Pójdę pod wiatr, jak najdalej

Ukrywamy się przed światem
ukrywamy twarz
Bojąc się, że ktoś zobaczy
trudną miłość, wielką miłość

Pójdę pod wiatr, jak najdalej
gwiazdy znów wskażą mi
drogę, którą do ciebie iść

Pójdę pod wiatr, nie ustanę
na Twój głos, oddech Twój
będę czekał aż braknie tchu
aż braknie sił…

Kto zabroni nam miłości
kto powstrzyma nas
Odrzuceni w namiętności
pokonamy czas (…)

PIN

Charles Dickens – cytat

Zobaczyć osobę, którą się kocha, choćby na krótko, jest już szczęściem.
- Charles Dickens

Potwierdzam. Zawsze, gdy zobaczę swój Bliźniaczy Płomień choć przez kilka sekund, to jestem tak szczęśliwa, jakby jakieś niesamowite szczęście mnie spotkało. Nawet gdy mnie nie zauważy i tylko przemknie gdzieś… dla mnie to bardzo dużo. Kiedyś po trzech tygodniach nie widzenia się, będąc na wieczornym spacerze, zobaczyłam go, jak stał przy oknie, coś komuś mówił i trochę zasłaniała go firanka, ale to wystarczyło, aby w moich oczach pojawiły się łzy szczęścia i ciepło w sercu. Tego nie da się ani wytłumaczyć, ani opisać. A samej radości z zobaczenia Bliźniaczego Płomienia nie da się do niczego porównać. Tak to już jest z tą naszą miłością :-)

Dziwny dziś dzień

Nie będę ukrywać, że dziś mi jakoś tak dziwnie. 6 dzień bez widzenia się z Bliźniaczym Płomieniem. Tęsknię i nie tęsknię. Wczoraj leżąc w łóżku, poleciało mi kilka łez, a nie byłam smutna wcześniej. Jednak w jednej sekundzie poczułam dziwny żal i smutek. Szepnęłam, że musimy porozmawiać…
Choróbsko uwzięło się na mnie i nie chce odpuścić. Dostałam dodatkowe zwolnienie, więc czekają mnie kolejne dni w łóżku… Nie żebym narzekała na kilka dodatkowych dni leniuchowania ;) Tak więc Majówka w „Łóżkowicach” ;)
Miałam wyjechać do rodziny na chrzciny synka kuzynki, ale JAK ZWYKLE zostałam uziemiona. To naprawdę zadziwiające, że za każdym razem, gdy szykuje mi się wyjazd gdzieś, to wszystko dzieje się tak, że w końcu tam nie jadę. Zupełnie, jakby coś specjalnie nie pozwalało mi stąd wyjechać… To już nie pierwszy raz. Mój ostatni wyjazd na dłużej miał miejsce w zeszłym roku w czerwcu. Było to jedynie 5 dni poza granicami kraju. Aż się dziwię, że ten wyjazd w ogóle się wtedy udał ;)

Jeżeli to naprawdę ostatnie podrygi najtrudniejszej części roku, to cieszę się z tego powodu. Jednak została postawiona dobitna kropka na koniec tego wszystkiego. Aż mnie coś w środku ukuło…

Znikaj zwątpienie, znikaj braku wiary we własne możliwości, znikajcie wszystkie negatywne emocje, znikajcie wszystkie „NIE”, bo nadchodzą „TAK” :)
Pozdrawiam Aleksandrę, której komentarz stał się inspiracją do tego podsumowania :)

New Moon Solar Eclipse

Dostałam dziś ciekawą informację na maila. Krótko mówiąc: uuu ;)

Solar Eclipses are extraordinary! You should be especially excited about tomorrow’s inspirational New Moon Solar Eclipse, because it signals an end to the hardest part of 2014, freeing you to pursue new experiences and explore the world around you.

Solar Eclipses hold a magical influence over our imaginations, creating endless possibilities. This particular eclipse in practical Taurus holds opportunity for us all to let go of what’s not working and create space for new beginnings.

Zaćmienia Słońca są niezwykłe! Powinieneś być szczególnie podekscytowany jutrzejszym, inspirującym słonecznym zaćmieniem księżyca w nowiu, bo sygnalizuje on koniec najtrudniejszej części 2014 roku, wyzwalając Cię, byś gonił nowe doświadczenia i eksplorował świat wokół Ciebie.

Zaćmienia Słońca posiadają magiczny wpływ na nasze wyobraźnie, tworząc niekończące się możliwości. To szczególne zaćmienie w praktycznym Byku jest szansą dla nas wszystkich, aby pozbyć się tego, co nie działa i stworzyć przestrzeń dla nowych początków.

źródło: www.tarot.com

Miłość

Bo w życiu właśnie o nią chodzi, o MIŁOŚĆ :-) Miłość pod każdą postacią. Zawsze i wszędzie. Cóż lepiej by podsumowało tą myśl, jak nie „wielkie” co nie co naszego  wspaniałego Świętego :-)

Miłość mi wszystko wyjaśniła, 
miłość wszystko rozwiązała - 
dlatego uwielbiam tę Miłość, 
gdziekolwiek by przebywała.

~ Święty Jan Paweł II
„Pieśń o Bogu ukrytym”

Ach, nawet nie wiecie, jak bardzo czekałam na ten moment żeby móc napisać ŚWIĘTY przed „Jan Paweł II” :) I od dziś już mogę oficjalnie :)
Były łzy, oj były i długa modlitwa w kościele w Godzinę Miłosierdzia . To cudowne, że taki ważny dla nas wszystkich moment wydarzył się akurat dziś, w Święto Miłosierdzia Bożego.
Jesteście wierzący, czy niewierzący, gratuluję Wam i sobie Świętego! :D

Made in Heaven – Stworzeni w Niebie

Dziś mam dla Was coś naprawdę fajnego :) Jakiś czas temu, podczas moich początkowych poszukiwań odpowiedzi na to, o co chodzi z tymi Bliźniaczymi Płomieniami, natrafiłam na anglojęzyczny film pt. MADE IN HEAVEN. Film powstał w 1987 roku, a w rolach głównych wystąpili Timothy Hutton i Kelly McGillis. Opowiada on o dwóch osobach, które poznają się w Niebie i zakochują się sobie. Stają się nierozłączni, ale niestety główna bohaterka musi zejść na ziemię i rozpocząć ziemskie życie. Główny bohater niepocieszony tym faktem, chce ruszyć za nią, ale na to potrzebna jest odpowiednia zgoda. Gdy w końcu ją uzyskuje, schodzi na ziemie i również rozpoczyna ziemskie życie. Warunek jaki dostał przed pojawieniem się na ziemi jest taki, że musi swoją ukochaną odnaleźć w ciągu 30 lat, bo inaczej straci ją na zawsze. Ale żeby nie było tak łatwo, to nie dość, że dzieli ich spora odległość, to jeszcze oboje nic nie pamiętają… Tzn. coś tam im świta, ale żadne nie traktuje tego poważnie. Jednak przez całe ich życie wszystko dzieje się tak, że chcąc, nie chcąc, zbliżają się do siebie.
Przez cały film obserwujemy oddzielne losy, dwóch różnych ludzi. On ma swoje życie i ona również. Gdzieś tam pojawia się moment, gdy ona poznaje, można by rzec, faceta idealnego, z którym ma wspólne plany, a wszystko idealnie się układa. Niespodziewanie wszystko się psuje. Rozstają się. Spotykają się dopiero po czasie, w galerii handlowej. Widać po niej, że cieszy się, że go widzi, zupełnie jakby miała nadzieję, że jej życie zacznie się układać na nowo. Z nim. Ale nagle on przedstawia jej… swoją żonę. To ją zaskakuje i dobija. Żegnają się i główna bohaterka totalnie załamana wychodzi ze sklepu. Idzie chodnikami miasta, zdołowana płacze. W tym samym momencie, w tym samym mieście, baa, nawet w tym samym miejscu, po tym samym chodniku, co ona, idzie główny bohater. Ona zaczyna się dziwnie czuć. Myśli, że wariuje. On również jakoś dziwnie się czuje. Idą, on właściwie jest tuż za nią i wtem ona czuje, że musi się odwrócić. Odwraca się więc i dostrzega go. On jeszcze nieświadom niczego idzie w inną stronę. Ona zaintrygowana tym, co do niego poczuła, biegnie za nim. I nagle on przystaje. To dziwne uczucie w nim nasila się i w końcu on również czuje, że musi się odwrócić do tyłu. I boom! Już ją widzi. Ona patrzy na niego z taką miłością i z taką ulgą, że go znalazła. On patrzy na nią równie zakochany i uśmiecha się, bo są już razem. I oboje przypominają sobie, że się kochają od zawsze i że przez całe życie nie szukając, to właśnie siebie szukali.
W pewnym momencie on tak jakby przeniósł się na chwilę do Nieba, gdzie zostaje poinformowany, że wszystko będzie dobrze, bo go odnalazła… I za chwilę znowu powraca do swojej ukochanej. Nadal są wpatrzeni w siebie, jak w obrazek. Zaczynają w myślach rozmowę:

- I was hoping I’d see you again. (Miałem nadzieję, że jeszcze Cię zobaczę.)
– Here I am. (Oto jestem.)
– What would you like to do? (Co chciałabyś robić?)
– Everything. (Wszystko.)
– I’d like to marry you. (Chciałbym Cię poślubić.)
– According to Heaven we already are. (Według Nieba już jesteśmy małżeństwem.)

I zaczyna się ich wspólna droga. Razem na zawsze, aż po wsze czasy :)

Ten film tak bardzo mnie wzrusza. Szczególnie właśnie ta końcówka, gdzie następuje ten moment rozpoznania i przypomnienia sobie wszystkiego. Myślę, że większość Bliźniaczych Płomieni dojrzy w tym filmie coś ze swojej własnej historii.
Mnie z niewyjaśnionych (wtedy) przyczyn, zaczęło ciągnąć do kościoła, gdzie nagle doznałam nawrócenia, a moje serce zaczęło się oczyszczać. I pewnego dnia zobaczyłam mój Bliźniaczy Płomień i od razu wiedziałam, że go kocham i czułam, że go znam. W pierwszej chwili on mnie nie zauważył, ale jak sobie dziś przypomnę jego wyraz twarzy, to widać było na nim dziwny niepokój, jakby nie spodziewając się niczego, spodziewał się tego cały czas. Podszedł do mównicy, od razu spojrzał w moją stronę i zamarł. Stał tak przez chwilę, a ja w myślach słyszałam rozmowę między nami. No i się zaczęła przygoda życia :)
Ciekawe tylko jakie zakończenie przygotował dla nas największy i najlepszy reżyser na świecie – Bóg :)

Chciałam wrzucić cały film, ale You Tube zablokował wersję anglojęzyczną, a jedyna jaką znalazłam była w języku węgierskim bodajże :D Dlatego poniżej dwa krótkie filmiki. Pierwszy to nic innego, jak końcówka filmu, a drugi, to piosenka przewodnia filmu w wykonaniu grupy The Motels – We’ve never danced.

Miłego oglądania i jeszcze milszych refleksji życzę :)

 

5555

Weszłam właśnie na bloga, a tu na liczniku 5555 wizyt! :D Wiecie co to oznacza? ;) To oczywiście jest zaszyfrowany przekaz. Korzystając więc z niezawodnej pomocy strony Angel Numbers – Joanne Sacred Scribes sprawdziłam, co Wszechświat chce mi przekazać:

The 5555 number sequence is a message from the Universe that your life is about to go through some major changes, with new freedoms and living your inner- truths.

Sekwencja liczbowa 5555 jest wiadomością od Wszechświata, mówiącą o tym, że Twoje życie przejdzie wkrótce najważniejsze zmiany, z nowymi swobodami i życiem wewnętrzną prawdą.

Niestety Ameryki tym nie odkryto, bo i bez tego przekazu ja wyczuwam te zmiany. Coś wisi w powietrzu już od dawna. To jest blisko i zmieni bardzo dużo.

Nie czekając, czekam.