Ona zawsze wie…

22:27
-Halo?
-No cześć, co tam?
-Co się stało?
-Nic, tak dzwonię żeby zapytać, jak się czujecie.
-My dobrze, a Ty dobrze? Bo masz taki dziwny głos, jakby coś się stało…
Umieram babciu, umieram z miłości. Nic nowego. Nie radzę sobie znowu z tymi emocjami. Znowu jestem w czarnej dupie babciu. Znowu nie widzę sensu w niczym. Wiesz babciu, to ten dobrze znany mi schemat. Wy pytacie, czy nic mi nie jest, a ja odpowiadam, że nie. Przyodziewam odpowiedni uśmiech do danej sytuacji i wegetuję, udając, że żyję. Standard babciu.
-Nie, wszystko ok. Jestem po prostu zmęczona i zaraz chyba usnę na siedząco…
-A wpadniesz jutro na obiad?
Nie babciu, bo jutro mam w planach leżenie w łóżku i płakanie. A wiesz, to zajmuje trochę czasu.
-Nie, jutro odpoczywam i nigdzie nie wychodzę.
-No dobrze, to nie będziemy Cię jutro budzić. Wyśpij się, a potem zadzwoń.
-Dobrze.
-Dobrej nocy, całuję.
-Ja też. Pa.

Cholera! Babcia zawsze wie… zawsze wywęszy, że coś mi jest, że coś mnie trapi… Nie lubię jej i dziadka oszukiwać, ale niestety, przecież nie powiem dlaczego jest mi źle, bo zaraz zacznie się gadanie i reprymendy. A przecież wiadomo, że w tej kwestii ani ja nikogo nie posłucham, ani nikt mnie do końca nie zrozumie. Oczywiście oprócz osób, które też poznały swój Bliźniaczy Płomień i wiedzą jak to jest…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.