Taka sytuacja… Już nie pierwszy raz!

I kolejny raz, kolejny dzień aż prosi się o komentarz ;)
Taka sytuacja. Mama rzuciła hasło „MAZURY”, więc ja od razu pomyślałam „Hmm, fajny pomysł, bo odpocznę (od Bliźniaczego Płomienia) i odmóżdżę się (od spraw związanych z Bliźniaczym Płomieniem)”. Ale znając działanie „systemu”, tak jak szybko to zrodziło się w mojej głowie, tak szybko zaczęłam się zastanawiać, co się stanie, że to NA PEWNO nie wypali. No i czekałam. Minęło kilka dni i jakoś tak spokojnie, więc myślę, że to podejrzane, no ale czekam dalej. No i cóż, Wypłynęła rewelacja, że mój Bliźniaczy Płomień prawdopodobnie nas opuści za kilka miesięcy. Zaczęła mnie boleć głowa i gardło, ale zwaliłam to na płacz. Jednak nic z tych rzeczy, bo we wtorek poczułam się gorzej…
-No i masz! Myślałaś o tym,że coś wydarzy, więc się doigrałaś! -pomyślałam.
Wracając wczoraj wieczorem do domu, nie dość, że czułam, że mój Bliźniaczy Płomień NIE CHCE, ABYM WYJEŻDŻAŁA GDZIEKOLWIEK (żadna mi nowość), to jeszcze dopadł mnie znajomy ból wywodzący się z mego wnętrza… Prawie identyczny, jak ból z lipca, kiedy to mój Bliźniak sobie „poleciał w kosmos” i tyle go widziałam… Idę chodnikiem i już łzy w oczach… DO DOMU, SZYBKO DO DOMU! -pomyślałam. Po schodach prawie wbiegłam, drzwi otwierałam, jakby się paliło, a gdy je za sobą zamknęłam, rozpłakałam się, opierając się głową o lustro w przedpokoju. Tysiąc pięćset, sto osiemset emocji i myśli na minutę i ten cholerny ból wewnątrz. Znowu!
-Nie, nie, nie! Boże, nie rób mi tego! Pomóż mi, bo zwariuję!
Zdjęłam kurtkę, zdjęłam buty i poszłam do pokoju. Wdech, wydech, wdech, wydech. Mam to opanowane do perfekcji. Dobra, przeszło trochę, ale łzy w oczach mam nadal.
-No dobrze, to rozmrożę lodówkę -stwierdziłam, jakby miało mi to pomóc w zapomnieniu o tym, co mi w głowie siedzi.
Biorę telefon, dzwonię do mamy:
-No cześć, właśnie zabrałam się za rozmrażanie.
-Dobrze, a wyłączyłaś ją najpierw?
-Mamo…
-No co, no… Dobra, zadzwoń jeszcze później i powiedz, jak Ci idzie.
-Ok. A tak w ogóle to mój wyjazd na Mazury stoi pod znakiem zapytania, bo coś zaczyna mnie brać…
-O masz, no to ładnie… Ale zapomniałam Ci powiedzieć, że w ten weekend na pewno nie pojedziemy, bo musimy pozałatwiać sprawy.
To, co nagle zaczęło się we mnie w środku dziać, przeszło samo siebie. Dosłownie karnawał w Rio z radości! :D
-Poważnie?
-No tak.
-No to dobrze w sumie się składa, bo mnie bardziej nie zawieje :D
-No właśnie :)
Jeszcze chwilkę pogadałyśmy, a gdy się rozłączyłam, to z tego zacieszu prawie podskoczyłam pod sam sufit :D
Dopiero, co chciałam jechać, wyrwać się stąd, a teraz gdy się dowiedziałam, że jednak nie jedziemy, ja jestem bardziej szczęśliwa niż z powodu wizji wyjazdu. Czy to wszystko trzyma się kupy? Nie, kompletnie nie. Nie ma w tym ani krzty logiki.
To już nie pierwsza taka sytuacja, że coś pokrzyżowało mi plany, gdy chciałam gdzieś wyjechać… I nie wiem, jakim cudem udało mi się w zeszłym roku wyrwać na pięć dni poza granicę Polski i nawet na tym „nie ucierpiała” moja głowa ;) W sumie, to całe to kino z bólami głowy i nie tylko, podczas naszych rozstań zaczęło się na dobre w lipcu i tak trwa. Każde nasze nie widzenie się dłużej niż trzy dni = bóle głowy. Każdy nasz wyjazd daleko od siebie = dziwny ból w ciele + bóle głowy. Do czego mogę porównać ten ból? Hmm, odczuwam go tak, jakby ktoś próbował na siłę coś mi ze środka wyrwać, wydrzeć. Poza tym żaden inny znany mi ból nie boli tak, jak właśnie ten ból. Co prawda jeszcze nie rodziłam, ale skoro ten ból przebija wszystkie znajome mi bóle razem wzięte, to podejrzewam, że ten porodowy też przebije. Ale to potwierdzę dopiero wtedy, gdy na świecie pojawi się ALEKSANDRA ;)

P.S. Gdy wracałam wczoraj do domu z pracy, przede mną w tramwaju siedział mężczyzna i czytał książkę… Spojrzałam na jej kawałek i czytam: „Dajmy Bogu trochę więcej czasu…” Czy to nie piękny znak? Oczywiście, że piękny :)

DZIĘKUJĘ.

Twoja dusza

„Your soul is the part inside that feels amazed by the sunrise, cries during sad movies, and is touched by the sound of beautiful music. It’s the part of you that gets excited about living, about waking up on a sunny morning, and about laughing really hard…

…pay attention to your soul. How is your soul doing? When you feel stressed, excited, happy, or sad, take a deep breath and listen to your soul. Hear what your soul is saying. What signals is it sending you? What is telling you to do. Your soul reflects your attitude about life, and learning to listen to it will help make your outlook on life healthy.”
~ Amanda Ford

„Twoja dusza, to ta część w środku, która zachwyca się wschodem słońca, płacze podczas smutnych filmów i jest poruszona brzmieniem pięknej muzyki. To ta część, która ekscytuje się życiem, budzeniem się w słoneczny poranek i śmianiem się z całych sił…

…zwracaj uwagę na swoją duszę. Jak ma się Twoja dusza? Gdy czujesz się zestresowany, podekscytowany, szczęśliwy, czy smutny, weź głęboki oddech i słuchaj swojej duszy. Usłysz to, co Twoja dusza mówi. Jakie sygnały Ci wysyła? Co mówi Ci, abyś zrobił? Twoja dusza odzwierciedla Twoje nastawienie do życia, a uczenie się słuchania jej, pomoże Ci w zdrowym spojrzeniu na życie.”
~ Amanda Ford