Odwagi

No i wykrakałam sobie i jestem MEGA chora. No, ale cóż… Mniejsza o to. Tak mi po głowie chodzi ta wczorajsza sytuacja z moim Bliźniaczym Płomieniem. Jeszcze niedawno był w stanie powiedzieć mi „dzień dobry”, a wczoraj już nie. Zabawne to wszystko. Dorosły facet, a zachowuje się, jak dziecko… I tak się zastanawiam ile czasu jeszcze będzie tą gierkę ze mną ciągnął. Potrafi non stop się na mnie gapić, a jak przychodzi, co do czego, to milczy. I założę się, że gdy emocje już opadną, to siedzi sam w swoim pokoju, czy gdziekolwiek i pluje sobie w brodę, że kolejny raz nic nie zrobił. Kolejny raz nie miał odwagi. Nie, nie obwiniam go, bo ja też wielokrotnie nie miałam odwagi nic zrobić, ale jednak kilka razy odważyłam się „wejść do paszczy lwa”.
Ech, kochanie, kochanie :) ODWAGI! :) Ja i tak Cię kocham mój Ty wstydziochu :)

No i masz :D Zdążyłam się wylogować, a tu taki cytat mi się napatoczył:

Wielkie czyny dojrzewają w chwilach milczenia.
- R. W. Emerson

Kocham znaki od Boga :D