Jak grochem o ścianę…

Chciałam dziś napisać o czymś innym, ale niestety wydarzenia wczorajszego dnia aż się proszą o komentarz.
Wiecie jak powinna brzmieć zasada Nr.1 odnośnie mówienia o Bliźniaczych Płomieniach?
NIGDY NIE DYSKUTUJ O BLIŹNIACZYCH PŁOMIENIACH Z OSOBĄ, KTÓRA TEGO NIE PRZEŻYŁA!
Właśnie tak. Już kolejny raz się o tym przekonałam na własnej skórze. Ludzie, którzy znają tylko zwykłe związki, zwykłe relacje damsko-męskie, niestety nie są w stanie ogarnąć potęgi tej miłości. Ile razy by się mówiło, tłumaczyło, zawsze będzie to na zasadzie „jak grochem o ścianę”. Takie osoby zawsze będą kwestionować wszystko, co ktoś znający się na rzeczy, powie. Zawsze będzie „a dlaczego tak myślisz?”, „dlaczego tak mówisz?”, „a skąd wiesz, że jest właśnie tak?”. A no bo qrde wiem! To kolejna rzecz, której inni nie zrozumieją. Bliźniacze Płomienie porozumiewają się telepatycznie, czytają sobie w myślach, odbierają swoje uczucia i emocje, jak radary. To jest nieprawdopodobne, ale tak jest. Kiedyś pewnie sama bym w to nie uwierzyła, ale ponieważ tego doświadczyłam, to o tym mówię.
Zawsze staram się wszystko jak najlepiej zobrazować i na szczęście większość wtajemniczonych w moją sytuacje ludzi rozumie ją I CHWAŁA IM ZA TO. Te osoby przy mnie są i po prostu wspierają każdą moją decyzję, mówiąc, że jakiekolwiek kroki podejmę, są ze mną. Tego właśnie mi trzeba. Nie gdybają, a co jeśli to, a co jeśli tamto. W żaden sposób nie próbują na mnie wpłynąć, ani pchać mnie w coś czego nie jestem pewna, tak samo zresztą, jak nie odradzają mi, gdy ja już się na coś zdecydowałam, bo wiedzą, że to nie oni są w tej sytuacji. A co najważniejsze, nie porównują mojej relacji z Bliźniaczym Płomieniem do żadnego przyziemnego związku, czy uczucia. Szanują to, że tak naprawdę wszystko w takiej relacji żyje własnym życiem i nie należy nic przyspieszać i naciskać na szybszy rozwój wydarzeń. TO TAK NIE DZIAŁA.
Za kilka miesięcy mój Bliźniaczy Płomień może zniknąć z mojego fizycznego życia na zawsze i mogę go już nigdy nie spotkać. Jeśli tak się stanie, a ja do tego czasu nie dostanę żadnego znaku, że mam iść z nim szczerze porozmawiać, to nie zrobię tego i zostawię wszystko tak, jak jest. Widocznie TAK MA BYĆ i jest nam to potrzebne do dalszego rozwoju nas samych, gdyż tak naprawdę właśnie to w relacji Bliźniaczych Płomieni jest najważniejsze – swój własny rozwój, a nie zespolenie cielesne z ukochaną osobą. Oczywiście to nie znaczy, że nie chciałabym, aby był ze mną, jak mężczyzna z kobietą, bo bardzo bym chciała. Bardzo bym chciała dać mu to wszystko, co kobieta daje ukochanemu mężczyźnie i tak samo chciałabym dostać to, co dostaje ukochana kobieta od mężczyzny. Ale wszelkie takie pragnienia stały się dla mnie drugoplanowe, a najbardziej na świecie chcę go po prostu KOCHAĆ. Chcę go wspierać w tym co robi i radować się codziennie z faktu, że Bóg mi go dał i że w taki fantastyczny sposób zostało przewartościowane i odmienione moje życie. Nie chcę mu nic nakazywać, ani zmuszać do niczego, bo do wielu spraw musi sam dojrzeć. Tak jak ja. On był tym bodźcem, który we mnie obudził tą całą miłość i to wszystko i tak samo ja dla niego tym jestem, ale każdy ma swój własny czas, w którym dojrzeje i nikt oprócz Boga nie ma na to wpływu. Co z tego, że pójdę do niego i mu powiem, „Wiesz, kocham Cię, a Ty mnie, bo jesteśmy Bliźniaczymi Płomieniami”. Jeśli on w tym momencie nie będzie na to gotowy, to tego nie ogarnie! Do tej pory są jedynie podchody, widzę, że chce porozmawiać, ale się waha, a jeśli się waha, to znaczy, że nie jest do końca gotowy i pewny! Proste i logiczne.
Moja sytuacja z Bliźniaczym Płomieniem jest podwójnie trudna, bo do tego wszystkiego on jest jeszcze księdzem. Osobą, która z punktu widzenia wielu ludzi „nie ma prawa” zakochać się w kobiecie. Ma służyć tylko Bogu, koniec i kropka. I nagle co, chłopak ma „ułożone” życie i pojawiam się JA i wszystko się zmienia. Wszystko w co do tej pory wierzył, znika. Wszystko wywraca się do góry nogami. On nie może się z tego wszystkiego zwierzyć komuś od tak sobie, na luzie, jak ja. On wiele rzeczy musi zachować tylko i wyłącznie dla siebie. Czuje ze mną więź, wie, że jestem mu bliska, ale jednak nic konkretnego nie robi. To jest też dla mnie jakiś sygnał o braku jego gotowości do działania. Prawie codziennie widzę, jaką walkę ze sobą toczy, odbieram jego emocje, słyszę myśli. To wszystko dla Was jest niezrozumiałe, ale dla mnie to codzienność. Nauczyłam się z tym żyć, nauczyłam się czekać, nauczyłam się być cierpliwa. To właśnie cierpliwość jest kluczem do sukcesu w tym wszystkim.
Jeśli Bóg zadecyduje, że trzeba nas jeszcze rozdzielić, OK. Tak, będzie mi przykro i na pewno nie raz w oczach pojawią się łzy, bo nikt z kamienia nie jest. Ale zrobię wszystko żeby ten smutek zagłuszyć i żeby jak najwięcej miłości i światła wysyłać z mojego serca do serca mojego Bliźniaczego Płomienia. Dzięki mojej sile i dzięki Bogu przetrwamy wszystko!

„Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Jeśli wróci – jest Twoje. Jeśli nie – nigdy Twoje nie było.”

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.