Kobieto! Puchu marny!

Kobieto! Puchu marny! …
Ach, jakie to prawdziwe i jakie o mnie! Puchem marnym jestem przy moim Bliźniaczym Płomieniu, ale oczywiście nie w złego tego słowa znaczeniu. Bynajmniej. Dopiero przy nim czuję się kobietą. Małą, kruchą, bezsilną istotą, która może liczyć na jego wiedzę i silne ramię. Dopiero przy nim mogę opuścić gardę i nie muszę walczyć ze złem tego świata, bo wiem, że on będzie walczył za mnie i zawsze mnie obroni. Przy nim mogę wziąć głęboki wdech i poczuć świeże powietrze w płucach. Przy nim mogę poczuć się jak księżniczka a nie jak rycerz broniący dóbr. Jest jak potężny, wiekowy dąb, przy którym mogę wreszcie odpocząć po długiej wędrówce, chroniąc się w cieniu jego majestatu. Jest jak źródło, z którego mogę pić, w którym mogę się cała zanurzyć. Jest jak pyszna strawa, której dane jest mi skosztować po latach życia jedynie o wodzie i chlebie. Jest jak wielka księga, z której mogę czerpać mądrości życiowe i codziennie odnajdywać coś nowego, czytając wers po wersie. On jest moją bezpieczną przystanią, do której w końcu dopłynęła zbłąkana łódeczka mojego jestestwa.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.