Rzecz o Bliźniaczych Płomieniach

Kiedyś szukając różnych informacji na temat Bliźniaczych Płomieni, znalazłam w internecie taki wpis kogoś, kto znał się na rzeczy, bo sam tego wszystkiego doświadczył:

 ”Kiedyś obiecaliśmy sobie, że spotkamy się w realnym świecie, gdzie wiara w miłość dawno upadła. Obiecaliśmy sobie, że wiarę tą odbudujemy zaczynając od siebie. Odnajdując się doświadczyliśmy prawdziwej miłości – boskiej miłości. I choć trudno było nam na początku zrozumieć to, co dostaliśmy, to nauczyliśmy się, że to co otrzymaliśmy jest wyjątkowe i prawdziwe. Byliśmy kiedyś jednością, wielką miłością. Przychodząc na świat wspomnienie o tym uczuciu zostało zasiane w naszych sercach. Rolą naszą było wpierw odnalezienie tego ziarna, później pielęgnowanie go. Musieliśmy zasadzić ziarno w ziemi wiary podlewając wodą z rzeki marzeń. Wiele ludzi zapomniało o tym ziarnie. Wszystko wymaga pielęgnacji. Jednak każdy człowiek przychodzi na świat z uczuciem, że jest mu ktoś przeznaczony. To przeczucie to właśnie to ziarno. Nazywają to drugą połówką jabłka, drugą połówką – i słusznie. Coraz głośniej i częściej mówi się o Bliźniaczych Płomieniach. Bliźniaczy Płomień to nikt inny jak Ty sam! Tak! Na początku trudno jest to zrozumieć, jednak później jak się wczytasz i zastanowisz nad tym, to zrozumiesz. Byliście jednością. Postanowiliście inkarnować jako dwie jednostki w tym samym czasie na ziemi. Przeznaczone Wam było się spotkać. Spotkaliście się, a wasze serca przepełniła miłość. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak… Nie potraficie przestać o sobie myśleć: od tych przemiłych aż po te najgorsze. Gdy tylko jesteście blisko siebie wszystko buzuje w Was, jakby miało zaraz coś wybuchnąć! Boicie się tego, uciekacie od siebie, staracie się wrócić do „normalności”. Jednak czujecie w sobie, że nic nie będzie takie, jak kiedyś…”

Piękne i prawdziwe. 

18 Komentarze

  1. O matko!! Zaparło mi dech, czytałam i czytałam i płakałam.Dlaczego nie mówią o tym w szkole, w domu??? Nie wiem czy Twoje czy moje życie było dziwniejsze..spotkałam swój TF mając 14 lat. O tym czym jest to, co jak sądziłam niszczy mnie, moje plany i psychikę dowiedziałam się po 18 latach!! wreszcie zrozumialam ze nie ma przypadkow! Że Bóg nie wykańcza mnie ale błogosławi. Mój TF jest mądrzejszy.Był wierny sobie i udalo mu sie w nic powaznego nie wplatac.Ja uciekałam…w rodzine, dom, męża, obowiązki.Dziś rozumiem, ze to było nieuchronne, cykliczne. ..Gdybyś chciała porozmawiać, byłoby cudownie.Serdecznie Cię pozdrawiam i biorę sie za dalsza lekturę:)

  2. Dziękuję Ci za ten komentarz :)
    18 lat??? Wow, ja się dowiedziałam po pół roku od pierwszego spotkania.
    Chętnie porozmawiam z Tobą :)
    Pozdrawiam :)

  3. Pamiętam dokładnie jak jako bardzo młoda dziewczyna zastanawiałam się dlaczego mimo wielu różnych związków, nie jestem w stanie się zaangażować. Mądra osoba parę dni temu powiedziała, że miałam wewnętrzny barometr. Z tym co przeżyłam z Nim nic innego nie jest w stanie się równać. Nie dlatego, że nie ma fajnych, mądrych facetów. Tylko dlatego, że nie czujesz przy Nich „domu”. Po tylu latach, jako całkiem duża, mam znów szansę. Kiedy już wiem, że to nie szaleństwo, pozostaje uporządkować życie. Tobie, tak jak mojemu TF będzie ciężej, Ty jesteś tą czekającą stroną. Z własnego – koszmarnie długiego uciekania, wiem – jak ważna jest świadomość że On czeka. Czekaj, choćby wydawało się to bez sensu, niemożliwe, za długie. Konsekwentnie i bez oglądania się na to jak to wygląda!!!! A wygląda – cóż, megadziwnie :)

  4. Jesteś Runnerem?! Niesamowite! :D Jesteś drugim Runnerem, jakiego poznałam! Twój punkt widzenia bardzo się przyda na łamach tej stronki. Jest bardzo mało relacji tej drugiej strony, która ucieka. A dla nas, Chaserów, to bardzo ważne, żeby móc Was zrozumieć :)
    A co do czekania, to zawsze będę na niego czekać. Nieważne ile czasu to wszystko zajmie, nawet gdy przyjdzie do mnie jako staruszek, to ja i tak mu powiem: CZEKAŁAM :)

  5. :) Jeśli się przydam, służę oczywiście. Zabawne, zawsze sądziłam, że to On uciekał. Nie wiem jak mogłam tak sądzić. Bo to właśnie On trwał – co chwila mnie w tym upewniając. A ja wtedy myślałam – ok, jest! To żyjemy dalej. Ileż On lat stracił, choć to kim dziś jest, jest imponujące. Nie mówię o rzeczach materialnych tylko o postawie życiowej, cieple, wierze, uporze i niesamowitej ilości pasji. Prawdę mówiąc, nie dorastam Mu do pięt. Dlatego, Wasza strona jest chyba z jednej strony trudniejsza – ale może de facto bardziej wartościowa. A zaczęłam uciekać bo bardzo mnie zranił – co ciekawe, do tego momentu On uciekał. A teraz nikt nie ucieka, tylko życie jest bezwzględne…ale damy rade, musimy!

  6. A czy możesz opowiedzieć swoją historię? :) Jak się poznaliście,jak do tego doszłaś, że to Ty uciekasz itd. Wszystko, co mogłoby pomóc wszystkim zrozumieć :)

  7. hmm:) poznalismy sie w wieku nastu lat.W dosc dziwnych okolicznosciach.w innym niz mieszkamy miejscu.Od 1 momentu wiedzialam ze to jest to.Wiedzialam, ze mimo mlodego wieku, znalazlam.On mimo zakochania urwal kontakt.Spotkalismy sie fizycznie po 2 latach.W tym czasie myslalam ze oszaleje.Probowalam zyc dalej, spotykac sie z roznymi chlopakami, ale nie dawalam rady. Kazdy byl nie taki, nie byl nim.Powoli przestawalm o nim mowic.Wyznaczalam sobie nagrody za dzien kiedy nie myslalam o nim.Liceum to bylo pieklo. Do momentu spotkania. Tak zaczela sie przyjazn, udawalismy ze wtedy nic nie bylo.Powoli uczylismy sie zyc obok.Zrozumialam ze tylko ja cos czuje, wiec udowadnialam ze nic dla mnie nie znaczy.Niestety tragedia zaczela sie kiedy i On to udowodnil, uwodząc moją najbliższą przyjaciółke.Nie umiem powiedziec dlaczego zawsze uwazalam ze to Jego wina.Nigdy nie mialam do Niej pretensji.On zrozumiał i probował to naprawic ale skłamał.Moze gdyby sie przyznal, bylo by inaczej.Wtedy podjelam decyzje, ze koniec tej destrukcji. Oczywiscie, natychmiast to On zaczął działac.Ale bylam nieugięta.Dosc szybko spotkalam mądrego i dobrego czlowieka,ktory mnie kochał.Wyszlam za mąż.To jak sie wydawalo zalatwialo wszystko.Ale nie zalatwilo.On walczyl, ja uciekalam.On sie zmienial, powaznial,dojrzewal.Ja sie gubilam coraz bardziej.Az małzenstwo nie wytrzymalo.Wtedy wzielam sie w garsc. Postawilam na rozwoj.Zrealizowalam wiekszosc zamierzeń.Trwalo to 8 lat.On w tym czasie kilkukrotnie sie zareczal, co zawsze przyplacalam chorobą.Do zadnego ze slubow nie doszlo.Wtedy ja postanowilam przestac oszukiwac siebie, rodzine,przyjaciol i mowic znow o tym.A on postanowil czekac az poukladam wszystkie sprawy.Zrozumialam ze nie mam prawa Go winic, bo to ja ucieklam, dopiero ostatnio.Dopiero wtedy kiedy wybaczylam i zaczelam szukac info o tym co to jest.Wtedy po blisko 20 latach walki z rpzumialam ze walczylam ze soba.Nie znalam tego schrmatu, nie spotkalam nikogo kto by o tym mowil.Dopiero z netu dowiedzialam sie ze nie zwariowalam.Ze tysiace ludzi przezywa podobne cierpienia.Wtedy dotarlo do mnie kim byłam i jak bardzo ranilam.Tylko dlatego zeby znow nie cierpiec.Ucieczka nie daje ulgi.Daje pieklo na ziemi.Dzis, jetem gotowa.Jesli n
    bedzie trzeba teraz ja bede czekac.Tak dlugo jak bedzie to konieczne.Glosno mowiac o tym co czuje.Juz sie nie boje odrzucenia.Boje sie wyłacznie dalszych lat przezytych ze swiadomoscia ze nic nie zrobilam.O telepati nie musze wam pisac, o podobienstwie nawet fizycznym, tez nie, wiec zrozumiecie ze znaki sa pozytywne.Pytanie czy teraz On nie ucieknie….ale to zostawiam juz Bogu. Mam nadzieje ze nie doswiadczycie tak dlugiej drogi!

  8. Strasznie się wzruszyłam czytając Twój komentarz… To niezwykłe, straszne i piękne zarazem. Współczuję Wam, ale tak widocznie miało być. Jak czytam historie innych Bliźniaczych Płomieni, to powiem Ci, że u mnie to jakoś tak dość szybko to poszło. Mój Bliźniaczy Płomień pierwszy raz spotkałam 17.02.2013 r. a pół roku później już wiedziałam, co nam jest. Ale oczywiście muszę wspomnieć, to co wszystkie Bliźniacze Płomienie wiedzą od samego początku, czyli, że WIEDZĄ, ŻE COŚ WIEDZĄ, ALE NIE WIEDZĄ, CO WIEDZĄ ;) I ja od pierwszej sekundy czułam, że wszystko to jest wyjątkowe, że go znam, że go kocham, ale jednak racjonalne myślenie mi się włączało. Dziś jestem tak daleko na swojej drodze, że czasem się dziwię, jakim cudem ja tutaj aż dotarłam. Jakim cudem ja już mam tak ogromną wiedzę itd.
    Póki co, wszystko u mnie dzieje się na bieżąco. On JEST i wszystko dojrzewa i toczy się swoim torem. Zobaczymy, jak to dalej będzie. Najbliższe tygodnie powinny wiele wyjaśnić ;)
    Ściskam Cię mocno za siłę i odwagę, którą w sobie masz :) Dziękuję :)

  9. To jest to co w tych historiach mnie najbardziej nurtuje.Schemat.Przeiez na pierwszy rzut oka sa inne.Jest to po prostu milosc od pierwszego wejrzenia czesto nie spelniona albo przerwana.Ale po lekturze kolejnej histori- to udrzajace podobienstwo wrazen, przezyc,uczuc.I ta wydajaca sie wariactwem teza i wiedza.Dodatkowo znaki.Probowalam je ignorpwac.Yraktowac jak wytwor wyobrazni czy wrecz powod do leczenia.Ale to nie jest wariactwo.To sa takie same fakty jak to ze widzimy jaki kto ma kolor wlosow. I znowu mozna mowic o nadwrazliwosci, zakochaniu itd…ale na mily bog, 15 lat? A teraz czytam Wasze historie i okazuje sie ze to sie uklada w schemat.W tym co piszesz uderzylo mnie to ze ja tez bylam na tym etapie po ok 0,5 roku.Wtedy tez bylam na bank pewna i duzo madrzejsza niz jako dorosla.Ale jego niepewnosc, chec odciecia, ludzie w okol i wreszcie duma- zrobily swoje.Wtedy watpliwosci zrobily swoje.Jeszcze sie zakochasz, kazda milosc jest inna, to tylko chemia! Znacie te frazesy?Jednak chemia po 20 latch?w stosunku do kogos z kim spedziles cale zycie jako przyjacielem? Tak niezmienna? I to wrazenie bezdyskusyjnosci, ponadczasowosci, braku wymagań, az wreszcie zdumiewajaco dziwmych wspolnych „ja teżów”, zainteresowań, innych niz wszystkich i w koncu marzeń o ktorych nikomu nie mowilaś, wiec skad On to wie?Mimo drastycznych roznic w zyciorysach, innch drogach, innych wiarach, innych rodzinach, szkołach, karierach.Mimo tego ze nie mamy prawa rozumiec sie – patrzac w oczy – juz wiemy.Do tego bzdury, typu ubiór, zapachy, muzyka…To przetrwalo probe czasu- wszystkie – ” daj spokoj”.Wszystkie zbiegi okolicznosci i dobre rady,milostki, romanse, fascynacje.Teraz poza wyborem serca jest to tez wybor umyslu.Swiadome dzialanie i plan, po obu stronach. Powinniscie sie poznac..Jego wybor – jesli ma powolanie moze byc druzgocący.Nigdy nie powinas byc przyczyna tego dylematu.Jesli to zrobi to tylko dlatego ze tego chce i czuje.Niestety choc wiesz, to moze byc dopiero początek. Oby nie! Ogromnie Wam życze aby nie bylo dylematow.Jednak to sie przytrafia wylacznie uduchowionym, stad dylematy to pewna stala. Jestem ogromnie ciekawa, jak zrozumialas co to jest. Czy znalas te teorie? Ścisk mocno!!!

  10. Tak, zgadzam się z Tobą. Niby każdy jest inny i wszystko jest inne, a okazuje się, że działa „tak samo”.
    Ja na początku traktowałam to jako zaburzenia psychiczne, zwalałam na brak faceta, na kryzys jego powołania itp. Zwalałam na wszystko, ale w głębi duszy doskonale wiedziałam, że to jest prawdziwe. Ponadto za każdym razem, gdy na coś zwalałam, to dostawałam intensywny przekaz, znak, że nie jest tak, jak myślę, ale ma to wszystko jednak głębsze znaczenie. Ale to racjonale myślenie brało jednak wtedy górę i czytałam dużo historii typu „Zakochany ksiądz”, „Zakochana w księdzu”. Myślałam wtedy, Boże, jak jak ja wpadłam…i wyjść nie mogę!!! Pytania DLACZEGO JA, DLACZEGO ON, padały codziennie, ale przez większość czasu i tak poddawałam się tej miłości, bo znaki mówiły same za siebie. Kiedyś spojrzałam mu głęboko w oczy i ze łzami powiedziałam potem przyjaciółce: Ja zobaczyłam w jego oczach siebie!
    O Bliźniaczych Płomieniach nie miałam kompletnie pojęcia. I to mnie zdziwiło, bo ja przez całe życie byłam związana z mistyką, astrologią itp. Całe moje życie, to jedna wielka „magia”. Jak zrozumiałam co to jest? Wiąże się z tym (dla mnie) najstraszniejsza historia z możliwych. Mój Bliźniaczy Płomień w lipcu zniknął. Po prostu gdzieś wyjechał i tyle. Ja o tym nie miałam zielonego pojęcia i to co wtedy zaczęłam odczuwać, przeżywać… O mamo… ten ból, to rozdzieranie od środka, ten płacz, te myśli, żal, rozpacz, jakaś depresja, jakieś dziwne bicia serca, ból głowy przeogromny i to odczucie, że to nie tylko mój ból… Czułam, że jeszcze chwila i się rozpadnę… Leżałam na zmianę na łóżku i na dywanie i błagałam Boga żeby mi pomógł, ulżył, bo ja już nie daję rady… Prosiłam o śmierć, bo nie chciałam żeby mnie wszystko tak bolało… I następnego dnia po tych prośbach dostałam SMS, taki jakby od tych wróżek, co tak nagabują na wróżenie… I tam było napisane coś w stylu „on jest na pewno Twoją miłością karmiczną”. Więc pomyślałam, że sprawdzę o co chodzi, no i zaczęłam szukać w necie jakichś informacji. I na końcu artykułu, który mi rozjaśnił zagadnienie miłości karmicznej była wzmianka, że więcej na ten temat w artykule o Bliźniaczych Płomieniach. To również od razu sprawdziłam. No i się zaczęło… A tak się wtedy rozpłakałam… masakra…
    Wiem, że powinniśmy ze sobą szczerze pogadać, bez żadnych oczekiwań, ani nic. Ale wiem również, że nie mogę na niego z tym wszystkim naciskać. Sytuacja dla niego łatwa nie jest i wiem to doskonale, bo to czuję. Wiem, że on codziennie od ponad roku toczy ze sobą walkę. Coś, czego był kiedyś bardzo pewny, nie jest już takie pewne. Mówię o jego powołaniu. Wiem, że patrzy na mnie i myśli „Znam ją i kocham”, ale po chwili zastanawia się, czy to możliwe… I tak w kółko. Czasem widzę, że chciałby na mnie nie patrzeć, ale nie może, nie może się od tego powstrzymać. Pewnych rzeczy nie da się ukryć. Ja już nie próbuję…
    Nie zamierzam słuchać żadnych rad ludzi, którzy tego nie przeżyli. Może to brutalne, ale w tej kwestii niestety takie osoby NIC nie wiedzą. Jeszcze na początku przejmowałam się gadaniem w stylu ” daj se spokój”. Dziś mam to… gdzieś. Wiem, co czuję i widzę, co się dzieje. Nie chcę wyjść na jakąś bezduszną istotę względem innych, no ale sorry, NIE i już. Dobre rady mogli mi dawać przed 17.02.2013 r. Po tej dacie wiem swoje i jeszcze wszyscy się przekonają, że mam rację, choć naprawdę nie zamierzam na siłę nic nikomu udowadniać.
    Nie wiem, jak nasza znajomość się potoczy. Nie liczę na nie wiadomo co. Liczę jedynie na szczerość i zrozumienie. Nie muszę z nim być, ani wyrywać go z obecnego życia, czy też dążyć do kontaktów cielesnych… Chcę jedynie wiedzieć, że JEST i że BĘDZIE. To mi wystarcza. Ja już teraz jestem szczęśliwa. A gdybym mogła z nim być, stworzyć normalną rodzinę, to oczywiście byłby to piękny prezent od Boga. Ale tak, jak mówię, nie dążę do tego za wszelką cenę. Za bardzo go kocham żeby cokolwiek mu narzucać. I chciałabym żeby to właśnie wiedział. A czekać i tak zawsze będę. Nie wiem, jaki Bóg ma plan, choć od początku czuję, że nam się uda i będzie dobrze :)

  11. Amen!
    W moim bardzo bliskim otoczeniu jest taka rodzina. On był zakonnikiem, odszedł, trwało to długo ale im się udało.Mają teraz malutkiego synka.Pan im pobłogosławił.Sąsiedzi patrzyli drwiąco, a jeden z nich powiedział.Czy wy wiecie ile ten człowiek zrobił dobrego. Jego misja widocznie się już skończyła i ma być mężem i ojcem. I chyba tak jest. Dziecko – bo przecież po owocach się poznaje – jest dowodem tego błogosławieństwa.
    Mój TF – zrobił dokładnie tak jak Ty to opisujesz. Przeczekał, wszystkie moje idiotyczne pomysły. Był wtedy kiedy Go potrzebowałam – zawsze.Gdyby odszedł, może szybciej podjęłabym decyzję. A teraz choć wiem, że się uda, wiem też że to nie koniec. I ta wiedza, która zawsze się sprawdza – jest podstawą tej magii. Ona jest szczególnie silna, kiedy jest się razem.Wtedy właściwie nie trzeba rozmawiać. Tak, uważam że umiem czytać w Nim i wiem, że On też to potrafi. Tak jest od początku! Gdzieś przeczytałam ze w przypadku TF – jedno słowo, jedn gest tego drugiego może sprawić że wybaczy, że zawróci z danej, obranej drogi. W innych przypadkach nie wystarczą eseje. To też jest charakterystyczne.
    I coś jeszcze – samotność. Pomimo tłumu obok – nikt Cię nie rozumie. Nikt nie wie dlaczego Ci nie przechodzi. Dlaczego uparcie wierzysz, że to ma sens. Kiedy dotarło do mnie, że naprawdę ma, najbardziej nie miało…A jednak miało:) Dlatego wiem, że masz rację:) Choćby nie wiem jak absurdalne to było, to On dla Ciebie nie jest żadnym księdzem.Tak jak ja dla Mojego nie byłam niczyją żoną. Swoją drogą ciekawy może być powód jego kapłaństwa. Może był nim brak, który odczuł jako niemożność związku….Mam nadzieję, że porozmawiacie i wtedy wszystko co Was spotkało, nabierze wreszcie sensu.Bo odsłoni się wielki plan:) A wiem, że tak będzie!

  12. Dokładnie.
    Pierwsze minuty po tym, jak go zobaczyłam, to było zadanie sobie pytania: dlaczego on ma na sobie TO ubranie… przecież on żadnym księdzem nie jest! Tak bardzo to czułam i czuję nadal.
    A co do jego kapłaństwa, to owszem, jest coś w tym, co mówisz, bo gdy dawno temu, leżąc w łóżku, zapłakana, zapytałam: dlaczego on jest księdzem??? To dosłownie w głowie usłyszałam, że po co pytam, skoro wiem. I tak się zdziwiłam, że usłyszałam jakiś głos i pomyślałam, że no chyba faktycznie wiem i ten głos powiedział,żebym powiedziała to teraz na głos. I powiedziałam: dlatego, bo nie wiedząc czemu, wiedział, że z żadną inną kobietą nie ułoży sobie życia…
    Wewnątrz wiedział, że czeka na mnie! Tylko na mnie.
    Do tego dochodzi jeszcze jego poprzednie wcielenie… Kapłaństwo to jego pokuta za stare czasy. Bóg już mu wybaczył, ale jeszcze on musi wybaczyć sobie. I zrobi to. Jest już bliski :)

  13. Tak z czystej ciekawości, wiesz jak On się nazywa? Nie pytam oczywiście o nazwisko, tylko o wiedzę. Bo zastanawia mnie od jakiegoś czasu kwestia poczucia przynależności. Tego,że to konkretne imię, nazwisko Ci pasuje a inne nie. Zastanawiam się czy tylko ja tak mam, czy to jest znów schemat.

  14. Wiem jak się nazywa i jak ma na nazwisko :) Dla mnie to najpiękniejsze imię na świecie, a szczególnie jego zdrobnienie ;) Z tym zdrobnieniem mam taką fajną historię, bo jest taki pewien film, gdzie podczas mojej ulubionej sceny, to zdrobnienie tam pada :) I gdy pierwszy raz obejrzałam ten film, to obiecałam sobie, że kiedyś pojadę w te rejony i też wypowiem to w taki sposób, w jaki było wypowiedziane :D I tak też się stało :D Byłam tam w 2011 r. i zrobiłam, jak sobie obiecałam :D 2 lata później pojawił się ON :)
    Z jego nazwiskiem też fajna sprawa, bo od zawsze powtarzałam, że powinnam mieć tak na nazwisko :D
    A poza tym nasze daty urodzenia (dzień i miesiąc) składają się z tych samych 3 cyfr :D Mój miesiąc jest drugą liczbą jego dnia urodzenia, a jego miesiąc jest drugą liczbą mojego dnia urodzenia :D

  15. Ha, czyli jednak! Serio- nie znając Go – chciałaś się tak nazywać? Niesamowita sprawa z tym imieniem…Wczoraj powiedziałam mojej przyjaciółce – że jakby się tak nie nazywał, to chyba bym to wymyśliła!! Jest ode mnie starszy o 11 dni! :)

  16. Serio, serio :)
    W ogóle nazwisko panieńskie mojej babci, to druga forma zdrobnienia jego imienia z zamianą dosłownie jednej literki z „u” na „a” :)
    Mój jest starszy ode mnie o 9 lat, ale ja tego nie czuję :)

  17. Ja też uwielbiam imię mojego Bliźniaka, normalnie drżę gdy je słyszę :)
    maRTa i paTRyk, uwielbiam je wymawiać…
    W naszych imionach i nazwiskach, łącznie jest po 11 literek :D
    Bliźniak jest młodszy o 7 lat, ale ja też, kompletnie tego nie czuję :)

  18. Mój bliźniak jest starszy o 12 lat oboje jesteśmy smokami ,a to niezwykłe dość bo własnie co 12 lat powtarza się rok smoka.
    Też nie czuję żadnej różnicy wiekowej, śmieszne jest też to ,że ja jestem lew ,a on wodnik czyli opozycje w zodiaku , na dodatek w horoskopie wchodzi mi do domu 12 czyli karmy i z planetami, które oznaczają telepatię, jasnowidzenie, współodczuwanie.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.