Jak to się zaczęło (cz.1)

Tego wpisu nie zacznę od wytłumaczenia, czym jest Bliźniaczy Płomień. Na razie napiszę, co takiego się stało, że w ogóle ta nazwa stała się nieodłączną częścią mojej codzienności.
Mogłabym napisać, że wszystko stało się tak nagle, ale jak patrzę na to z perspektywy czasu, to widzę, że ja od urodzenia byłam na to przygotowywana. A wiedząc to, co wiem dziś, powiem nawet, że urodziłam się z konkretnym planem.
Zawsze byłam INNA, zawsze czułam się inna. Nie mówiłam o tym za głośno, żeby ludzie nie myśleli, że jestem przepełniona pychą, choć wiem, że i tak właśnie w ten sposób myśleli. Ale co ja na to poradzę, że taka po prostu byłam. Nigdy sztuczna, zawsze prawdziwa. Non stop towarzyszyło mi uczucie, że ludzie nie do końca
mnie rozumieli i tak jest do dziś… Ale dziś, to przynajmniej wiem dlaczego i szczerze mówiąc, to nikomu się nie dziwię.
Gdyby ktoś opowiedział mi tą całą historię, to nie wiem, czy bym uwierzyła. Jestem taką osobą, która musi zobaczyć, aby uwierzyć. Ktoś powie: „A Bóg? Nie widzisz Go, a wierzysz…” Otóż Kochana Osobo, Boga widzę codziennie we wszystkim. W słońcu, w miłym geście, w uśmiechu, w płaczu małego dziecka. Jest w kwiatach, w muzyce, w wierszach, które piszę. Jest we mnie, jest w Tobie. Bóg to miłość, Bóg to WSZYSTKO.
Dziś wiem to bardziej niż kiedykolwiek i bardziej niż kiedykolwiek odczuwam Jego obecność. Czekał na mnie tyle lat. Uczył, dawał nauczki, BYŁ.
W kościele nie było mnie wiele lat, a gdy wróciłam, Bóg przyjął mnie z otwartymi rękoma, przytulając do serca. Teraz już zawsze chcę być blisko Niego i żyć zgodnie z Jego wolą, mimo że nie zawsze muszę się z nią zgadzać.
Ludzie boją się Boga, boją się gniewu bożego. Modlą się do Niego, ale drżą ze strachu, że choćby najmniejsze odstępstwo od Jego drogi, a będą ukarani. Ja się Boga nie boję. I to nie dlatego, że uważam się za lepszą niż jestem, nie. Ale dlatego, że wiem, że mnie
bezgranicznie kocha i chce dla mnie jak najlepiej.

Nie pamiętam dokładnie, ale albo pod koniec stycznia 2013 r. albo na początku lutego 2013 r. zerwałam się nagle w nocy i od razu podeszłam do balkonu. Otworzyłam go, spojrzałam przed siebie na blok naprzeciwko i doznałam szoku. Patrzyłam i nie wierzyłam w to co widzę… W oknie na pierwszym piętrze zobaczyłam błękitną, iskrzącą się postać… Kilka razy szybko zamrugałam i przetarłam oczy. Nie spałam, ani nie byłam w półśnie. TO się działo naprawdę! Postać miała męską posturę, szła powoli przed siebie, twarzą skierowana w kierunku kościoła… Jeszcze wtedy nie wiedziałam, jakie to będzie miało w przyszłości wielkie znaczenie…
Patrzyłam na tą postać kilka sekund, nie bałam się, ale byłam po prostu zdziwiona, że jestem całkiem świadoma a tu widzę coś takiego. Gdy postać zniknęła za ścianą, to jeszcze chwilę obserwowałam to okno, myśląc, że może zaraz do mnie wyjrzy albo coś, ale nic się nie działo. Zamknęłam balkon i poszłam spać z mnóstwem pytań w głowie. Następnego dnia pierwszą rzeczą jaką zrobiłam, było sprawdzenie w internecie, czy odnotowane są jeszcze takie przypadki, ale nie znalazłam kompletnie nic. Ani jednej wzmianki na ten temat, a wpisywałam w wyszukiwarkę różne hasła. Strasznie mnie to gryzło, dlatego powiedziałam o tym babci. Wiem, że ona bardzo sceptycznie podchodzi do takich spraw jednak tym razem podeszłą do tego inaczej. Nie powiedziała (jak zwykle), że zwariowałam, ale powiedziała jedynie, oby to nie było nic złego. Zaprzeczyłam, bo nie czułam lęku, ani nic z tych rzeczy, ale jakieś takie dziwne uczucie, mieszankę radości i błogości. Nie miałam bladego pojęcia, że kilka dni później doświadczę czegoś niesamowitego, czegoś, co jest związane z tą błękitną postacią…
Ale o tym, że to jest ze sobą powiązane miałam dowiedzieć się dopiero parę miesięcy później.

2 Komentarze

  1. Bardzo ciekawie i interesująco ta opowieść się zaczyna. Nie mogę się już doczekać kolejnych wpisów.
    Powodzenia :-)

  2. Hej. Zaczęłam czytać i ……. mogłabym napisać tak samo.
    Tak jak gdybyś pisała o mnie.
    Tyle tylko, że ja nie zobaczyłam żadnej postaci przez okno, ale …….. podwójną tęczę. Zaraz po przebudzeniu, przy pierwszym spojrzeniu przez okno. To było cudowne!!!
    Pozdrawiam. :)
    Odebrałam to jako znak. Dobry znak!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.