Prawda

Wiedzieć coś o sobie, ale odpychać to od siebie, to jedno, ale usłyszeć to od osoby trzeciej, kompletnie nie związanej z Twoim życiem, to drugie. Powiem szczerze, że czuję się, jakbym dostała wczoraj w łeb. Skoro osoba trzecia, która mnie nie zna, zauważyła, że coś jest nie tak, a właściwie wyciągnęła na powierzchnię to, co we mnie siedziało, to co myślą o tym wszystkim, o mnie, osoby mi bliskie? I dlaczego mi tego nie mówią?! Dlaczego ja mam wystarczająco dużo siły żeby wytknąć komuś wady i co robi nie tak, a ktoś nie umie wytknąć tego mi? Ja też potrzebuję usłyszeć od czasu do czasu kilka słów krytyki, konstruktywnej krytyki, która mnie zmotywuje do pozytywnego działania i pracy nad sobą. Czy naprawdę nie zasługuję na szczerość? Zasługuję, jak każdy. Nie bójmy się być szczerzy i nie bójmy się szczerości.
A wracając do dnia wczorajszego, po przeczytaniu prawdy o mnie samej z tysiąc razy, po przeanalizowaniu tego wszystkiego wzdłuż i wszerz, podsumowując, chyba jednak najlepiej dla nas obojga będzie jeśli mój Bliźniaczy Płomień wyjedzie za te parę miesięcy. Będzie sam ze sobą, z dala ode mnie, a ja z dala od niego, również sama ze sobą. Wykorzystałabym ten czas na rozwój wewnętrzny, na naukę życia bez niego. Tzn. ja już teraz mogę bez niego żyć, mogę wytrzymać, ale przychodzi mi to z wielkim trudem i koniec końców kończy się smutkiem oraz płaczem i właśnie to muszę zmienić. Wiem, że ten smutek jest obustronny i jemu też jest źle, gdy długo się nie widzimy. Razem być nie możemy, bez siebie też. Sytuacja wydaję się być nie do przeskoczenia… Ale teraz jest tak, że ja sama nie dam rady tego po prostu zostawić, zerwać z tym wszystkim z dnia na dzień, a jeśli nasze rozdzielenie będzie związane z jakimś odgórnym musem, w tym przypadku z decyzją jego szefostwa o przeniesieniu go, to wtedy będzie inaczej. Będzie bolało, ale będziemy musieli tłumaczyć to sobie tak, że po prostu nie było innego wyjścia… chodź to wyjście jest… Ale ode mnie on tego na pewno nie usłyszy. Jeśli już ma się coś zadziać w tym kierunku, to niech sam na to wpadnie, aczkolwiek nie musi, bo ta myśl już dawno pojawiła się w jego głowie. Pytanie tylko co on z tym zrobi…

A swoją drogą, to zastanawiający jest fakt, że nagle mi to wszystko zaczyna ciążyć, że czuję się uwięziona i chcę od tego uciekać… JA… nie on… JA…
Czy to możliwe, że tak naprawdę, to ja jestem RUNNEREM??? Tym Bliźniaczym Płomieniem, który nie jest gotowy i chce uciekać… No to teraz mam zagwozdkę…

5 Komentarze

  1. Pamiętam, jak z Moim nie widzieliśmy się kilka miesięcy i na początku było ciężko a potem jakoś to przyjęłam i żyłam dalej…..a teraz wszystko wróciło, znowu sięwidujemy,ale ja już jestem całkiem inną osobą. i najgorsze, że brak mi odwagi, żeby to zakończyćraz na zawsze, jeszcze się łudzę, ale wiem, że nic z tego ni będzie…..

  2. Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że choćbyście nie wiem co robili i jak daleko od siebie wyjechali, to nigdy ta więź między Wami nie zniknie? To jest bardzo trudne do ogarnięcia, ale niestety, taka jest prawda, chcemy tego, czy nie.

  3. pewnie byłoby łatwiej, gdybym sobie nie zdawała sprawy z tej więzi…..gdyby nie ona, pewnie dawno bym odeszła i zaczęła nowy rozdział w zyciu a tak, coś mnie trzyma przy Nim

  4. To jest właśnie to… czytałam o bliźniaczych płomieniach od jakichś 3 lat… Zawsze myślałam, że to JA Gonię… Że tak bardzo pragnę, że tak bardzo chcę… Po spotkaniu JEGO, dopiero po kilku miesiącach zorientowałam się, że…to nie ja jestem goniącą! Tylko uciekającą. A pragnę, chcę, bo… on jest częścią mnie…. jesteśmy jednością, przez te wszystkie lata odczuwałam JEGO, a nie siebie, żebym mogła go zidentyfikować. Dopiero kontakt z nim uświadomił mi, kim naprawdę jestem… a więc płomykiem, który żyje realnością, strachem i ucieczką, pomimo, że jestem kobietą. Ale to JA obawiam się bliskości. Warto zwrócić jednak jedna uwagę: te wszystkie opowieści i teksty są fajne, żeby wiedzieć CO SIĘ DZIEJE. Ale grunt, to zreflektować się, że są one… opowieściami i tekstami, przemyśleniami EGO… czyli tej części nas, która przeszkadza w zjednoczeniu. To opowiadanie, kto goni, kto ucieka, kto spojrzał, jak i kiedy, jak się uśmiechnął… to są cały czas gierki. Sugeruję Ci, żebyś bardziej skupiła się na medytacji/kontemplacji/modlitwie, jednocześnie zamknęła tego bloga, bo tutaj wszystko roztrząsasz i kalkulujesz – a to jest główną przeszkodą , i zaczęła żyć realnością w rzeczywistości, wczuła się w swoje uczucia. Najczęściej my kobiety poczuwamy się jako pokrzywdzone, zranione, wrażliwe ofiary, ale niekoniecznie tak jest, w wielu wcieleniach energia kobieca była manipulantką, często złośliwą boginią Kali; teraz lustro nam odbija to, czym byłyśmy, a my nie chcemy uznać tej prawdy, przyjąć do siebie, że to my byłyśmy tą „złą” stroną. Zjednoczymy się wtedy, kiedy bezwarunkowo zjednoczymy się z rzeczywistością, z życiem, z naszym ciałem: Polecam ten tekst, który kiedyś przeczytałam na stronie, my kobiety na prawdę musimy stanąć z prawdą o nas samych i prosto w oczy zobaczyć prawdę o uczuciach: zwierciadlo.pl/psychologia/temat-numeru-czy-masz-odwage-byc-kobieta

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.