Spodziewane niespodziewane

Hejka :)

Jeśli jest jeszcze na sali ktoś, kto nie wierzy w siłę PLANU, to przeczytajcie to, czym chcę się z Wami podzielić :) Bratni w roli głównej ;)
Jakiś czas temu powiedziałam przyjaciółce, że jeśli zostanie zorganizowane pewne spotkanie i będzie wstęp wolny, to uwierzę w siłę tęsknoty ;) Nie zdziwił mnie fakt, że tak właśnie się stało i do tego doszło. Chciałam i właściwie miałam na nie iść, ale na kilka godzin przed – zrezygnowałam. Dosłownie mówiąc – STCHÓRZYŁAM. Dlaczego stchórzyłam? Bo nie widziałam Bratniego od 5 miesięcy, bo mam jeszcze swoje paranoje związane z tym, że jak się w coś zaangażuję, to zaraz ktoś mi złamie serce itd. W każdym bądź razie nie poszłam, nie zobaczyłam się z Bratnim, choć wiem, że oczekiwał, że tam będę. No i się zaczęło. Żal mi dupę ściskał. Na wieczór zaczęłam płakać i dostałam duszności, których już BARDZO DAWNO nie miałam. Gdy płakałam i przepraszałam w myślach Bratniego, nagle prawie pod oknami usłyszałam, jak jakiś facet mówi z wyrzutem: nigdy w życiu nie znałem takiej baby!
No to super, se pomyślałam… Zasnęłam, ale następnego dnia nie było mi wcale lepiej. Czułam, że zawiodłam i źle mi z tym było. Wróciłam do domu, odpaliłam fejsa i zobaczyłam, że mam wiadomość od przyjaciółki, a tam info, że Bratni w sobotę będzie rzut beretem od mojego domu. Nie było opcji, musiałam tam iść :) Wzięłam więc psa i poszłam. Na miejscu było mega dużo ludzi: jak ja go tu znajdę myślałam… I nagle go usłyszałam i widzę, jak ręce podnosi, mówiąc, że jest tu :D Oczywiście nie było to konkretnie do mnie, ale wiecie ;) No właśnie :D :D :D
Trochę go wmurowało, gdy mnie zobaczył. Nie, nie podszedł, bo obowiązki itd. Chciałam jakoś do niego podejść, ale dziki tłum skutecznie mnie od tego odciągał. Siedziałam sobie z dala od tłumu, od niego, na kamyku i bawiłam się z psem. Zadzwoniłam do dziadków i rozmawiając z babcią mówię jej, że właśnie widzę panią, która ma psiaka podobnego do mojego, nieżyjącego już, zwierzaka. Wzruszyłam się, bo normalnie skóra zdjęta z mojego Maxa. Po jakimś czasie napisałam do przyjaciółki, że nie ma opcji, żebym się dopchała do Bratniego i że idę już do domu. Bratni zdążył mi zniknąć z oczu w tłumie, no i cóż. Wychodzę, a tu nagle pani z „Maxem” idzie, no i mój psiak i jej zaczęły się bawić, więc razem wychodziłyśmy z parku. Idziemy, idziemy, przeszłyśmy dość spory kawałek, nagle szarpnięcie, mój pies został w tyle, więc się odwracam, a tu Bratni idzie centralnie za mną :D SAM :D Najnormalniej w świecie powiedziałam mu z uśmiechem CZEŚĆ :D Jakby to było coś, co właśnie miałam zrobić, odwracając się :D Jak zaprogramowana jakaś :D On do mnie CZEŚĆ, WITAM :) Padłam, myślałam, że skrzydeł dostanę i odlecę :D Był zszokowany, totalnie zaskoczony, że się odezwałam i że w ogóle to wszystko się stało. Zadygotał, jak Bliźniak, a moje serducho zaczęło tańczyć :D :D :D Było tak pięknie, świat dookoła oszalał chyba :D :D :D
Wydawało mi się, że chce mi podać rękę, ale ja się akurat odwróciłam, bo babeczka, która ze mną szła, coś tam powiedziała, nawet nie wiem co :D Gdyby tej babki ze mną tam nie było, to ja i Bratni bylibyśmy jedynymi osobami na tej trasie. I pewnie zamienilibyśmy więcej słów, ale nie ma tego złego, bo przed nami tyle spotkań, że głowa mała :) Nie ma tego złego, jak widać :D Co ma być, to będzie – ZAWSZE I WSZĘDZIE :)
STEP BY STEP :) <3

P.S. Ja z Bratnim nie jestem, z nikim nie jestem. Jestem ze sobą! :D I jestem przecholernie szczęśliwa :D Myślałam, że nigdy tego nie osiągnę będąc sama, a jednak :) Kocham siebie i jest cudownie!!! :)

What the fuck is going on?! :D

Znowu jakieś retrogradacje, sracje, pierdacje :D Ruchy tu, ruchy tam :D Tutaj nów, tam pełnia :D To w Lwie, to w innym znaku, a mój Bratni zaczął mieć właściwości Bliźniaka :D No i biedna Taryn tak sobie siedzi od kilku dni, szczęśliwa na maxa, jakby jakiś dobry towar zjarała albo wciągnęła (HAHAHAHA) i zastanawia się: WHAT THE FUCK IS GOING ON?! :D
Nie pojmuję, nie kapuję :D Że niby Bratni Bliźniakiem, a Bliźniak jedynie Bratnim? :D I że niby ten pierwszy przyszykował mnie na tego drugiego, a ten drugi wcale nie szykuje mnie na pierwszego? :D Ale, że co? :D Ale, że jak? :D O co chodzi, co się dzieje? :D Niech mnie ktoś przytuli :D

DALEKO JESZCZE?! :D :D :D hahahahahahaha

Niebieski kwiat i kolce, niebieski kwiat i kolce :D

AVADA KEDAVRA na to wszystko normalnie i ciao!!! :D

Zmieniło się wszystko ;)

Cześć Duszyczki :)

Jak się macie? Co u Was? Jak tam Wasze historie? Jak Wasza droga? Przyszły zmiany czy stoicie w miejscu wciąż karmiąc ego? ;)
U mnie ze wszystkim do przodu. W dużej mierze już się odnalazłam i choć miewam jeszcze chwile, chwilunie słabości, to jednak jest dobrze :) Jest qrde naprawdę dobrze :) I cieszę się i celebruję tą radość każdego dnia :) Jest progres i to DUŻY!
Są dni, gdy nie mam ochoty na przyswajanie żadnych nowości ze świata „tłinflejmów”. Ale są też takie dni, że różne ciekawostki wręcz wpadają mi same w łapki. Wtedy dość chętnie je czytam i analizuję, przekładając to na wszystko, co mnie spotkało. Oczywiście nie może się też obejść bez „tłinflejmowych bulszitów”, od czytania, czy słuchania, których „rence opadajo” ;) Boże, widzisz i nie grzmisz! :D Ale spoko, każdy ma swoją drogę itd. itp. Nie nerwowo ;) Każdy z Was będzie dobrze wiedział, które przesłanie doskonale rezonuje z Waszą prawdą. Tylko błagam, nie mylcie prawdy z ego, nie mylcie intuicji z ego.

BRATNI.
Wszystko wróciło z takim pertolnięciem, że aż prawie zemdlałam z wrażenia ;) On mnie słyszy, bez kitu, ON MNIE SŁYSZY. Wczorajszy wieczór i dzisiejsza noc była dla mnie tego potwierdzeniem nad potwierdzeniami. Ja mówię, on to robi i daje mi dowody, że słyszy, może jeszcze nie kapuje, że to ja, ale robi, to co ja mam w myślach. Mało tego, wrócił na stałe ze swych wojaży do naszego rodzinnego miasta i od jesieni będziemy się widywać przynajmniej 3 razy w miesiącu. Myślałam, że to już koniec, bo wszystko wydawało się, jakby umarłe, a tymczasem okazuje się, że to nie jest żaden koniec, ale początek czegoś nowego dla nas.
Dużo miałam przemyśleń na ten temat. To wszystko co mi daje, jest takie piękne. Począwszy od samego początku, gdy tylko pojawił się w moim życiu i uratował mnie, poprzez sny, których jest aż kilka w ciągu miesiąca, jego sobowtóry, które spotykam codziennie, aż do teraz, gdy daje mi tyle dowodów na to, że ja i on to takie prawdziwe i realne, mimo wszystko. Cały czas, w ten czy inny sposób, towarzyszy mi. Uszczęśliwia mnie. Chroni mnie. Odciąga od przeszłości i każe patrzeć w przyszłość. JEST.
W PLANIE nie ma takiej rzeczy, która jest nam niepotrzebna czy która nam nie służy. Wszystko jest potrzebne, wszystko jest lekcją. Część rzeczy z nami zostanie, część zniknie, gdy wykona swoją robotę. Nie ma tu żadnej głębszej filozofii i jest to proste, jak budowa cepa ;) Serio :D

Od jakiegoś czasu czułam, że coś się dzieje, coś się zbliża, a dziś to przeczucie już w ogóle przerosło samo siebie i przed paroma minutami przeczytałam: ”Shifting into the 5d Matrix – you know that Pandora’s Box opens today!” – STRACH SIĘ BAĆ NORMALNIE :D

Znaki nie ustają, blaski & błyski też nie, dzwonienie w uszach również. I właściwie to nic się nie zmieniło, tylko ja jakaś taka mądrzejsza i bardziej kochająca siebie :) Czyli zmieniło się wszystko :D

I just called…

Wpadam na chwilę i zaraz mnie nie ma, bo już po północy, ale póki co chcę się z Wami podzielić czymś, co mnie dziś spotkało. Pierwszy raz w życiu, odkąd wiem, że istnieje coś takiego jak TF, usłyszałam głos Bliźniaka i miałam wizję związaną z tą konkretną sytuacją.
Zadzwonił dziś do mnie telefon, nieznany numer, a że czekałam na kuriera, więc odebrałam na luzaku, bo przecież, to nie pierwszy raz:
- Tak słucham?
- Dzień Dobry.
- Dzień Dobry.
(przez chwilę cisza)
- Poznaje mnie Pani?
ZAMARŁAM…
- Nie…?
(śmiech)
Ja szok.
- No ładnie, to już mnie Pani wywaliła ze swojej listy?
Widziałam go tak dokładnie i ten głos… Jezu…
Chciałam odpowiedzieć, że jak ktoś sobie zasłużył, to tak ma, ale ostatecznie się powstrzymałam.
Rozmówka toczyła się dalej, a ja coraz bardziej czułam, widziałam i słyszałam Bliźniaka, ale koniec końców okazało się, że to jeden z moich byłych szefów, a że kiedyś miałam mały problem z telefonem, to mi wcięło część numerów.
Nie wiem dlaczego odczułam, usłyszałam i zobaczyłam Bliźniaka. Nie rozumiem tego. To dla mnie nowość podczas takiej sytuacji. Ale uwierzcie mi, że moje serce zwariowało, a ciało zaczęło się tak trząść, jak wtedy, gdy był blisko mnie. Po wszystkim zachciało mi się płakać, a potem zalała mnie fala miłości.
Wróciłam z pracy i o 18 ścięło mnie z nóg. Ktoś mi kliknął przycisk OFF i koniec ;) Usnęłam nawet nie wiem kiedy i spałam prawie do 20.
Z kolei wczoraj powróciłam do czytania swojego własnego bloga skupiając się na roku 2014 i 2015, na lipcu i sierpniu :D Zabawne :D
Nie wiem o co chodzi, nie wiem, co on tam wyrabia, że ja mam takie jazdy, ale przecież nic z tym nie mogę zrobić. Nie mogę go zapytać, nie mogę go zobaczyć. Jedyne co mogę, to po prostu żyć sobie dalej. To też czynię :)

A Tobie kochany chcę powiedzieć, że Cię kocham mimo wszystko :) Nieważne co zrobiłeś w przeszłości, choć fajnie by było sobie to wyjaśnić. WSZYSTKO WYJAŚNIĆ.

„Dzieńdobrywieczór”

Cześć :)

Z okazji tego, że dziś mija dokładnie 2 lata bez jakiegokolwiek kontaktu z Bliźniakiem, oto jestem :) Jestem żeby Wam pokazać, bez żadnego ściemniania i owijania w bawełnę, że można wszystko przetrwać i wyjść z dołka bez dna z podniesioną głową. Oto jestem :) Na krótką, ale wystarczającą chwilę.
Co u mnie? ŻYJĘ :) I to najważniejsze!
Nadal jestem Twingielką, choć tu i tam kręcą się faceci, potencjalni kandydaci do mej ręki (ha ha ha). Bratni? Hmm. Otóż, coś się stało… Chyba wykonał swoje zadanie względem mnie albo ja względem niego i na tę chwilę nie wyobrażam sobie, aby dalej istniał w moim życiu, tak, jak istniał jeszcze jakiś czas temu. Może to chwilowe, a może nie, nie wiem. Czas pokaże. Póki co niemiłosiernie mnie wkurza, nie przerobił swoich śmieci na pozytywną energię i generalnie powrócił do bycia takim samym dupkiem, jakim był na początku, gdy się poznaliśmy. Także sio do kąta i wróć, jak będzie cacy albo pakuj manatki i won. Co do Bliźniaka, to nadal ani widu, ani słychu, ALE… Właśnie ;) ALE ;) Od pewnego czasu jestem zalewana tak ogromną miłością od niego, dosłownie, jakby waliły we mnie miłosne fale tsunami. Czuję miłość wzdłuż i wszerz. Miłość jest we mnie, miłość jest wszędzie. Kocham go bardzo i tęsknię za nim, ale to wszystko już mnie nie dołuje, tak, jak kiedyś. Czuję się wolna, mimo że wiem, że nigdy nie ucieknę przed tym uczuciem. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to jak jakiś paradox, ale taka prawda. Nie jestem więźniem tego uczucia, a wręcz przeciwnie, ta miłość mnie mobilizuje do wielu rzeczy i rozwija. Każdy mi mówi, że bardzo się zmieniłam, a i ja patrzę na siebie w lustrze i widzę postępy. Fajne uczucie :)
Nie zmieniły się moje uczucia względem Bliźniaka, ale zmieniło się postrzeganie całej tej sytuacji. Dla mnie na plus i mam nadzieję, że dla niego też.
Myślę, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Ja na pewno.
Także ten, nie łamcie się, nie umierajcie, bo nie warto ;) Za to kochać warto, niezależnie od tego czy jesteście razem czy nie.
Prawdziwa miłość zwycięży wszystko!
Trzymajcie się :)

P.S. Poszłam dziś na spacer tą samą trasą, którą szłam 04.07.2014 r. i zatrzymałam się w tym samym miejscu, w którym zatrzymałam się, gdy Bliźniak wsiadł do auta i odjechał. I to nie specjalnie! :D

Podsumowanie ostatnich 3 lat i pożegnanie z blogiem

Cześć.

Rany, jak mnie tu dawno nie było ;) Kilkoro z Was dobrze wytypowało – ZACZĘŁO SIĘ PRAWDZIWE ŻYCIE.
Żadnych dołów, żadnego umartwiania się przez Bliźniaka. W ogóle Bliźniak? Ale jaki Bliźniak? :D Nie znam :D
A tak poważnie mówiąc, to jak mi ktoś powie, że nie można normalnie żyć z tą całą wiedzą, po takich emocjonalnych przejściach i wszystkich lekcjach, to wszystko, co zrobię, to parsknę mu w twarz. BO MOŻNA! I przestańcie sobie wkręcać, że nie można!!! Bycie Bliźniaczym Płomieniem, to nie wyrok do cholery. To nie żadne piętno, to nie żadna kara. Z jakiegoś powodu zostaliśmy do tego wybrani i już. I przestańcie czekać na BYCIE Z BLIŹNIAKIEM. To Was do niczego nie zaprowadzi. I nie mówię tego dlatego, że akurat dziś mam takie „widzimisie”, ale dlatego, że takie są realia. Kiedyś to zrozumiecie ;)

Co u mnie?
Właściwie wszystkiego po trochu ;) W skrócie mówiąc, jest mi teraz tak SUPER, że zastanawiam się, jak mogłam się tak pogrążać w tym całym kretyńskim bezsensie przez tyle czasu. I to dla kogo?! I to przez kogo?! HAHAHA! Żenada!
O ironio, potwierdzenie informacji o stanie faktycznym, co się dzieje z moim Bliźniakiem, przyniosło mi ukojenie. Oczywiście na początku były wszystkie emocje na raz. Nad niektórymi wciąż pracuję, bo np. nadal chciałabym go uraczyć lewym sierpowym i kopem w jaja, ale wiecie, potrzebuję jeszcze trochę czasu na utemperowanie swojego ego ;) Na dzień dzisiejszy nie mam temu Panu nic do powiedzenia i również nie chcę słuchać jego tłumaczeń itp. W ogóle nie chcę go widzieć i tylko mam nadzieję, że nigdzie go nie spotkam, bo… „pacz” kilka linijek wyżej :D
Poza tym nie wkręcam sobie znaków na każdym kroku, choć one tam są. Są, to niech sobie będą, nic mi do tego. Na pewno o tym człowieku nie zapomnę, bo choćby moja data urodzenia będzie mi o nim przypominać. Także nie da się go wymazać, ale da się normalnie żyć z tym wszystkim.

Ostatnie 3 lata dały mi nieźle w kość. Upadałam niezliczoną ilość razy i tyle samo razy się podnosiłam. Silniejsza niż przedtem, mądrzejsza niż przedtem. Wylewałam hektolitry łez… Wyjąc do księżyca, tak sobie zdzierałam płuca, że myślałam, że zacznę niebawem pluć krwią. Nieopisany ból wielokrotnie nie pozwalał wyjść z łóżka, z domu, nieokreślony lęk zapędzał w kąt pokoju i kazał tam siedzieć… Niejednokrotnie w ciszy i po ciemku. Do perfekcji opanowane aktorstwo dawało możliwość przyodziewania masek na każdą okoliczność, chowając prawdę… Długie rzęsy przysłaniały zwierciadło mojej smutnej duszy… Wszystko było nie tak… Życie było nie tak, dlatego przestałam żyć i zaczęłam wegetować. Uwięziona w bezkresie bezsensu dzień po dniu…
Pojawiła się Bratnia Dusza, nazwana później roboczo Bratnim i powoli zaczęło wychodzić słońce, ale mimo to, ja nadal próbowałam naciągać na nie chmury i dalej katowałam się myślami o Bliźniaku. Chory z miłości, zryty czerep wciąż nie funkcjonował, jak należy, bo zakodowane głupie informacje, że Bliźniak i tylko Bliźniak się liczy i może dać szczęście, wciąż grały pierwsze skrzypce. A dusza Bratniego nie dawała za wygraną i gdy tego potrzebowałam najbardziej – zawsze była! Nie dość, że w ten, czy inny sposób, Bratni był w różnych chwilach, gdy się podłamywałam, to jeszcze był ze mną w bardzo ważne dni, a mianowicie 4 lipca 2015 r. (rocznica wyjazdu Bliźniaka) i 17 lutego 2016 r. (3 rocznica poznania Bliźniaka). Nie wspomnę już, że był ze mną w dzień po tym, jak mi się wszystko na temat Bliźniaka potwierdziło. Takie tam „przypadki i zbiegi okoliczności”, prawda? ;) Ale, to TYLKO Bratni, nikt ważny przecież ;) TYLKO ktoś, taka dusza, która towarzyszy mi w każdym wcieleniu, wiedząc, że i tak nie będzie nigdy najważniejsza dla mnie. Taki „pionek” TYLKO. Nieistotny element układanki ;) Pomoże i zniknie. Poskłada moje rozpieprzone wszędzie kawałeczki, poskleja i się ulotni. HE HE. A serio mówiąc, to pomyślcie sobie teraz o tej miłości. Wasza prawdziwa Bratnia Dusza, zjawia się u Waszego boku w każdym wcieleniu, zbiera Was do kupy, pomaga Wam w życiowych lekcjach najlepiej, jak tylko może, a potem wie, po prostu wie, bo przecież sama się na to zgodziła, że musi się usunąć. Ale wróci, wróci już w kolejnym wcieleniu, bo znowu będziecie w czarnej dupie, a ta dusza znowu poda Wam widzialną lub niewidzialną dłoń. I tak w kółko i na okrągło, aż w końcu posrany Ty i Twój posrany Bliźniak nie będziecie już tacy posrani i wypertolicie „tugeda” złączeni „forewa” do „domu” :D Tak to wygląda w skrócie :D
Nieważne, jak zakończy się moja historia z Bratnim i czy w tym wcieleniu w ogóle się jakoś zakończy czy będzie trwać do końca dni mojego żywota ziemskiego, ale już teraz mówię, że Bratni to mój MEGA WAŻNY element tej układanki i bez niego (MOŻE) by mnie już dawno nie było. To on zawsze stoi na straży, gdy zamykam przerażona oczy. A gdy je otwieram, on nadal tam jest wpatrzony we mnie. Zawsze, zawsze, zawsze. Dzień po dniu od września 2014 r. Uciekałam przed tym, ale już nie uciekam. Nie będę już żyć w zakłamaniu, że Bratnia Dusza nic nie znaczy, że do Bratniej Duszy nic nie można poczuć, że to chwilowa ściema itd. Czuję do niego wszystko. W tym momencie odczuwam go bardziej niż Bliźniaka, którego szczerze mówiąc, prawie w ogóle nie czuję. Teraz o Bratnim myślę prawie cały czas, ale nie jest to takie myślenie, jak o Bliźniaku, gdzie po prostu zatracałam się totalnie. Jest to mądre i zdrowe myślenie. Myślenie o Bliźniaku i codzienne funkcjonowanie z tym, zakrawało na psychozę. Teraz z Bratnim jest tak, jak powinno być – NORMALNIE. Po prostu kobieta myśli o mężczyźnie i tyle. Choć emocje związane z każdym spotkaniem i widzeniem go są niemniejsze, bo zawsze buzują mi pod skórą, w żyłach i w sercu :)

Te 3 ostatnie lata mnie totalnie zmieniły i chyba przeszłam wszystkie możliwe fazy emocjonalnego roller coastera – od totalnej depresji aż po wszechogarniającą euforię. Ani jedno, ani drugie nie było dla mnie dobre, dlatego tak bardzo cienię sobie fakt, że odzyskałam równowagę, a co za tym idzie – SIEBIE.

Na dzień wczorajszy, dzisiejszy i jutrzejszy nie chcę mieć nic do czynienia z moim Bliźniakiem. Nie oznacza to jednak tego, że źle mu życzę, bo to nieprawda. Życzę mu jak najlepiej, życzę mu szczęścia i ogólnie wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że życie mu się naprawdę dobrze ułoży teraz, gdy jest wolny od fałszu kościoła. Niech sobie w swoim tempie idzie w stronę prawdy i jednocześnie niech trzyma się z dala ode mnie ;) W tym wcieleniu nie widzę dla nas żadnej szansy na bycie razem. Nie wyobrażam sobie bycia z kimś, kto był takim perfidnym kłamcą. Ja chcę być czysta, bez syfów, bez ściem, bez wszystkiego, co szkodzi najprawdziwszej prawdzie, dlatego nie wyobrażam sobie być z jakimkolwiek kłamcą. Wolę już być do końca życia sama niż z kimś, kto tak się zachowuje. Zresztą moje życie samoistnie się oczyszcza ze wszystkiego, co jest fałszywe lub co mi nie służy, a także z tego, co wykonało swoje zadanie w ten czy inny sposób. I za to jestem wdzięczna.

Dlaczego chcę skończyć z blogiem?
Dlatego, że ten blog już mi nic nie daje. Kogo miałam poznać, to poznałam. Z kim miałam nawiązać bliższą relację, to nawiązałam. Komu miałam pomóc, to pomogłam i kto miał pomóc mi, to mi pomógł. Blog w tym momencie tylko i wyłącznie ciąży mi. To samo maile, które dostaję, w których w kółko i na okrągło czytam o tym samym, niejednokrotnie nawet ubranym w te same słowa. Nie zrozumcie mnie źle, ale czuję się przytłoczona kolejnymi historiami o Bliźniaczych Płomieniach. Ja już swoje przeszłam, swoje spisałam na łamach tej strony. Każde moje doświadczenie tu zawarte jest dowodem na to, jak przebiega ta droga. Nie jestem żadną wróżką, ani specjalistką od Bliźniaczych Płomieni. Nie mam kryształowej kuli ani nic z tych rzeczy, z których wyczytam Waszą przyszłość. Wielokrotnie było to pisane zarówno u mnie, jak i na innych stronach, że nikt inny oprócz Was samych, nie zna odpowiedzi na pytania dotyczące Waszej drogi. Bo WSZYSTKO JEST W WAS! Odpowiedzi są w Was. WSZYSTKO, dosłownie WSZYSTKO. Dzień kiedy to ogarniecie będzie pierwszym dniem Waszego nowego życia. Tak naprawdę nie potrzebujecie nikogo, kto bym Wam mówił i Wami w jakiś sposób sterował. Ani żadna osoba z tarotem, ani z wahadełkiem, ani z kryształową kulą i czarnym kotem ;)
Kiedyś jedna osoba powiedziała mi, że mój Bliźniak nigdy nie odejdzie z kapłaństwa, mało tego zostanie biskupem. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak bardzo mnie to załamało psychicznie. Załamało mnie, bo po pierwsze było to sprzeczne z tym, co mówiła mi intuicja, no a poza tym sam fakt – Bliźniak biskupem… Czujecie to? No właśnie. I co się okazało? Nie dość, że Bliźniak odszedł z kapłaństwa, to jeszcze nie w głowie mu było bycie biskupem, bo związał się z kimś i układa sobie życie. Więc tyle z wiarygodności takich osób. Moja intuicja okazała się silniejsza niż czyjeś czary mary. Nic nie zastąpi siły własnej intuicji. NIC i NIKT. Dlatego proszę Was, zastanówcie się zanim zapukacie do kolejnych drzwi z prośbą o przewidzenie przyszłości.

Póki co, blog opuszczam, ale oczywiście, jeśli nagle by się coś wydarzyło, coś naprawdę ważnego, to na pewno Was o tym poinformuję. No chyba, że zadecyduję o całkowitej kasacji bloga ;) Wtedy nie będzie zmiłuj ;)

Już nie rozpadam się na kawałeczki, ale zbieram się do kupy. Podnoszę się z popiołów, odżywam. Rozpościeram skrzydła i lecę dalej…

Trzymajcie się :)