Potrzebujemy tej rozmowy

Cała ta sytuacja między nami aż się prosi o rozmowę. Nasze dusze do siebie lgną, jak szalone, a nasze ciała tak naprawdę nie mają na to wpływu. Próbujemy to wszystko ukryć, ale zdradzają nas nasze spojrzenia, drżenie i nerwowe przełykanie śliny. Ja to wszystko widzę u Ciebie i wiem, że Ty widzisz to samo u mnie. I taka sytuacja: ja się boję zagadać do Ciebie, bo przecież parafiance nie wypada zaczepiać księdza, a Ty się boisz zagadać do mnie, bo przecież księdzu nie wypada zaczepiać parafiankę. No i tak bać się będziemy aż starość nas zastanie… No chyba, że któreś zrobi w końcu ten pierwszy krok… Tylko które będzie na tyle odważne, żeby się przełamać? Czy Ty, czy ja?
Ale z nas głupole, nie sądzisz? ;) Niby dorośli, a oboje, jak dzieci :D Albo i gorzej :D
My naprawdę potrzebujemy tej rozmowy… Wiesz to doskonale…

8 Komentarze

  1. Dziękuję. Jak czytam te słowa, to mam pewność że i mnie to spotkało, do momentu w którym nie zacznę racjonalnie i logicznie wypierać tego uczucia. A moje serce bardzo go czuje. Uciekłam, bo nie mogłam znieść tego przyciągania ze strachu przed bólem i wyobrażeniem wyboistej drogi dogorywania karmy nas obojga. Z daleka jest bezpieczniej, chciałam by był przeszłością, bo w tym czuję się bezpieczniej…? Choć w teraźniejszości nadal jest obecny w moich myślach, odczuciach. Jednocześnie wiem, że przyjdzie czas i wszystko wydarzy się samo, naturalnie, nie będzie już przeszkód. Nie ma znaczenia jaki to czas, i tak nadejdzie. :)

  2. To zadziwiające, jak ta miłość bliźniaczych płomieni ma dokładnie te same symptomy praktycznie u wszystkich bliźniaków. Nie sposób nie uśmiechnąć się, mając w pamięci te same przeżycia. Jak dobrze wiedzieć, że nie jest się nienormalnym:) Bo przecież dla kogoś z boku to nie jest możliwe do wytłumaczenia, że można prowadzić dialog tylko poprzez same spojrzenia……

  3. Moja Droga, muszę Cię zmartwić, bo jeśli chcesz przed tym uciekać i myślisz, że Ci się to uda, to od razu mówię, że to AWYKONALNE :) Ta więź jest tak silna, że nie można od niej uciec. Jak już raz się coś zadziało, jak już poczuliśmy tą miłość, to ona zawsze będzie.
    Nawet jeśli wyjedziesz na drugi koniec świata, to wiedz,że myślenie o Twoim Bliźniaczym Płomieniu będzie Cię „prześladować”. Ale z tego co piszesz, to widzę, że już o tym bardzo dobrze wiesz ;)

  4. Prawda? :D Ja czasem jak czytam historie innych, to też sobie tak myślę :D I masz rację, dobrze wiedzieć, że nie jest się nienormalnym. Właśnie to było głównym powodem założenia tego bloga, żeby pokazać innym, że nie są sami. Mi na początku nie miał kto powiedzieć, że wszystko ze mną OK. Czułam, że to wszystko to jest coś dziwnego i wyjątkowego, ale jednak na pierwszy plan wysuwał się fakt, że kocham księdza… To było takie straszne. Tak jakbym siadła za kółkiem auta, którego nie umiałam prowadzić. Dziś już panuję nad wszystkim. Wiem, co jest co, skąd się to bierze i dlaczego tak się dzieje.
    Mam nadzieję, że wiele osób skorzysta na moich doświadczeniach i nie będzie czuło się osamotnionym w tej, nie ukrywajmy, TRUDNEJ DRODZE.

  5. To wspaniałe, że przed Miłością nie mogę uciec. Chcę mieć pewność, że rzeczywiście jest to mój bliźniaczy płomień i zbliżeniem się do siebie nie będziemy się ranić, ani tych którzy są blisko nas. Chcę gotowości i pewności. Sama odrabiam swoją lekcję kochania… w tym kochania siebie…

    Taryn nie martwi mnie to, może po prostu nie jestem gotowa, to są wspomnienia doświadczeń… całe struktury w jakich funkcjonuje. A przecież to wszystko ma się rozpuścić w miłości, w stu procentach, razem z zaufaniem do życia, do siebie, z poczuciem zasługiwania, niewinności, odkryciem siebie i byciem sobą. W głębi duszy o tym marze, tego pragnę, doskonałego zjednoczenia, miłości, od dawna…
    To jest TOTALNOŚĆ, nie 85% czy nawet 99% ale całe 100!! Czyli wszystko… :)

    A jak w stu procentach zapanować nad sobą, mieć 100% świadomość siebie…

    Im bardziej siebie odkrywam, tym bardziej się do niego zbliżam, nawet jeśli nie spotykamy się fizycznie. Im bardziej jestem w zgodzie ze sobą, tym bliżej jestem Niego.

    Nie uciekłam daleko, mieszkamy w tym samym mieście, przestałam przychodzić na wspólne zajęcia, które On prowadzi. To już było dla mnie nie do zniesienia udawanie, że nic nie czujemy. Wtedy uciekałam nawet od siebie, by od niego być dalej, tak bardzo się bałam.

    Co z tego, że się boję, strach nie jest wieczny, kiedyś przestanę, roztopi się w miłości i będzie tak, jak ma być, Miłość potrafi wypełnić każdy scenariusz. I wiem, że kiedyś nastąpi połączenie :)
    Dziękuję Ci za tego bloga, jest mi bardzo pomocny, tym bardziej, że wiem że nie jestem sama.

    Bardzo Ci dziękuję :)
    Pozdrawiam serdecznie

  6. Spotkanie swojego Bliźniaczego Płomienia to same lekcje. Uczysz się siebie, uczysz się jego, uczysz się świata. Naprawiasz wszystko, co w Twoim życiu złe. Pozbywasz się całej zgnilizny z własnego wnętrza. O to w tym wszystkim chodzi. Niektórzy ludzie uważają, że fizyczny związek to jest to i trzeba do tego dążyć. A to wcale tak nie jest. Nie trzeba być w związku fizycznym żeby prawdziwie kochać i rozmawiać ze sobą.
    Pięknie to ujęłaś, że im bardziej poznajesz siebie, tym bliżej niego jesteś. To jest prawda. Najprawdziwsza prawda. Bardzo się cieszę, że jesteś tego świadoma, bo wiem, że ludziom trudno przychodzi zrozumienie tego. Na kilku zagranicznych forach dotyczących Bliźniaczych Płomieni bardzo widać, jak ludzie walczą ze sobą, jak nie rozumieją, co się z nimi dzieje, jak trudno im pojąć to wszystko. Temu trzeba się po prostu poddać. Trzeba i koniec. Niestety nie ma na to idealnej recepty, jak sobie z tym radzić. Mi osobiście pomaga modlitwa, pisanie, a ostatnio kupiłam sobie farby, kredki i blok, bo mam potrzebę rysowania i malowania. Poza tym lubię siedzieć w ciszy, zamknąć oczy i słuchać…
    Powiem Ci, że jesteś bardzo silna skoro specjalnie ucięłaś Wasz kontakt. Ja próbowałam, ale po kilku dniach kończyło się to dołkiem i bólem głowy… Ogólnie muszę być gdzieś blisko niego, nawet jeśli akurat nie ma go w tym miejscu, mi jest tam dobrze, bo czuję bardzo jego energię. Nawet zwykłe przejście koło kościoła pozwala mi odetchnąć z ulgą… Stanowczo nie lubię, gdy on wyjeżdża lub, gdy ja muszę. Nie lubię, bo wtedy dziwnie się czuję i boli mnie głowa. Tak jest zawsze…
    Mój dzień konfrontacji z nim jest bliski, czuję to całą sobą. Czekam na zielone światło od Boga :)
    Cieszę się, że mój blog przynosi w pewnym stopniu ulgę ludziom i to ja dziękuję za czytanie tego, co piszę :) To dla nas wszystkich :)

  7. Opuściłam te spotkania, bo tak jest mi łatwiej, gdy nie widzę go. W jego pobliżu wali mi serce jak szalone, otwieram się, synchronizowaliśmy się w ruchach, w tym samym czasie robiliśmy to samo, to było nawet śmieszne :) Ale odwiedzamy ten sam budynek, każde w swoich celach, sprawach. Mijamy się obecnie.
    Porządkuję swoje sprawy, siebie przede wszystkim. Tak czuję się bezpiecznie, a czas pokaże…

  8. Ja przy moim Bliźniaczym Płomieniu mam wewnątrz siebie tornado, tsunami, huragan i trzęsienie ziemi jednocześnie :D Nauczyłam się nad tym panować, szczególnie, gdy do niego podchodzę, ale gdy jestem dalej, to drżę, jak nie wiem co :D Z kolei on dostaje Parkinsona, gdy jestem blisko :D My też potrafimy robić to samo w tym samym momencie. Często też papugujemy po sobie :D No i zawsze wszechobecna jest obserwacja. Nie możemy od siebie oderwać oczu, a jak już się uda, to i tak za chwilę musimy na siebie spojrzeć. Taki już urok Bliźniaczych Płomieni :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.