Sen, czy wizja senna?

Przeżyłam dziś coś pięknego i dziwnego. Sama nie wiem, czy był to zwykły sen, czy może jednak wizja senna… Aczkolwiek sen zazwyczaj jest długi i dzieje się w nim jakaś „akcja” a tu tego nie było.
Śniło mi się, że wpadłam nagle do jakiejś kuchni, gdzie przy stole siedział mój Bliźniaczy Płomień oraz nasza córka Ola i najzwyczajniej w świecie jedli sobie kanapki na śniadanie. Oboje spojrzeli na mnie, zdziwieni, że się dziwię, że ich widzę :D Ola to dosłownie do mnie oczami powiedziała:
-Mamo, dlaczego tak się zdziwiłaś, przecież to my… 
Podeszłam do niej, pogładziłam ją po głowie i pocałowałam w czoło, a potem spojrzałam na mężczyznę, którego kocham ponad życie. Miał taką spokojną twarz…
I nagle zerwałam się ze snu jak poparzona i znalazłam się w rzeczywistości. Serce waliło mi jak szalone i czułam się jakoś tak dziwnie. Zanim poszłam znowu spać, to musiałam chwilę posiedzieć na łóżku…
To już drugi taki przypadek w ciągu tygodnia, że mój Bliźniaczy Płomień jest w moim śnie, jakby na jawie, po czym budzę się, prawie wyskakując z łóżka. No i to dziwne bicie serca…

A skąd wiem, że Ola, to nasza córka? A bo z tym wiąże się pewna historia… Kiedyś siedziałam sobie spokojnie w pokoju, robiłam jakieś projekty do pracy, skupiając się bardzo na tym co robię i nagle spojrzałam przed siebie i powiedziałam na głos:
- Nasza córka będzie się nazywała ALEKSANDRA…
Dopasowałam do tego imienia nazwisko mojego Bliźniaczego Płomienia i brzmiało to tak idealnie, tak cudownie, tak przepięknie, że szok! 
Kilka dni później miała miejsce dziwna sytuacja… Mój Bliźniaczy Płomień nazwał Aleksandrą pewnego chłopca tuż po tym, jak w myślach zaczęłam powtarzać, że Aleksandra to imię naszej córeczki… Usłyszał mnie? No, tak to wyglądało.