Błękitne, iskrzące się COŚ

Wspomniałam wcześniej, że pewnego dnia, zanim poznałam swój Bliźniaczy Płomień, obudziłam się nagle w nocy i zobaczyłam w bloku naprzeciwko błękitną, iskrzącą się postać. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak wiele ma ona wspólnego z Bliźniaczym Płomieniem, bo przecież nawet jeszcze nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Ha, jak wielkie było moje zdziwienie i jak wielki był mój szok, gdy „przypadkiem” dowiedziałam się, że jednak MA.
To był taki czas, że ja, głodna informacji o Bliźniaczych Płomieniach, wertowałam internet w poszukiwaniu coraz to lepszych rewelacji. No i tak sobie czytam jedną z anglojęzycznych stronek i nagle oczy, jak 5 złotych:
„Czasem zauważasz iskierkę światła. Błysk tego światła ujawnia się w kolorach złotym, srebrnym, niebieskim albo fioletowym i może przybierać różne rozmiary, na różny okres czasu, zazwyczaj nie dłużej, niż na 1 sekundę. Właśnie wtedy wkraczamy na wyższy poziom świadomości, by doświadczyć tego, co jest między tym, co nasz oczy fizycznie nam pokazują. Widzimy swój Bliźniaczy Płomień, który istnieje, jako ten błysk światła na wyższej częstotliwości. To jest również coś, czym my jesteśmy.”
I dalej…
„Pewnego dnia zjednoczysz się ze swoim Bliźniaczym Płomieniem, co uwidoczni się w kolorze niebieskim.”
Oj długo po tym nie mogłam się pozbierać. Nie mogło to do mnie dojść, że mój Bliźniaczy Płomień zanim pojawił się w moim życiu fizycznie, to objawił mi się w takiej właśnie postaci. Wyjaśniałoby to też fakt, że owa postać szła w stronę kościoła… Te kilka sekund zapadło w moich myślach na zawsze.
Od jakiegoś czasu mam ochotę to narysować albo namalować. Wyobraźcie sobie błękitną, iskrzącą się postać, która bez wątpienia miała kształt mężczyzny… Takie coś właśnie widziałam, a kilka dni później poznałam swój Bliźniaczy Płomień i… WRÓCIŁAM DO DOMU :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.