowy……albo będziemy mieli po 90 lat jak już się „oświecimy” i zrozumiemy oboje, że jesteśmy prawdziwą połową siebie… Boli mnie już głowa od tego kataru i bredzę;) Kończę więc i pozdrawiam:)

  2. A może jeszcze jakieś Bliźniacze Płomienie są chore i zaraz okaże się, że chorujemy w tym samym czasie :D
    Masz rację Kochana, ja też czasem się zastanawiam nad tym wszystkim, ale już nie podważam Jego wielkiego planu związanego z nami. Widocznie tak ma być. Musimy przejść przez to całe pranie z wirowaniem dla własnego dobra. Może to dla niektórych brzmi nielogicznie, ale jest w tym wiele logiki, bo jak inaczej nauczyć się czegoś ważnego, jak nie przez pot, krew i łzy? Pokora, cierpliwość, szanowanie siebie samego i innych itd. Dalibyśmy radę nauczyć się tego wszystkiego „po dobroci”? Nie, bo jakoś do tej pory nam nie wychodziło i dopiero pojawienie się w naszym życiu Bliźniaczego Płomienia wstrząsnęło nami doszczętnie.
    Wiem doskonale, że można całymi latami tak patrzeć się na siebie. I wiem doskonale ile powera to daje do życia :)
    A co do etapów, to powiem Ci, że ja na to nie patrzę, bo z tego by wynikało, że ja ten najgorszy okres mam już za sobą, a teraz jestem w fazie Surrender, czyli w tej, w której oddajesz wszystko Bogu i Jego Woli. Przeczytałam wiele artykułów na ten temat, byłam na wielu forach i ludzie potwierdzają, że nie w każdym przypadku wszystko rozwija się według tego utartego schematu. No i każda relacja Bliźniaczych Płomieni jest inna, a tylko niektóre rzeczy i sprawy je łączą. U jednych coś, co trwa od 20 lat, u drugich rozwiąże się w przeciągu roku. Dziwne to wszystko, ale tak jest. U mnie też wszystko zaczęło się układać w logiczną całość i to już jakiś czas temu. Największą sprawą dla mnie było przebaczenie mojemu biologicznemu ojcu. Gdy przebaczyłam, to w końcu odetechnęłam z ulgą. Wszystkie kwestie mojego życia, które były w jakiś tam sposób rozgrzebane, są „uzdrowione”. Wszystko jest OK i jedynie sprawa z Bliźniaczym Płomieniem się ciągnie i ciągnie ;) Ale mam nadzieję, że już niedługo, bo zamierzam z nim porozmawiać. Muszę tylko pomyśleć, czym zabarykadować drzwi, żeby mi nie uciekł :D
    Kuruj się :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.