Back on track

No dobrze. Dziś jak zwykle po chwili słabości jest mi głupio… Ale nie mam nic na swoją obronę, bo jestem tylko człowiekiem. Nie będę ukrywać tego, że jest mi ciężko. Bo jest mi bardzo ciężko. Potrzebuję wsparcia przyjaznych ludzi, którzy może mnie do końca nie zrozumieją, ale nie będą kwestionować moich poczynań i decyzji. W każdym bądź razie spróbujcie postawić się w mojej sytuacji. Nie znosiłam kościoła, nie cierpiałam księży, nagle coś mi kazało do tego kościoła iść i zostać tam. Widziałam dziwne rzeczy, słyszałam jakiś głos wewnątrz siebie, na końcu zakochałam się w księdzu, który zafundował mi całą masę doznań, emocji, uczuć, a nawet mnie (jakkolwiek to zabrzmi) dobrze nie dotknął ;) Dźwigam na barkach niemały ciężar. Czasem czuję, że myślę za nas oboje i że to ja wszystko powstrzymuję i trzymam za lejce… I choć z jednej strony najchętniej pobiegłabym do mojego Bliźniaczego Płomienia i rzuciłabym mu się w ramiona, tak z drugiej strony włącza mi się racjonalne myślenie. Wiem, że on ma tak samo. Dosłownie identycznie. Nasze dwie zryte głowy, nasze racjonalne myślenie powstrzymuje nas od wielu rzeczy. Ale może na razie tak po prostu musi być…
Jedno jest pewne, choćby nie wiem co, nie poddam się. Mogę milion razy upadać, złościć się itd. ale tyle samo razy wstanę silniejsza i będę go jeszcze bardziej kochać. 

Widzieliśmy się dziś. Stęsknione spojrzenia mówiły same za siebie. Tak samo jak jego zdenerwowanie. Ja z kolei się cała w środku trzęsłam i było mi gorąco. Energia, która jest między nami, jest niesamowita. Zastanawiam się ile miast dzięki niej można by zasilić ;D
Kocham go każdą najmniejszą cząstką siebie. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.