Silna

Dopóki nie spotkałam swojego Bliźniaczego Płomienia nie wiedziałam jak silna jestem, jak odważna jestem, jak cierpliwa jestem, jak wiele mam w sobie miłości, jak wiele mam w sobie zrozumienia i przebaczenia. Ale zanim to zrozumiałam, musiałam zmierzyć się z efektem lustra. Mój Bliźniaczy Płomień wyłuszczył we mnie to, co było najgorsze, to co było najbardziej zgniłe. Pokazał mi to wszystko jednocześnie nie mówiąc nic. Wiele razy słyszałam, szczególnie od rodziny, że jestem taka, śmaka i owaka, ale jednym uchem wpuszczałam, a drugim wypuszczałam i miałam ich wszystkich gdzieś. Jego pojawienie się w moim życiu odmieniło mnie totalnie. Zaczęło się od drobnych, a jednak wielkich rzeczy. Na pierwszy ogień poszłam JA sama. Moje zepsute i obolałe wnętrze. Przez codzienne rozmyślania i cofanie się w przeszłość, dotarłam tak daleko wgłąb siebie, że aż poruszyło to mną całkowicie. Przestałam myśleć kategoriami „oko za oko, ząb za ząb”. Takie coś do niczego dobrego mnie nigdy nie zaprowadziło i choć owszem, satysfakcja z „dokopania” komuś była wielka, to nie trwała ona długo, bo potem przychodził wieczór, a ja pogrążałam się w smutku. W smutku z braku osiągnięcia czegoś naprawdę wartościowego. Co z tego, że przez chwilę czułam sie super świetnie skoro później dręczyły mnie wyrzuty sumienia… No co z tego? Nic.
Zaczęłam dostrzegać więcej i rozumieć więcej. Zaczęłam stawiać się w sytuacji ludzi, którym chciałam wyrządzić jakąś przykrość.
-Jak ja bym się czuła, gdyby ktoś zrobił, czy powiedział to mi? – myślałam.
I nie mówię tu o konstruktywnej krytyce, która właśnie może podbudować, ale o totalnym gnębieniu psychicznym, wyzywaniu itd. Za przykład podam chociażby relacje z moim bratem, gdzie kłótnie były na porządku dziennym i gdzie wyzwiska i ogólne obrażanie siebie nawzajem było standardem. Mówię BYŁO, bo już nie jest. Zaczęłam z nim rozmawiać, zamiast drzeć się na niego. Zaczęłam go prosić, zamiast mówić rozkazującym tonem, że ma coś zrobić. Gdy prosiłam np. o posprzątanie blatu w kuchni, a on tego nie robił, to na początku po czterech prośbach, a potem po jednej, robiłam to sama. I wiecie co? Wygrałam. Bo teraz on wie, że blat ma być ogarnięty, bo nie mieszka sam, ale musi dzielić przestrzeń ze mną. To samo z łazienką, gdy zostawiał porozrzucane skarpetki itd. Na początku prosiłam, gdy to nie skutkowało, zaczęłam mu wszystko wywalać do pokoju, na poduszkę, na której śpi. Teraz rzadko mu się zdarza, że zostawi coś na podłodze, bo wie czym to „śmierdzi” ;) Gdy nasze relacje się zmieniły, od razu zmieniła się atmosfera w domu. Teraz jest przyjaźnie i ciepło i chce się tam wracać, bo wiem, że mam tam brata, a nie wroga na froncie. Oczywiście, że czasem się irytuję jego zachowaniem i chętnie dźgnęłabym go widelcem w oko ;) ,ale po chwili mi przechodzi, bo dosłownie czuję, jakby ktoś brał mnie w ramiona i tulił dopóki złość mi nie przejdzie. Negatywne uczucia znikają w kilka sekund i czuję miłość.
Stałam się dobrą osobą. Współczucie dla innych widać u mnie na każdym kroku, a jednocześnie jestem twardzielką, żeby nie dać sobie wejść na głowę. Ta skorupa, którą się otaczałam, pokruszyła się w drobny mak i zniknęła. Dziś jestem jedynie pozytywnie twarda :)
Chcę być światłem i dawać światło. Chcę pomagać ludziom w uzdrawianiu samych siebie, bo widzę po sobie, jak ważne to jest. Jak ważne jest życie ze sobą i ze światem, w którym się żyje, w zgodzie. Symbioza w najczystszej postaci. Jeżeli moje słowa dotrą choć do jednej osoby i zechce ona odmienić swoje życie, swój świat, to już jest powód do radości :)
Przemiana nie zachodzi z dnia na dzień i nie jest to takie hop siup. To wszystko może zająć miesiące, a nawet i lata. Dlatego cierpliwość odegra tu bardzo ważną rolę. Przede wszystkim nie wolno się poddawać. Wiem co mówię, bo kiedyś byłam w tym samym punkcie co większość ludzi teraz. Zdołowana, przybita codziennymi obowiązkami, a do tego ta cholerna samotność, która odbijała się echem po ścianach mojego pokoju… Dzień jak co dzień.
Mój Bliźniaczy Płomień niczym lustro, pokazał mi najciemniejsze zakamarki mnie samej. To zabolało. Ja nie chciałam już taka być! Nie chciałam być zawistnym stworzonkiem, które nosi w sobie wszelkie urazy z przeszłości, w którym niedoskonałość goni niedoskonałość. Fakt faktem, że dziś nadal jestem niedoskonała, ale kocham i akceptuję siebie, a to jest najważniejsze. Kochanie siebie to najtrudniejsza miłość, naprawdę. Ktoś teraz pewnie sobie pomyśli „No jak to, a miłość do Bliźniaczego Płomienia?”. Otóż mój Bliźniaczy Płomień jest mną, a ja nim. Moje minusy odbijają się w nim, a jego minusy we mnie. W jego ciele jest jedna połowa duszy, a we mnie druga połowa i będąc całkiem różnymi ludźmi, razem tworzymy JEDNOŚĆ.
Miłość do Bliźniaczego Płomienia uczy cierpliwości i pokazuje, jak wiele jesteś w stanie znieść. Myślicie, że łatwo jest kochać osobę, w ten, czy inny sposób „zajętą”? Kochać i nie wymagać od niego nic… Ani związku, ani porzucenia dotychczasowego życia. To wymaga ogromu wewnętrznej siły. Kochać bezgranicznie i bezwarunkowo… Wiecie co to znaczy? To znaczy żyć ze świadomością, że on JEST, ale nie możesz stawiać mu żadnego ultimatum. Ale nie „nie możesz” dlatego, że wszyscy dookoła tak Ci mówią, albo że tak właśnie wypada. Nie możesz dlatego, bo tak czujesz i chcesz, bo właśnie tak bardzo go kochasz, że wiesz, że stawiając go pod ścianą, wcale nie okażesz mu miłości, ale pozbawisz wszelkiej wolności i wywleczesz na powierzchnię swój własny egoizm.
17 lutego minie dopiero rok od „pierwszego” spotkania z moim Bliźniaczym Płomieniem, a ja mam za sobą już tyle lekcji życiowych, że jak o tym pomyślę, to aż jestem w szoku. To, co osiągnęłam przez 12 miesięcy, niektórym ludziom nie udaje się osiągnąć przez lata!
Zastanawiam się teraz, która z „lekcji” była dla mnie najważniejsza… Wszystkie były BARDZO WAŻNE i bez nich dziś nie byłabym tym kim jestem, ale tak myślę, że gdybym mogła wybrać jedną, wybrałabym to, że nauczyłam się PRZEBACZAĆ. Ale więcej o tym w najbliższej przyszłości :)

2 Komentarze

  1. Mam to samo, nauczyłam sie przebaczać :) miałam podobnie jak Ty po spotkaniu z BP poznałam najgorsza wersje siebie. Nawet nie wiedziałam co we mnie wstąpiło, byłam okropna, odsetkami BP cios za cios, oboje robiliśmy z precyzja neurochirurga :) ja BP nie widziałam od lat. Czasami jak juz Ci pisałam widuje osoby podobne do niego.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.